Wolin i okolice – podróż prawie w stylu retro

Do wygód i ułatwień człowiek szybko się przyzwyczaja. Truizm. Zgadzam się, ale czy nagły wzrost posiadaczy samochodów w ciągu ostatnich dwóch dekad (z naciskiem na tę drugą) nie pozbawił nas pewnych aspektów podróżowania, które wspominamy dziś z łezką w oku? W tamte wakacje postanowilam przypomnieć sobie alternatywne sposoby podróżowania dla szczęśliwych nieposiadaczy 4 kółek, którzy jako rasa prawie wymarła powinni być pod ochroną zarówno PKP jak i PKS.

Skąd się wziął pomysł na wyprawę aż na wybrzeże Zachodnie? „Przecież tam się nie jeździ” – zdumienie wśród Warszawki budzi moja decyzja. A do tego bez samochodu, żeby jeszcze romantyczno-hipisowski autostop, ale nie PKP i PKS jak w słodkich latach 70 i wakacjach z dziadkami. Pomysł? Wyskoczył jak królik z kapelusza, gdy szukałam miejsca gdzie będzie dużo ryb i wyjście z domu na plażę. Niezdecydowanie, czy chcę -nad morze- czy -nad jeziora- pozwoliło mi poszukać miejsca, które łączyłoby w sobie wszystkie spełnienia moich niezdecydowań.

DZIWNOW 2004 (27)Podróż…, nic tak dobrze nie wpływa na nastrój jak miarowy stukot kół i delikatne światła mijanych miast podczas podróży pociągiem. Alternatywa do „nie stracenia czasu” to podróż nocą zwłaszcza mając do pokonania ponad 500 km z W-wy do Szczecina a potem dalej. Wrażenie, ze znów jadę z dziadkami na wakacje, pamięć słodkiego dzieciństwa pomogły zatrzeć nie najlepsze wrażenia ze złego stanu pociągu. Choć mając na uwadze cenę, jaką się płaci za podróż wagonem sypialnym powinien on wyglądać zuuupełnie inaczej.

Wyspana i podekscytowana obudziłam się na godzinę przed Szczecinem. Orientacja w obcym mieście jest ciekawym doświadczeniem. Zagubione spojrzenia, gorączkowe poszukiwanie informacji, uzgadnianie kierunków, uśmiech w kierunku nieznajomych tak rzadki współcześnie a tak istotny, gdy chcemy o coś się spytać. Po kwadransie jestem na dworcu PKS, z którego autobus do Dziwnowa… odjechał 10 minut temu. Przez myśl przebiega mi, że gram w filmie Barei. Ale mocne postanowienie jeszcze z Warszawy – nic mi nie zepsuje wakacji nawet brak logiki Zarządów Komunikacji Bliższej i Dalszej w Zachodniopomorskim – pomaga. W sumie dawno nie spędziłam w dworcowej poczekalni dwóch godzin. Czas oczekiwania skraca mi analiza przewodników, w które jestem zaopatrzona.

Autobus, którym jadę do Dziwnowa jest pusty. No prawie, poza mną jest jeszcze kierowca. Spokojne pola pełne odcieni zieloności, promienie słońca ogrzewające moją twarz przez szybę autobusu sprawiają, że niepostrzeżenie zapadam w drzemkę. Kojący sen w drodze „od-do”, prawie zapomniany widok deszczowej Warszawy i jestem w Dziwnowie.

Poszukiwanie pensjonatu utrudnia fakt, że mimo genialnej organizacji wyjazdu jedyna rzecz, jakiej zapomnialam to adres, który został przyczepiony magnesem do lodówki daleko stąd. Drugi dzień wita nas pogodą typową dla polskiego nadmorskiego kurortu. Jest wietrznie, niebo jest zasnute chmurami – prawie urokliwie.

DZIWNOW 2004 (41)Kamień Pomorski – miasto rzekłabym delikatnie „eklektyczne”. Łączy w sobie wszystko co najgorsze w mało miasteczkowej architekturze II połowy XX wieku. Pozostała – dawna – część, niewielka, ale magiczna: katedra i kilka miejsc jak zatopionych w bursztynie. XII wieczna katedra Św. Jana Chrzciciela, postrzegana jest jako jedna z najcenniejszych budowli sakralnych tego regionu Pomorza. Jedyny w Polsce przykościelny wirydarz (z wiki: łac. viridarium – gaj, park – jest to kwadratowy lub prostokątny ogród umieszczony wewnątrz zabudowań klasztornych, często otoczony krużgankami, na środku umieszczona jest studnia albo fontanna). Ten w Kamieniu pozostawia niezapomniane wrażenie. Cisza skłaniająca do medytacji, szelest liści śpiewających psalmy, 500-letnia tuja i 300-letni dąb dostojne i rozmodlone. A do tego dwunastowieczna studzienka na samym środku, coś miedzy „Tajemniczym Ogrodem” a „Imieniem Róży”. Jeśli ma się dużo szczęścia, to przeniesienie w czasie jest możliwe. Na kilka chwil, gdy odbywają się koncerty organowe. Organy są kolejnym mocnym punktem Katedry. Przeszło 300 letnie, o głębokim brzmieniu pozwalają nam zapomnieć o świecie na zewnątrz.

DZIWNOW 2004 (39)Podróż skuterem po Wolińskim Parku Narodowego, Międzyzdroje, Wolin. Pamiętam muszki które oblepiały mi kask i… zęby. Ale naprawdę warto i dużo przyjemniej niż samochodem. Kolejny dzień cały w strugach deszczu sennie spędzony – i czas powrotu.

A czy jest po co wracać na Zachodnie Pomorze? Tak, tak, tak. Jeszcze nie zdąrzyłam zobaczyć turkusowo mieniącej się tafli jeziora w Wapnicy, ani zadrżeć ze zgrozy patrząc na poskręcane od wiatrów morskich drzewa półwyspu Przytorskiego. Nie byłam na górze Gosań – najwyższym polskim klifie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *