Tulipany Pana Tadeusza

Kazachstańskie Tulipany rozkwitły na Biebrzańskich Bagnach. W przytulnym i gościnnym, jak przedwojenne kresowe dworki, Carskim Trakcie potoczyła się opowieść o szczęśliwym chłopcu z Nowogródka, który w wieku lat dwunastu musiał stać się nagle mężczyzną, zastąpić ojca, po prostu przeżyć. W te szczególne dla Polaków listopadowe święto, w Dzień Niepodległości, jak urzeczeni słuchaliśmy historii jednego człowieka i jednej rodziny, a przecież była to także historia 1,5 miliona zesłanych na Sybir Polaków. To nie był wykład historyka ani prelekcja. Przed nami stanął niezwykły człowiek w słusznym wieku – 86 lat – o młodzieńczej energii – pan Tadeusz Kułakowski, autor książki „Kazachstańskie Tulipany. Wspomnienia Zesłańca”. I może dobrze się stało, że Pan Tadeusz tego dnia snuł swą opowieść z daleka od żenującego zgiełku warszawskiej ulicy.

Z Nowogródka do Carskiego Traktu

Tak się szczęśliwie złożyło , że w ciągu jednej letniej kanikuły poznałem dwóch niezwykłych dżentelmenów: pana Tadeusza Kułakowskiego i pana Jana Nadolnego. W sierpniu w trakcie nostalgicznej kresowej wyprawy po ziemi nowogródzkiej byłem zauroczony opowieściami i młodzieńczą energią Pana Tadeusza. Były prezes Stowarzyszenia Nowogródzian i Sympatyków Ziemi Nowogródzkiej także doskonale pisze. Jednym tchem przeczytałem jego książkę: Kazachstańskie Tulipany. Wspomnienia Zesłańca.

Carski Trakt 11 listopada 2013

Wcześniej bawiąc na Bagnach Biebrzańskich i w drodze na swoją ukochaną Suwalszczyznę trafiłem w gościnne progi Carskiego Traktu – jedynego znanego mi w Polsce gospodarstwa agroturystycznego posiadającego prywatne muzeum. Ciekawa kolekcja broni, dokumentów, mundurów, starodruków i zdjęć związana jest z bujną historią regionu położonego w dolinie Narwi i Biebrzy. To muzeum to efekt wieloletnich pasji pana Jana. Co ważne – on o każdym eksponacie może długo i ciekawie opowiadać. Cóż, my slowingowcy z sarmackimi upodobaniami wiemy dobrze, że ciekawa opowieść i anegdota uwielbia suto zastawiony stół i … nalewki gospodarza. To i zasiedliśmy z Janem do biesiady w uroczym saloniku pod portretem Marszałka Józefa Piłsudskiego, starą flintą i zegarem. Moje kubki smakowe otworzyły się na oścież, a ja tylko chłonąłem zapachy i syciłem wzrok widokiem wnoszonych potraw. Małżonka pana Jana Ela i jego dorodna córka Emilka zapełniły stół pysznościami z domowej kuchni opartej na produktach z własnego ekologicznego gospodarstwa. Biesiadując i gawędząc, patrząc na szczęśliwego posesjonata i jego rodzinę poczułem się jak w scenerii znanej z opowieści mojej babci. Carski Trakt zamienił się nagle w prawdziwy przytulny kresowy dworek w pięknym sielskim pejzażu, gdzie spiżarnia obfita a i piwniczka zapełniona magicznymi płynami. A że po kądzieli jestem kresowiakiem to właśnie wtedy, przy kolejnym kieliszeczku czosnkówki gospodarza wpadłem na genialny pomysł. Carski Trakt tak cudownie położony na styku Narwi i Biebrzy, kultywujący dawne tradycje i doskonałą polską i regionalna kuchnię byłby idealnym miejscem na opowieści Pana Tadeusza i prezentację jego książki właśnie w ten szczególny listopadowy dzień, jakim jest Dzień Niepodległości. I kości zostały rzucone. Pan Tadeusz przyjął zaproszenie, a Carski Trakt stał się miejscem obchodów Dnia Niepodległości!

Carski Trakt bagna nad Narwią i Biebrzą 

… ale i oni muszą się śpieszyć

We wstępie do książki Kazachstańskie Tulipany Henryk Bułhak pisze:

…Milczenie trwało kilkadziesiąt lat. Milczano w Polsce o losach rodaków zesłanych w głąb Związku Sowieckiego w latach 1939-1945 i następnych. Dzisiaj pełnym głosem może przemawiać tylko pokolenie tych, którzy w tamtych latach byli przeważnie dziećmi lub podrostkami. Ale i oni muszą się śpieszyć. Mogą bowiem nie zdążyć przekazać potomnym prawdy o sobie samych, a także o losach dziesiątków i setek tysięcy ludzi, których nazywamy Sybirakami…

I oto znajdujemy się w przedwojennym Nowogródku zamieszkanym przez sześć narodowości: Polaków, Żydów, Białorusinów, a także mniejszości narodowe: Tatarów, Ormian, a nawet Turków. Ojciec Tadeusza, oficer Wojska Polskiego ranny w wojnie z bolszewikami w roku 1920 jest osadnikiem wojskowym, mama nauczycielką. W końcu sierpnia 1939 roku 12–letni Tadzio podsłuchuje przez uchylone do salonu drzwi długie i zawzięte dyskusje dorosłych o groźbie wojny. Wkrótce potem pomaga kopać w sadzie rowy przeciwlotnicze. Nadchodzi wrzesień, wybucha wojna, ojciec dostaje powołanie do wojska do jednostki w Brześciu. Tadzio z mamą i siostrą odprowadza ojca, jak pamięta, w mundurze, w czapce rogatywce z żółtym otokiem i z szablą u boku na dworzec kolejki wąskotorowej w Nowogródku. Już go nigdy więcej nie zobaczy… Ojciec zostanie zamordowany w Katyniu. Wydarzenia nabierają tempa, złego tempa, bo wojna staje się rzeczywistością… W niedzielę 17 września ok. godziny 17-tej od wschodu, ulicami 3-go Maja i Korelicką wkraczają do Nowogródka oddziały armii sowieckiej. Kończy się bezpowrotnie czas szczęśliwego dzieciństwa.

…Pierwszej nocy po wkroczeniu swoich wojsk nowe władze zarządziły 24 godziny „bezprawia”.Każdy, bez ponoszenia odpowiedzialności, mógł załatwić swoje porachunki…

Życie codzienne rodziny Kułakowskich zamienia się w walkę o byt. Każdy Polak w Nowogródku wie jedno: kto przetrwa te dni, to wcześniej czy później czeka go wywózka na Sybir. W nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 roku, o godzinie trzeciej nad ranem załomotano kolbami w drzwi frontowe domu rodziny Kułakowskich. Dostali godzinę czasu na spakowanie się. Zaczął się czas wieloletniej tułaczki i poniewierki. Nie wiedzieli gdzie jadą. A trasa wiodła przez Baranowice, Mińsk, Orszę, Smoleńsk, a potem do…?

…byliśmy zdziwieni zmianą kierunku od Smoleńska, na południe

Pojechali przez Wjazmę, Kaługę, Tułę, Riażsk, Penzę, Samarę (obecnie Kujbyszew), Orenburg do północnego Kazachstanu. Po miesiącu podróży bydlęcym wagonem z pryczami, czterema zakratowanymi oknami, piecykiem z rurą wychodzącą na dach i dziurą w podłodze do załatwiania potrzeb fizjologicznych dotarli do Aktiubińska. Tam zaczęły po zesłańców podjeżdżać kołchozowe ciężarówki. Tadeusz trafił do stepowego kołchozu, który miał 8 tysięcy hektarów powierzchni. Imał się różnych zajęć, wreszcie wylądował w koniuszni (stajni). W roku 1942, gdy wszyscy miejscowi chłopcy w wieku 15 lat zostali powołani do wojska, Tadeusz awansował na czabana (pastucha). Wspomnienia z tego okresu przypominają opowieść prawdziwego cowboya, wielki step, upał, pod opieką stado koni, bydło i wielbłądy, ataki stepowych wilków, pożar stepu, a potem straszliwa ostra zima. Barwna jest opowieść pana Tadeusza, nie wszystkim kazachstańskim zesłańcom będzie dane przeżyć te lata – ciężka praca, choroby, wycieńczenie, niektórzy znikają zabrani do nikąd przez NKWD oskarżeni o sabotaż, gdy pada wycieńczone bydło. Potem Tadeusz trafia do kopalni odkrywkowej niklu na Uralu, a starsi koledzy z Polski do I Armii Wojska Polskiego. Mieszka razem z zatrudnionymi w kopalni więźniami tzw. błatnymi – niepolitycznymi, czyli nożownikami i złodziejami z Krymu i Odessy. Od jednego z nich – Wołodzi – uczy się łapania, obdzierania ze skóry i smażenia susłów. To świetne uzupełnienie głodowego przydziału jedzenia. Tadeusz uczy się kolejnych fachów: kończy karierę robotnika wiertniczego, robi kurs Mładszych Kolektorów (wykwalifikowany pomocnik technika geologa) i wraz z inżynierem geologiem Sokołowem wyrusza na poszukiwania niklu w niedostępne góry i stepy odległe od Aktiubińska o 300 km. Przez rok nie ma żadnego kontaktu z mamą i siostrą, za to życie poszukiwacza niklu jest pełne przygód w stylu dzisiejszego survivalowca, obfituje też w wiele przyjaznych kontaktów z miejscowymi koczownikami, a Tadeusz chętnie opisuje ich zwyczaje, chociażby sytuację, gdy jest gościem na kazachskich zaręczynach.

Gdy na spotkaniu w Carskim Trakcie sędziwy zesłaniec opowiada o tym okresie swojego życia zamienia się znowu w młodzieńca, który konno przemierza wielkie przestrzenie i ogląda piękne, kolorowe dywany z tulipanów kwitnących u podnóża dzikich gór. Ileż w tej opowieści smaczków i detali z życia codziennego ekipy geologicznej i miejscowych Kazachów. I mam wrażenie, że ten zapamiętany na całe życie piękny widok dzikich tulipanów, a zarazem tytuł wspomnień pana Tadeusza, to taki klucz do jego silnej osobowości i pozytywnej energii, która go prowadziła przez całe życie i pozwoliła przeżyć. Zauważam, że świat jego wspomnień to także wiele ciepłych słów o zwykłych ludziach, nie tylko rodakach, wplecionych bez swojej woli w koło wielkiej i tragicznej historii. Ale też znajdujemy tu nutę żalu, jakże znanego temu pokoleniu kresowiaków, którzy stracili swoje małe ojczyzny i rodzinne domy i stali się tzw. repatriantami.

Carski Trakt spotkanie z panem Tadeuszem

No i wreszcie powrót do kochanego kraju: ..Nikt na nas nie czekał…

Stacja w Lublinie, kwiecień, rok 1946.

…Nikt nie podał na dworcu kromki chleba ani kubka herbaty. Nikt nie powitał dobrym słowem, którego tak wszyscy byliśmy spragnieni. Traktowano nas chyba jak ułaskawionych przestępców, którzy wrócili po odsiedzeniu kary i nie wiadomo teraz, co dalej z nimi zrobić. Najlepiej, żebyśmy wsiąkli w społeczeństwo bez hałasu i bez śladu…

W dniu 8 kwietnia 1946 Tadeusz z mamą i siostrą wysiadają z transportu w Kłodzku. Osiedlają się w odległej o 22 kilometry Nowej Rudzie.

Nowe życie i kresowa dusza

Pan Tadeusz nadrabia zaległości edukacyjne. W pierwszej klasie gimnazjum w Kłodzku w jego klasie są uczniowie od lat 14 do 30, on ma tylko…19. Nauka, powołanie do wojska, wreszcie przyjazd do Warszawy na kurs kreślarza w Centralnym Biurze Studiów i Projektów Budownictwa Przemysłowego, praca i znowu nauka jak obiecał mamie, Wieczorowa Szkoła Inżynierska i wreszcie ukochana Politechnika Warszawska – Wydział Inżynierii Budowlanej i tytuł magistra inżyniera. Nowogródzianin bez domu staje się spełnionym zawodowo i rodzinnie warszawskim inżynierem. Ale pozostaje kresowa dusza, która każe potem panu Tadeuszowi angażować swoje siły i energię w pomoc tym, którzy zostali po drugiej stronie nowej granicy, szczególnie drogie mu jest założone w 1990 roku Stowarzyszenie Nowogródzian i Sympatyków Ziemi Nowogródzkiej i Stowarzyszenie Rodzin Osadników Wojskowych i Cywilnych Kresów Wschodnich. To ono jest też wydawcą Kazachstańskich Tulipanów.

Tadeusz Kułakowski

Żywa lekcja historii

W Carskim Trakcie kilka pokoleń słucha opowieści Tadeusza. To dobrze, bo tacy ludzie są skarbem, o który trzeba dbać szczególnie, umieją opowiadać i pisać o dawnych tragicznych wydarzeniach, ale też emanuje z nich duchowa siła, pogoda ducha i szacunek do wartości, którym byli wierni całe życie. Są także zaprzeczeniem stereotypu nudnego, pomnikowego kombatanta, a także antidotum na pseudopatriotów i nacjonalistów, którzy zieją nienawiścią do sąsiadów i wywołują agresję. Gdy warszawska ulica znowu w ten pamiętny dzień wypełniła się – o zgrozo – okrzykami nienawiści, agresją i sygnałami policyjnych wozów pan Tadeusz udał się najpierw do Wizny na uroczystą mszę odprawianą w rocznicę odzyskania niepodległości, a potem na Górę Strękową pod pomnik kapitana Raginisa. Zapytajcie awanturujących się w Warszawie zakapturzonych narodowców kim był kapitan Raginis i gdzie są polskie Termopile?

Tadeusz Kułakowski 2

A potem była wyprawa terenowym samochodem na Biebrzańskie Bagna, bo trafił pasjonat na pasjonata, a te pięćdziesiąt lat różnicy wieku to dla takich ludzi drobiazg. Otóż Sebastian Pawlak, wielki pasjonat biebrzańskiej przyrody i fotografii zauroczony opowieściami pana Tadeusza i jego książką odwdzięczył mu się nie tylko zaproszeniem na slow-wyprawę swoją wierną terenówką. Zrobił kolejną niespodziankę podarowując Panu Tadeuszowi album fotograficzny swojego autorstwa i małżonki Natalii prezentujący biebrzańską przyrodę z unikalnymi zdjęciami ptaków i opisem najciekawszych zabytków w regionie. I tak Kazachstańskie Tulipany znalazły się w jesiennej scenerii największego Polskiego Parku Narodowego.

IMG 3381 (Large)

IMG 3389 (Large)

 

 

 

 

 

 

 

 NAd BiebrząBiebrzańskie bagna

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *