Tajemnice Wyspy Wielkanocnej

Wyspa Wielkanocna jest najbardziej samotnym miejscem na całym świecie.

Thor Heyerdahl

 

 

Samotni na środku Pacyfiku

Z niekończącego się morza błękitu nagle wyłania się jakiś miniaturowy kawałek lądu, a za chwilę rejsowy samolot linii Lan Chile z Santiago zaczyna schodzić do lądowania na malutkim lotnisku w Hanga Roa. Kapitan zostawia grupkę pasażerów i za chwilę leci dalej, aż na Tahiti. Lotnisko pustoszeje, na płycie nie ma już żadnego innego samolotu, ruchu, zgiełku, tysięcy turystów, co za błogi spokój. Powoli dociera do mnie, że właśnie w tej chwili spełniają się chłopięce marzenia snute nad kartami przygodowych książek, jestem właśnie za siedmioma górami, za siedmioma morzami, jestem tam, gdzie nie dotarli Kolumb, Magellan, Vasco da Gama , Drake… jestem na Wyspie Wielkanocnej, a jutro zaczyna się Wielkanoc.

lotniskoPrzebyta przestrzeń działa na wyobraźnię, nawet jeżeli przyleciało się tutaj wygodnym samolotem. Oto malutki punkcik na środku Pacyfiku, jedna z wielu małych wysepek na oceanie, a jednak inna, sławna, tajemnicza, niepowtarzalna, nawet teraz w XXI wieku. Przypominają mi się czytane onegdaj wspomnienia, relacje czy dzienniki wielkich odkrywców z wypraw w nieznane, zapis ich lęków, emocji, euforii, nieustannego zderzania prozy życia z radością oglądania czegoś po raz pierwszy, przekraczania tej cienkiej granicy między ryzykiem, śmiercią, klęską, a wchodzeniem na piedestały i cokoły pomników. Jeden błąd w nawigacji, zbuntowana załoga, sztorm, pech albo malaria i koniec marzeń, witamy w gronie bezimiennych na dnie oceanu…

Czyż James Cook przeszedłby do historii, gdyby nie postawił stanowczo na kiszoną kapustę, najlepszy lek na szkorbut? Ileż zachodu i forteli kosztowało go przekonanie marynarzy, że to nie żadna fanaberia dowódcy, a jedyna szansa przetrwania wielu miesięcy na morzu. I może dzięki kiszonej kapuście kapitan James Cook postawił stopę na Wyspie Wielkanocnej w poniedziałek 14 marca 1774 roku. Ale to nie on był pierwszym Europejczykiem, który tu dopłynął. Był nim Holender, Jacob Roggeveen, a stało się to dokładnie w Wielkanoc A.D. 1722.

Co ciekawe – Thor Heyerdahl pisząc o poczuciu samotności ogarniającym chyba każdego kto dotarł na Wyspę Wielkanocną wylicza, że z wyspy do Chile jest tak daleko jak z Kanady do… Hiszpanii. Najbliższy zamieszkały zakątek to wyspa Pitcairn, bagatelka, zaledwie 1900 kilometrów stąd. Skąd bierze się ta „Heyerdahlowa” fascynacja oddaleniem właśnie tej malutkiej wyspy /powierzchnia zaledwie 117 km2/ od najbliższego kontynentu, czy też innych zamieszkanych miejsc? Mało to wysp na oceanach? Dlaczego Thor i inni badacze nie interesują się tak mocno np. Wyspą Bożego Narodzenia, czy tzw. Wyspą Robinsona na archipelagu Juan Fernandez, na której przebywał Szkot Aleksander Selkirk, pierwowzór Robinsona Crusoe? Dlaczego to właśnie o tej samotnicy – Wyspie Wielkanocnej, napisano setki książek i nadal budzi ona emocje, spory, a nawet kłótnie uczonych?

 

Tajemnice zaklęte w kamieniu

nastrójtajemnicyCóż, gdyby na Wyspie Wielkanocnej zwanej inaczej Rapa Nui, jak to na wielu innych egzotycznych wyspach Pacyfiku drzewiej bywało, dawni podróżnicy i odkrywcy spotkali tylko dziewiczą przyrodę, tropikalny raj, tysiące gatunków ptaków i roślin oraz prymitywne ludy i ich piękne vahiny * zaciekawione widokiem dziwnie ubranych białych facetów, to skończyłoby się starym, sprawdzonym kolonialnym scenariuszem: wyspę przejąć w imieniu takiego czy innego króla, lud ochrzcić, spisać to, co się da eksploatować, przysłać gubernatora, etc. Czytając opisy odkrywania wysp Polinezji możemy przy okazji nieźle ubawić się relacjami, w których szacowni i stateczni naukowcy próbowali ukryć emocje związane z opisem… roznegliżowanych „dzikusek”. W drugiej wyprawie Jamesa Cooka na Pacyfik, która wyruszyła z Plymouth 13 lipca 1772 roku uczestniczyli gdańscy przyrodnicy Johann Reinhold Forster i jego syn Georg. Opisując lądowanie na Tahiti Georg stwierdza oględnie jak przystało na oświeceniowego naukowca: ”(…) naturalna prostota miejscowej odzieży, która nie ukrywa pięknie ukształtowanych piersi i ramion, również przyczyniła się do tego, że ludzie nasi nie mogli oprzeć się płomieniom namiętności. Widok różnych nimf, które w uwodzicielskich pozach, całkiem nago, tak jak je stworzyła natura, pływały wokół naszego okrętu wystarczył, aby marynarzom odebrać niewielką resztkę rozsądku (…)”** Dodajmy, że relacje słynnego żeglarza francuskiego Bougainville z Polinezji w „Mercure de France ” były dużo bardziej obrazowe, co marynarz to marynarz…

wnętrzewyspyI cóż z tego? To nie urokliwe wyspy Polinezji, a właśnie Wyspa Wielkanocna zrobiła później, aczkolwiek dużo później, furorę wśród podróżników i naukowców. Póki co, w wieku XVIII, ani po wizycie Holendra Roggevena, ani Anglika Cooka, ani Hiszpana Felipe Gonzalesa czy też Francuza La Perouse’a, żadne z oceanicznych mocarstw nie wdrożyło tu kolonialnego scenariusza. Wyspa była za biedna, owszem miała swoje tajemnice, miała swoje posągi, coś co budziło zdumienie i podziw pierwszych podróżników, ale nikt nie wyobrażał sobie wtedy, jak to można przeliczyć na pieniądze. Tragiczny paradoks historii wyspy w XIX wieku polegał na tym, że nie tylko wojna między dwoma plemionami doprowadziła do niszczenia tajemniczego dorobku poprzednich pokoleń, wyspą zainteresowali się… handlarze niewolników z Peru uważając, że jest tu tania, bo darmowa, siła robocza, tyle, że mieszkańców trzeba wywieźć daleko stąd do zbierania guano. To były ponure, tragiczne lata. Praktycznie aż do wyprawy Thora Heyerdahla i jego prac wykopaliskowych w latach 1956 -57 wyspa była prawdziwym końcem świata. Raz w roku wyspę odwiedzał okręt marynarki wojennej z Chile, a powalone posągi czekały na swojego prawdziwego admiratora. Było ich tu kilku m.in. Francis Maziere, autor głośnych „Mysteries of Easter Island ”, wyznawca teorii zaginionego na Pacyfiku lądu Hiva, ale to właśnie Thor Heyerdahl, sławny już zdobywca Pacyfiku na prymitywnej tratwie Kon Tiki, okazał się tym, którego świat lubi słuchać najchętniej. Po opublikowaniu książki „Aku, aku” archeolodzy z Chile i z całego świata zadomowili się tu na dobre, a powalone posągi znowu stanęły na platformach.

przystojniakI tak jak przytłaczały Jamesa Cooka w 1774 roku, tak i dzisiaj przytłaczają przybysza przede wszystkim rozmachem z jakim wychodzą poza poziom życia dawnych wyspiarzy i… tym swoim oddaleniem od świata innych cywilizacji. Na ich widok w tym mikroskopijnym świecie oblanym wodami Pacyfiku ciśnie się na usta słowo: niemożliwe, niewiarygodne. Jeżeli ich twórcami nie byli, żyjący na poziomie epoki kamienia łupanego, w dodatku na środku oceanu tubylcy, to kto? I oto jest pytanie do archeologów, geologów, historyków, tropicieli tajemnic i pasjonatów – dyletantów… A tam gdzie mnożą się pytania naukowców, dyletanci wołają wprost: to robota kosmitów. Nic dziwnego, że czułem dreszczyk emocji przed pierwszą wyprawą w głąb wyspy, zupełnie jak na peruwiańskim płaskowyżu Nazca, gdy oglądałem z lotu ptaka wielkie figury geometryczne i rysunki zwierząt wyrysowane na pustyni… Poproszę więc o ten sam zestaw pytań: kto, kiedy, dlaczego?  

 

Twarzą w twarz z olbrzymami

Wyspa Wielkanocna swoim kształtem przypomina lekko przekrzywionego głową na północ żółwia. Miniaturowa stolica Hanga Roa to praktycznie rozległa wioska o niskiej zabudowie, gdzie mieszka większość mieszkańców wyspy prowadząc sielski, nieskażony pośpiechem i nerwowością żywot. Żyją przede wszystkim z obsługi turystów, których wabią tajemnicze posągi, ale też zajmują się rolnictwem, hodowlą i rybołówstwem. Co najważniejsze, nikt nie chce tutaj turystyki masowej, ani żadnej rozbudowy infrastruktury turystycznej na wyspie. Chwała im za to, wyspie nie grozi zadeptanie, ani przerost formy nad treścią, majestatycznych ahu moai – kamiennych platform z posągami jest dużo więcej niż hoteli. Hotele nie psują pejzażu, są niskiej zabudowy, rozlokowane między domami i ogrodami na obrzeżach stolicy, a i tak najwięcej miejsc oferują rodzinne residenciales – odpowiednik naszych pokoi gościnnych. Wybrzeże jest klifowe, skaliste, miejscami bardzo strome. Największe wrażenie robi panorama z krawędzi wulkanu Rano Kau na tzw. „Wyspę Ludzi – Ptaków” rozsławioną hollywoodzką superprodukcją pt „Rapa Nui”, w której oglądamy rywalizację młodych wojowników o miano Tangata Manu – Człowieka Ptaka. barwykrateruWygasłe kratery z jeziorkami w środku znajdują się na każdym rogu wyspy, natomiast w jej środku napotkamy najwyższe wzniesienie Maunga Terevaka /652 m. n.p.m./ Porosłe trawą, zielone zbocza starych kraterów przypominają fragmentami pejzaż Suwalszczyzny z sylwetką Cisowej Góry. błogispokójDopiero jadąc na północ spotkamy sielski obrazek kojarzący się typową tropikalną wyspą, to wielka piaszczysta plaża Anakena z gajami palmowymi, według legend miejsce przybycia i zamieszkania króla Hotu Matua, wodza Długouchych. Gdziekolwiek się nie ruszymy kamienne platformy ahu – moai są wszędzie, a na nich patrzą na nas kamienne twarze różnej wielkości. Nic dziwnego, że wyspa aż w 1/3 swojego terytorium stanowi tzw. Parque Nacional Rapa Nui, odpowiednik parku narodowego, który śmiało można nazwać rezerwatem archeologicznym. Gdy kapitan James Cook w 1774 roku penetrował Wyspę Wielkanocną ze współczuciem wyrażał się o biednych mieszkańcach, natomiast był pełen podziwu dla cywilizacji, która stworzyła na wyspie tak monumentalne posągi. Wtedy jeszcze stały…

Potem nastąpił okres wojen i zawieruch, tradycja ustna przekazuje z pokolenia na pokolenie opowieści o przebiegu krwawego konfliktu między tubylcami z dwóch plemion: Ha-nau-aa-ape, ludźmi o długich uszach, i Ha-nau-mo-moko, ludźmi o krótkich uszach. Wtedy właśnie, i bez udziału białych przybyszów, posągi zostały obalone. tajemnicze od zawszeGigantyczna, naturalnie ukształtowana „wytwórnia moai”, czyli posągów w zboczach wulkanu Rano Raraku, dużo nam mówi o sposobach produkcji posągów. Okazuje się, że gęsty zlepieniec piasku i pyłów wulkanicznych zwany lapilli, poddaje się obróbce za pomocą kamiennych narzędzi z obsydianu i bazaltu, wymaga to jednak mrówczej pracy. Aż trudno uwierzyć… Tu spotykamy posągi na różnym etapie powstawania, ale przytłoczeni skalą przerwanych nagle robót pozostajemy z dylematem Jamesa Cooka sprzed dwustu pięćdziesięciu lat: prymitywny lud, a obok efekty jakiejś gigantycznej pracy tytanów. Stożek wulkanu pocięty, wyrąbano dziesiątki tysięcy ton kamienia, w zboczu leżą jeszcze niedokończone posągi, nie wycięte do końca, bryłowate, jeszcze toporne, obok spoczywają figury gotowe do drogi, inne stoją wkopane w ziemie, są różnej wysokości, największe osiągają według wyliczeń Heyerdahla aż 22 metry wysokości. Tym nie dane było dotrzeć na wybrzeże, wojna, konflikt przerwały mrówczą pracę w Rano Raraku. Naukowcy ciągle spierają się jak dotarła na wybrzeża wyspy cała armia wielkich posągów. Wzdłuż wybrzeża stoi przecież blisko 250 aku – platform z figurami różnych wielkości, w dodatku część z nich ma „twarzowe czerwone kapelusiki” lub jak kto woli fryzury. Pochodzą one z Puna Pau, z tzw. kamieniołomu czerwonych peruk, po przeciwnej stronie od Rano Raraku. Wyspiarze nazywają ten element pukao, co oznacza fryzurę popularną w czasach, gdy zaglądał tu Cook. posąginadmorzemWiemy więc skąd brały się owe peruczki dla posągów, podziw budzi fakt, że ważące od dwu do dziesięciu ton fryzurki trafiały na głowy olbrzymów o wysokości 10 metrów. Czy rację ma Heyerdahl twierdząc, że czerwonowłose figury olbrzymów z klasycznymi rysami są dziełem żeglarzy, którzy przywieźli ze sobą doświadczenia całych pokoleń w manewrowaniu monolitami? Czeski inżynier Pavel wraz z Heyerdahlem robili różne eksperymenty z przesuwaniem posągów z udziałem 20 mężczyzn, prymitywnych dźwigni i lin w technice pochylania i przesuwania. Metoda sprawdziła się, ale była „rozpaczliwie powolna”. Tubylcy z dziada pradziada, z pokolenia na pokolenie mają jedną odpowiedź na dylematy naukowców – brzmi ona: mana – starożytna potęga, energia, to dzięki niej posągi… same szły. Możemy się pośmiać, ale wyobraźcie sobie, że australijski naukowiec Mark Balfour uważa, że posągi współoddziaływały z polem magnetycznym Ziemi, chroniąc i napełniając wyspę energią.

 

Poplątane tropy i rongo-rongo

ksiądznakoniuNa czas świąt Wielkiej Nocy oderwaliśmy się od spekulacji na temat siły bądź techniki, która prymitywnym mieszkańcom wyspy przed wiekami pozwoliła ustawić moai w każdym zakątku Rapa Nui. Wielkanoc na Wyspie Wielkanocnej była sama w sobie dużym przeżyciem. W nowoczesnym kościółku w Hanga Roa turyści, tak jak i miejscowe klany rodzinne, zostali mile powitani przez księdza już na progu świątyni. Potem zaczęła się śpiewana msza. Urzeczeni byliśmy muzykalnością wyspiarzy, a świąteczna, radosna atmosfera jaka się wytworzyła przypominała swojskie, polskie klimaty wiejskiej parafii, gdzie wszyscy się znają. Po mszy ksiądz wskoczył na konia i wmieszał się w tłum wiernych pozdrawiając swoich parafian. Wielu miejscowych młodzianów wzięło z niego przykład i zrobiła się zaraz pokaźna kawalkada. Tu na środku Pacyfiku przypomniałem sobie zwyczaje Słowian łużyckich, w okolicach Budziszyna i Chocieborza, którzy do tej pory kultywują swój język i zwyczaje, a w czasie Wielkanocy ksiądz prowadzi konną kawalkadę z wioski do wioski. wierniparafianieW lany poniedziałek kontynuowaliśmy wędrówkę po wyspie. Nasi przewodnicy sypali legendami jak z rękawa przedstawiając w barwny sposób żywot dwóch plemion: Długouchych i Krótkouchych oraz konfliktu, który doprowadził do wojny domowej i obalania posągów. Im więcej słuchałem opowieści, im więcej oglądałem moai, tym bardziej myliły się tropy i wątki, nawarstwiały interpretacje, tym bardziej, że jak wszędzie na świecie, a szczególnie w Ameryce Południowej, przewodnicy mają swoje ulubione autorytety i własne poglądy, szczególnie tam, gdzie posmak tajemnicy prowadzi do… magii, tajemniczych sił lub… kosmitów. Kosmitów już dawno wybił mi z głowy Thor Hererdahl. Nie ukrywam, że teorie o istnieniu tajemniczego, podłużnego kontynentu Hiva, zwanego też „Pacyfidą”, umożliwiającego pradawne kontakty kulturowe Azji z Ameryką, brzmią ciekawie, a dowodem mogą być tabliczki rongo rongo tzw. mówiące deski. Niestety większość z nich uległa spaleniu w XIX wieku przez misjonarzy w ramach walki z pogaństwem, kilka z nich spisał Maziere. Badacze doszukują się tu podobnej symboliki jaką spotykamy ze znakami znalezionymi dolinie Indusu. Analiza mitologii ludów Pacyfiku prowadzi do wielu fascynujących teorii łącznie z opisem mitycznego kataklizmu, po którym kontynent się zapadł w odmętach oceanu, Wyspa Wielkanocna byłaby jego fragmentem. kraterTeorie te ciekawie prezentuje David Hatcher w książce „Zaginione miasta Lemurii i wysp Pacyfiku”. Swoją teorię w tym temacie ma też rosyjski kontradmirał, a zarazem oceanograf Nikołaj Zubow. Uważa, że Wyspa Wielkanocna była kiedyś dla Oceanii swojego rodzaju Mekką, gdzie gromadzili się mieszkańcy wysp zatopionych i ocalałych po kataklizmie, aby sprawować obrzędy religijne.*** Niestety, teorii antropologów nie wspierają geolodzy i archeolodzy podwodni. Badanie tajemnic Wyspy Wielkanocnej, a szczególnie zbieranie dowodów takiej czy innej teorii dla wielu badaczy stało się pasją całego życia. Heyerdahl słusznie zauważa, że „(…) specjaliści zagłębiają się w swoje problemy jak w jamy, aż w końcu sami się nawzajem nie dostrzegają (…)”****. Dużo w tym głębokiej prawdy wykraczającej ponad temat badań nad Wyspą Wielkanocną i coraz mocniej aktualną w sferze polityki. Z pewnością na jej temat powstanie jeszcze wiele książek.

Najważniejsze, że dla historyka z Polski czy z Europy, pobyt na Pacyfiku to doskonała okazja, aby odpocząć trochę od naszego europocentrycznego i atlantyckiego traktowania historii świata i kultury. slowmanTo także swoista ucieczka od gorsetu cywilizacji pośpiechu, absurdalnych nawyków, praw i przepisów jaką sami sobie tworzymy oddalając się coraz bardziej od natury, zamykając się w megametropoliach i gubiąc lub rozmywając na drobne swoje aku–aku, czyli wewnętrzną siłę, intuicję, niezależne ego. Bez swojego aku-aku stajemy się często ślepcami podążającymi za pseudo-autorytetami z globalnej wioski… „Wymazujemy dzisiaj naszą przeszłość i przekształcamy teraźniejszość innych kultur, przekonani, że kroczymy właściwą drogą (…)” – stwierdza Heyerdahl sceptycznie nastawiony do procesów zachodzących we współczesnym świecie w imię… badania tajemnic dawnych cywilizacji czy zagubionych w czasie kultur. A Heyerdahl nie jest tu ani pierwszym ani ostatnim przykładem, prowadzi wielu wybitnych archeologów, historyków, antropologów czy etnografów do głębokich refleksji filozoficznych i zadawania głębokich pytań o kondycję współczesnego świata, naszej cywilizacji, o pytanie gdzie podążamy? Wielu z nich wiąże się mocno z ruchami ekologicznymi, tak jak w przypadku Heyerdahla. Niestety, tych kluczowych pytań już nie zadają sobie politycy, dla których jedynym wymiarem czasu jest… kadencja, doraźny interes, a czas na lektury kradnie wdzięczenie się do mediów. Ubolewał nad tym i Toffler i wielu innych… A szkoda…

* vahina – w języku polinezyjskim: kobieta

** Kazimierz Dziewanowski: Brzemię białego człowieka Oficyna Wydawnicza Rytm Warszawa 1996

*** Aleksander Kondratow – tajemnice Trzech Oceanów Wiedza Powszechna Warszawa 1980

**** Cytowane poglądy i spostrzeżenia Thora Heyerdahla pochodzą z książek jego autorstwa:

– Aku – aku – wyd. Muza 1995

– Zazielenił się świat siódmego dnia – wyd. Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza Warszawa 1999

 

Thor Heyerdahl – biogram

Urodził się w Larviku w Norwegii w 1914 roku. Po skończeniu studiów na wydziale zoologii uniwersytetu w Oslo wraz z żoną porzucił cywilizację i osiedlił się na bezludnej wyspie na archipelagu Markizów. Pod wpływem zasłyszanych legend i opowieści o zasiedleniu wysp Pacyfiku przez króla boskiego pochodzenia o imieniu Tiki przybyłego ze wschodu poświęcił 10 lat na badania kultur Indian Ameryki Południowej i mieszkańców wysp Pacyfiku. Znalazł przedinkaską relację o władcy Kon Tiki panującym w rejonie jeziora Titicaca, który pokonany w bitwie uciekł na wybrzeże Pacyfiku, zbudował tratwę i popłynął na zachód. Heyerdahl z czterema współpracownikami skonstruował tratwę z drzew balsa według starożytnych wzorów, nazwał ją Kon Tiki i w roku 1947 wypłynął z Peru na zachód i po 101 dniach dotarł do archipelagu Tuamotu na Polinezji. Heyerdahl udowodnił, że podróż typową indiańską tratwą z drzewa balsa przez Pacyfik jest możliwa. Światowy sukces książki Wyprawa Kon Tiki przyniósł mu sławę i duże pieniądze, które wykorzystał do prowadzenia niezależnych badań. Prowadził wykopaliska na Galapagos, a w latach 1955 – 1957 przewodził wyprawie z udziałem pięciu archeologów na Wyspę Wielkanocną, którą opisał w książce Aku – Aku. Kolejnym spektakularnym wyczynem Heyerdahla była wyprawa przez Atlantyk łodzią Ra II zbudowaną z papirusu w 1970 roku. Tym razem udowodnił, że starożytni mieszkańcy Afryki Płn. i Bliskiego Wschodu mogli dotrzeć do Ameryki. W Oslo znajduje się muzeum Kon Tiki, a w nim ekspozycja poświęcona wyprawom Heyerdahla wraz z tratwą Kon Tiki i łodzią Ra II.

Mieszkańcy Larviku wystawili swojemu najsłynniejszemu ziomkowi pomnik z okazji 75 urodzin. Ukoronowaniem pełnego pasji i przygód życia jest wspomnieniowa, doskonale napisana książka „Zazielenił się świat siódmego dnia”. Thor Heyerdahl zmarł w 2002 roku w wieku 88 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *