Ta rozkoszna Wenecja

 Karnawał czy post… Wenecja jest zawsze kusząca, rozbawiona i pełna niezwykłych historii… oczywiście miłosnych. A dobry gondolier zna ich tysiące…

 

Zmysłowa Serenissima

Niezwykłe miasto na 118 wysepkach Laguny Weneckiej, wsparte na 12 milionach drewnianych pali, już od XII wieku nie miało przestrzeni, aby się dalej rozrastać. Nic dziwnego, że zasobny skarbiec i wysiłek opłacanych z niego sowicie architektów, budowniczych, rzeźbiarzy i artystów został skierowany na nieustanne doskonalenie piękna “Serenissimy” – Najjaśniejszej. Taki przydomek Republika Wenecka otrzymała w 1117 roku.

img016Splendor i chwała miasta nieodłącznie związana jest z morzem. Flota z weneckim lwem przez wieki panowała nad lewantyńskim handlem, a Wenecjanie potrafili robić doskonałe interesy. Z raportu doży Tomaso Moceniego z roku 1421 wynika, że z 10 milionów dukatów włożonych w handel, czysty zysk wyniósł 4 miliony, czyli 40 %. A przecież był to tylko bilans jednego roku.

Czyż nie jest to najkrótsza odpowiedź dlaczego tworzyli tu Giorgione, Tycjan, Tintoretto, Veronese i wielu innych mistrzów. Odwieczna rywalizacja z Rzymem i Florencją w upiększaniu i przekuwaniu swojej potęgi w dzieła architektury i sztuki przeniosła się dzisiaj na międzynarodową turystykę. Prawdziwi koneserzy Wenecji zapominają tu o pośpiechu, dekują się w swoim ulubionym hoteliku i ruszają tropami nieskończenie wielu tajemnic rodzinnego miasta Giovanni Giacomo Casanovy.

 

PAŁAC DOŻÓW I PAS CNOTY

Wenecję z lądem łączy czterokilometrowy most umożliwiający dojazd pociągiem do dworca Santa Lucia lub samochodem do zawsze zatłoczonych parkingów przy Piazzale Roma. Dojazd drogą wodną jest dużo ciekawszy. Gdy brakuje miejsca na pobyt w weneckich hotelach bazą wypadową do slowingowania po Wenecji może być nadmorski kurort Lido de Jesolo. Na samym koniuszku Lido, podobnej do płw. Helskiego mierzei, znajduje się Punta Sabbioni i nabrzeże, z którego odpływają liczne stateczki do przystani San Marco położonej u stóp Pałacu Dożów. Po blisko półgodzinnym rejsie lądujemy na gwarnym nadbrzeżnym deptaku, a dwie dominujące nad nim kolumny z lwem św. Marka i posągiem św. Teodora, wskazują gdzie skręcić, aby za chwilę znaleźć się w najważniejszym miejscu miasta – na Placu św. Marka.

img019Oswojone, wypasione gołębie siadają turystom na dłoniach, ramionach, nawet na głowach, jak zawodowcy pozują do zdjęć za garść ziarenek. Tradycyjnie przy Campanile – słynnej zabytkowej dzwonnicy wszyscy umawiają się ze wszystkimi – przewodnicy z grupami, cudzoziemcy, znajomi, nauczyciele z uczniami. Serenissima żyje dziś z dawnej chwały i turystyki.

Po zwiedzeniu Bazyliki św. Marka z jej arcydziełem złotnictwa – Złotym Ołtarzem, czas na Pałac Dożów. Ten symbol potęgi i bogactwa, dopiero w czasie zwiedzania, w swoich wnętrzach ukazuje zwiedzającym, z jaką żelazną konsekwencją zorganizowany był system władzy weneckiej republiki. Doża był jedynie symbolem władzy, miastem rządziła Wielka Rada i wybierana przez nią Rada Dziesięciu. Sala Wielkiej Rady w pałacu była największą w ówczesnym świecie salą zbudowaną bez wsparcia kolumnani. Uważana przez znawców za szczyt techniki, ozdobiona jest monumentalnymi arcydziełami malarstwa. Tu znajduje się kolosalne płótno Tintoretta „Raj” o wymiarach 24,65 x 7,45 m.

Ale z „raju” pałacowych wnętrz można było też trafić prosto do lochów. Republika była wyrozumiała w sferze obyczajów, ludzkich słabostek, czy namiętności, nie tolerowała zaś spisków przeciwko swojemu systemowi władzy. Most Westchnień prowadzący z pałacu prosto do cel przypomina surowe wyroki i możliwość ostatniego spojrzenia skazańca na piękno miasta.

Wśród wielu pałacowych arcydzieł, eksponatów, obrazów, biżuterii i starej broni warto też zwrócić uwagę na dzieło wytrawnego rzemieślnika… unikalny pas cnoty z XV wieku. Cóż, Wenecjanki miewały onegdaj bogatego męża z rozsądku, zazwyczaj etatowego kochanka i jeszcze dodatkowo kawalera do posług zwanego cicisbeo. Zajęty wielkimi interesami,czy też długimi obradami Rady, szacowny małżonek czasem chwytał się czegoś więcej niż siły perswazji…

 

CASANOVA, GONDOLE I MASKI

Po zwiedzeniu Pałacu i Bazyliki tłum zwiedzających rozsypuje się po licznych uliczkach i zaułkach starej Wenecji, poprzecinanych wąskimi, malowniczymi kanałami. Czterysta mostów pozwala turystom także na pieszą wędrówkę po obu brzegach Canale Grande, głównej wodnej arterii miasta. Prawie przy każdym moście można też wsiąść do gondoli i zdać się na trasę zaproponowaną przez gondoliera. Wenecja to miasto kościołów, pałaców, pałacyków i starych kamienic tworzących na każdym kroku perspektywę i widoki przypominające płótna starych mistrzów, m.in. znanego w stanisławowskiej Polsce Canaletta.

img021Moim kluczem do weneckiej wędrówki stały się czasy Giovanni Giacomo Casanovy, który onegdaj zawitał do Polski. Ale to temat na inną, już warszawską opowieść.

Wtedy, w XVIII wieku dwa miasta rywalizowały ze sobą o miano europejskiej stolicy ducha i uciech: Paryż i Wenecja. Najsłynniejszy kochanek świata był nieodrodnym synem Wenecji tamtych czasów. Ludowe porzekadło mówiło:

Rano kwarta wina, po obiedzie partyjka, wieczorem dziewczyna”.

Casanova, zrodzony z nieformalnego związku aktorki Zanetty i właściciela teatru San Samuele, hrabiego Grimani mógł być, według różnych hipotez, nawet synem ks.Walii, czyli późniejszego Jerzego II. Historycy temu zaprzeczają mimo, że Zanetta miała z księciem romans, z którego narodził się syn Francesco, dwa lata po Casanovie. Oj, takie to były czasy, arystokraci i złota młodzież z całej Europy zjeżdżała do Wenecji po uciechy i swawole, których apogeum stanowił słynny wenecki karnawał. Jego symbolem do dzisiaj jest bautta, czyli karnawałowa maska. To ona dawała odwagę, poczucie bezkarności, dzięki niej, jak mawiał hrabia de Caylus, “nawiązywano flirty” z wielką korzyścią dla małżeńskiej harmonii”.

Tradycję masek kultywuje się pieczołowicie, nie tylko w czasie karnawału.

Maska jest charakterystyczną pamiątką z weneckiej wędrówki, na każdej ulicy można przebierać w setkach różnych wzorów. Wspaniałą zabawą dla slowingowca jest chwila sjesty z filiżanką świetnej cappucino i tomem pamiętników Casanovy, przeplatana obserwowaniem rytmu weneckiego życia. To istne cudowne spowolnienie przenosi nas żywcem w inną epokę. Ten majestat pływających czarnych gondoli z czerwonymi fotelami, przybranych często różami na wydłużonych dziobach, jakże niezmienny od czasów wytrawnego znawcy kobiecych namiętności.

Gondole, maski, schadzki… i twarze gondolierów, starych wyżeraczy i przystojnych młodzian wchodzących do zawodu, jakże wiele mówią o ich wielowiekowej profesji. „Najbardziej uprzywilejowani synowie ludu” – jak mawiali kronikarze – cieszyli się w Wenecji zawsze ogromnym prestiżem. Tylko oni znali tajemne życie miasta, w zmowie z pokojówkami, potrafili w czasach Casanovy zorganizować najbardziej karkołomną schadzkę, rozpłynąć się we mgle z czyjąś niewierną żoną.

Dzisiaj wożą turystów, spędzające tu miodowy miesiąc młode pary, romantyczne Amerykanki, japońskich biznesmenów… mili, dumni, niezależni, trochę odlegli od ciągle śpieszącego się współczesnego świata – ostatecznie w Wenecji nawet łodzie motorowe mają ograniczenie szybkości do 10 km/godzinę. To się nazywa slow life.

 

WIDOKI Z MOSTU RIALTO

img022Most Rialto jest największym mostem przebiegającym nad Canal Grande. Z placu św. Marka można do niego dojść w pięć minut spacerkiem wśród wąskich uliczkek. To most niezwykły z kilku powodów. W konkursie na jego budowę uczestniczyl sam Michał Anioł, ale przegrał rywalizację z Andreą da Ponte. Zbudowany w latach 1588-1591 kamienny most, z typowym dla Wenecji łukiem, stoi do dzisiaj w niezmienionym stanie. Tym większy podziw należy się dla renesansowych budowniczych, że nadal na moście swoją siedzibę mają liczne sklepy i kramiki wabiące setki przechodniów.

Ponte Rialto łączy brzegi dwóch dzielnic San Marco i San Polo, a jego rejon to od setek lat handlowe centrum miasta. Tu należy myszkować w poszukiwaniu pamiątek, ceny są niższe niż przy Placu św. Marka. U podnóża mostu znajdują się przystanie gondoli i tramwajów wodnych krążących po kanałach Wenecji. Stąd widać doskonale fasady zabytkowych weneckich pałaców. Wycieczka tramwajem wodnym jest wypróbowanym, a zarazem najtańszym sposobem obejrzenia architektury pałaców i rodzinnych rezydencji rozciągających się wzdłuż całego Canal Grande.

Pieszo zaś warto wyruszyć stąd na wędrówkę przez Campo San Bartolomeo do gotyckiego kościoła San Giovanni e Paolo. Idąc zaś na drugą stronę mostu wchłonie nas Mercato di Rialto, z targiem owocowo-warzywnym i rybnym. Dalszy szlak zależy już od upodobań, można przemierzać labirynt starych uliczek kierując się na Piazzale Roma, a potem tramwajem wodnym wrócić do Rialto i San Marco.

img015Ale najmilsze jest w Wenecji samo nieustanne wędrowanie wąskim uliczkami, odkrywanie zacisznych placyków, zaułków, wtulonych pomiędzy stare pałacyki czy kościoły, zza których nagle wychyla się płynąca gondola, jak to dawniej bywało…

W wieku Oświecenia Wenecja rywalizowała z Paryżem o miano stolicy ducha i uciech, dziś rywalizuje z francuskim Cannes o miano stolicy filmu. Wenecki festiwal filmowy, po suchych latach znowu wraca do łask, a weneckie Złote Lwy – główna nagroda festiwalu otwiera drogę do komercyjnego sukcesu. Palazzo del Cinema znajduje się na snobistycznym Lido, tuż obok stylowego Casino. Wielcy tego świata, gwiazdy, producenci, menedżerowie instalują się, nie tylko na czas festiwalu, w zbudowanym w 1932 roku ekskluzywnym hotelu Excelsior Hotel lub Grand Hotel des Bains. W sezonie tutaj się po prostu wypada pokazać, przy zielonym stoliku weneckiego Casino. Na pobliskiej wysepce San Giorgio, w dawnym klasztorze, znajduje się zaś siedziba Fundacji Ciniego, miejsce wystaw i elitarnych sympozjów związanych ze sztuką. Dysponuje ono świetnym zapleczem konferencyjnym, a nawet własnym teatrem. W Wenecji, co dwa lata, odbywa się prestiżowe Biennale Sztuki. Dla artystów z całego świata sam fakt dopuszczenia do prezentacji na Biennale ich prac jest już nobilitujący i odczuwalny z reguły dla portfela.

Podróż do miasta Casanovy to cudowny slowing, aczkolwiek mieszek szybko tu pustoszeje. Cóż, muzy zawsze tu sprzyjały ludziom mającym szczęście lub zasobną sakiewkę, a najlepiej jedno i drugie.

 

PS. Na wenecki slowing polecam świetną i mało znaną książkę „Carnevale” pióra M.R. Lovric. Znajdziecie tu wiele towarzyskich klejnotów z życia Wenecji w czasach Casanovy, a nawet przepis słynnego kochanka na ciasto czekoladowe. Zaczyna się inspirująco…

…przede wszystkim trzeba ust, żeby móc je zjeść… usta jak szkarłatne pąki róży, usta jak dereń, usta jak skórka pomarańczy unurzana w miodzie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *