Rycerskie opowieści z doliny Osy

Gotyk zimą? A dlaczego nie… wędrowanie szlakami starych zamków i rycerskich opowieści  to pasja wielosezonowa i całoroczna zarazem. No i cudownie pobudza wyobraźnię. A zima dodaje wiele tajemniczości miejscom, które w wakacje atakuje tłum  turystów. Ale są i takie, których już nikt nie atakuje, bo umierają wraz ze swoją legendą za drutem kolczastym i w towarzystwie złych psów. A może jednak czekają na swoich chevalier errant  – wędrownych  rycerzy? Zapraszamy na slowing  szlakiem zamków gotyckich i nasz nowy cykl: rycerskie opowieści.


Od króla Artura do Robin Hooda i… krzyżaków

To zadziwiające jak wiele z kultury średniowiecza czerpie nie tylko literatura historyczna i film,  ale także wszystko to, co nazywamy gatunkiem fantasy… w mowie, piśmie i obrazie. Magia i miecz, tajemnice rycerskich zakonów i pragmatyka podboju, miłość i grzech, dobro i zło… Czy czujecie ile emocji i ile opowieści o ludziach z krwi i kości zaklętych jest w miejscach, gdzie od wieków stało grodzisko, warownia, zamek. Dlatego jako historyk często zostawiam dociekania naukowców i bibliotekę i z lubością wyruszam na szlak lub oddaję się w ręce twórców, którzy łączą postaci historyczne i postaci fikcyjne, dawne kroniki z legendami.

Anglosasi są mistrzami w nieustannym łączeniu prawdy i legendy, starych i nowych ikon historii i popkultury, do wiecznie żywych w różnych postaciach króla Artura, Lancelota, Robin Hooda czy Conana Barbarzyńcy dołączają nowi krwiści bohaterowie.   
Każda generacja fanów miecza i zamków ma też swoją filmową wersję starych opowieści w postaci superprodukcji z modnymi aktorami jak np. ostatni  Robin Hood z twarzą Russela Crowe’a.  Pisarze zainspirowani rycerską kulturą śmiało łączą dawne czasy z fantastyką.
Sukces odnoszą grube powieści historyczne o średniowieczu jak np. „Filary Ziemi” czy „Świat bez Końca” Kena Folleta osadzone w Anglii w wieku XII i XIII  i ich ekranizacje, a równolegle furorę robi rycerska w swym klimacie fantastyka np. cykl powieści George’a R. R. Martina i nakręcony z rozmachem i dużym budżetem na ich podstawie serial „Gra o tron”.

Zamki prawdziwe, zamki fantastyczne, miecz, romans, magia, przygoda – niby to samo, niby znamy te opowieści, a jednak co roku na coś czekamy. W kinie to oczywiste – bo inni aktorzy, nowe reżyserskie spojrzenia na historię, efekty specjalne, batalistyka, rozmach, efekty komputerowe. I zawsze na coś się doczekamy… i zawsze jest to produkcja z importu.
Tylko nasza kinematografia boi się średniowiecza, zamków, miecza, rycerzy na koniach,  magii i wszelkich niesamowicie frapujących wątków z historii średniowiecznej Polski. Brak kasy? Brak producenckiego ryzyka? Skoro telewizja publiczna nie chciała podjąć wątku współprodukcji Odsieczy Wiedeńskiej to znaczy, że daleko nam do Europy w dziedzinie atrakcyjnego filmowania dawnych czasów. Jak nic nie wskórał Jan III Sobieski, to co może Bolesław Chrobry, Władysław Łokietek, a nawet Władysław Jagiełło. To smutne, że nawet na nowych „Krzyżaków” mimo medialnego szumu i gwarantowanej milionowej widowni nie zebrano funduszy. Za to kultowy w gatunku magii i miecza „Wiedźmin” został „spartaczony” mimo świetnej roli Michała Żebrowskiego. Za to mogą Szwedzi – sfilmowali z wielkim rozmachem wielotomową powieść Jana Guillou „Krzyżowcy” o szwedzkim templariuszu.

A może literatura?
Tu jest zdecydowanie lepiej, polskim pisarzom wyobraźni nie brakuje, a na bestsellery w średniowiecznej scenerii z Anglii i Hiszpanii wychodzące spod piór Kena Folleta, Bernarda Cornwella czy Ildefonso Falconesa co roku mamy jakąś frapującą polską odpowiedź.   
Zamki śląskie ożywił Andrzej Sapkowski w pasjonującej trylogii „Narrenturm”. 02
                                                                             
Wielbiciele Wiedźmina pochłonęli ją jednym tchem. Okazało się, że wojny husyckie, w czasie których rozgrywają się przygody bohaterów oraz prawdziwe, historyczne miejsca – zamki, klasztory, miasta, miasteczka będące tłem powieści tworzą wybuchową mieszankę historii, fantastyki i realnie zarysowanej obyczajowości i kultury społeczeństwa w XV wieku. Angole mając taką „story” zrobiliby zaraz superprodukcję i serial.
Chwała Andrzejowi Sapkowskiemu.

Z dużym rozmachem i elementami fantastyki przedstawił ostatnio  polskie średniowiecze w burzliwym wieku XIII Tomasz Łysiak w trylogii Szalbierz, Bliznobrody i Psy Tartaru. Kulminacją tej frapującej trylogii jest bitwa pod Legnicą w 1241 roku.

A co z opowieściami z zamkami krzyżackimi w tle od czasu nieśmiertelnego dzieła Henryka Sienkiewicza? Były dawno temu sensacyjne „Przyłbice i KapturyKazimierza Korkozowicza, a niedawno buszujący w swoim ukochanym XVII wieku Jacek Komuda okazjonalnie wrócił do krzyżaków w krwistej powieści „Krzyżacka Zawierucha”. Bitwa pod Grunwaldem nasycona mocno ezoteryką była motywem przewodnim czworoksiegu krzyżackiego Dariusza Domagalskiego. Absolutnie w nowatorski sposób wątki krzyżackie ze współczesną Polską połączył Aleksander Krempeć w powieści „Trójkąt męski z sierścią w tle ”. Konkluzja dla wielbicieli rycerskiej literatury jest i tak prosta: mało, mało, mało. Wiek XV z bitwą pod Grunwaldem jest opisywany relatywnie często, ale od czasu poczciwego Józefa  Ignacego Kraszewskiego odłogiem leżą niezwykle ciekawy wiek XIII i XIV. Wielbiciele średniowiecza, bractwa rycerskie, pasjonaci turniejów i biesiad czekają na więcej przygód i akcji rozgrywającej się w pejzażu zamków w Polsce. W ich murach i ruinach kryją się nowe i atrakcyjnych tematy dla pisarzy, filmowców i animatorów rycerskich eventów.   Teraz, gdy ziemia skuta lodem, gdy czają się poranne mgły, a zmrok zapada nagle i niespodziewanie ruszmy na swoją własną prywatną rejzę, zimową wyprawę  po nowe wrażenia i inspiracje. Rozbujajmy wyobraźnię na dawnym pograniczu prusko- słowiańskim.

Na pograniczu dwóch światów

Osa to niezwykła rzeka.
Powiedzcie prawdę zacni przyjaciele, kto z was wędrowców, ludzi gościńca czy wielbicieli turniejów i rycerskiej literatury słyszał o Osie?
Osa to rzeka pogranicza, liczy sobie blisko sto kilometrów i wpada do Wisły w okolicach Grudziądza. W średniowieczu dzieliła dwa światy: świat Słowian i Prusów, a w czasach Bolesława Chrobrego już chrześcijańskie piastowskie królestwo od ciągle pogańskiej Pomezanii. Czy to możliwe, aby rzeka dziesięciokrotnie krótsza od Wisły była taka ważna, wręcz strategiczna? Niedowiarkom proponuję wyprawę jej meandrami w rezerwacie krajobrazowym „Dolina Ossy”. Rzeka wije się tu malowniczo na długości 14 kilometrów, a jej strome brzegi porośnięte wielogatunkowym lasem są trudno dostępne. Wędrówka jej brzegiem to duże traperskie wyzwanie. Wyobraźmy sobie, że zamiast małego plecaczka mamy ciężki miecz, zbroję i prowadzimy za uzdę konia. A wyprawa wojenna z jucznymi końmi, zapasami prowiantu i broni bezbronna, gdy zgubi szlak prowadzący do brodu. Przyroda tu nadal bujna – żyje tu nadal aż 60 gatunków ptaków. Istna frajda dla Bird-watchersów. Osę zasila rzeka Gardęga, na której brzegach rozpościera się rezerwat leśny Rogóźno-Zamek.

04No właśnie – wreszcie mamy potężną górę zwaną Górą Zamkową i usytuowany wysoko nad miejscem, gdzie Gardęga wpływa do Osy gotycki zamek, powiedzmy szczerze – ruiny zamku z czerwonej cegły. Tu, 15 kilometrów na wschód od Grudziądza, w średniowieczu  istniał ważny bród na krętej rzece Osie strzeżony przez niewielki gród obronny. W roku 1222 książę Konrad Mazowiecki nadał Rogóźno cysterskiemu biskupowi Christianowi prowadzącemu misję chrystianizacji pogańskich Prusów. Sześć lat później historia przyśpieszyła. Biskup Christian przeniósł się do Zantyru, a swoje posiadłości w ziemi chełmińskiej przekazał zakonowi krzyżackiemu w zamian za pomoc w nawracaniu Prusów, m.in. Rogóźno. Rycerstwo powracające do Europy z VI wyprawy krzyżowej  wspomogło ideę wypraw przeciwko poganom. Wszak po to Konrad Mazowiecki sprowadził krzyżaków, sam nie był w stanie odeprzeć łupieżczych najazdów pruskich plemion na Kujawy i Mazowsze.
Miecze poszły w ruch…
W burzliwym okresie wojen z Prusami Krzyżacy wznieśli tu warownię o drewniano-ziemnej konstrukcji, a na przełomie XIII i XIV w. monumentalny zamek obronny, składający się właściwie z dwóch otoczonych fosą i murami zamków: górnego i średniego. Do 1333 roku Rogóźno było siedzibą komtura, potem wójta podległego bezpośrednio Wielkiemu Mistrzowi i przynosiło zakonowi potężne dochody, które przeznaczano na zakup broni.
Wielbiciela zamków Rogoźno rzuca z wrażenia na kolana… a właściwie powinno rzucać, gdyż nie jest rzeczą łatwą ogarnąć wzrokiem dzisiejsze malownicze ruiny… Broni ich strome wzgórze i las jak onegdaj, ale też od strony dawnej bramy wjazdowej… czaszka jakiegoś zwierza osadzona na kiju, płot i ostrzeżenie o psie. 03
Jednym słowem wielkie, malowniczo położone, monumentalne ruiny jednego z najpotężniejszych zamków zakonu z wysoką na 20 metrów wieżą bramną są niedostępne dla oka wędrowca. Pozostaje tylko wspinaczka od strony szosy, czyli w najbardziej stromym miejscu Zamkowej Góry. Na szczęście moją wyobraźnię wspomaga rzetelna rekonstrukcja zamku pochodząca z jednego z wydawnictw muzeum w Grudziądzu. Mozolnie wspinamy się z mistrzem Wojciechem do góry, ale wiemy przynajmniej jak potężną warownię zdobywamy i na szczęście nikt nie polewa nas gorącą smołą i nie ciska w nas kamieni. Dobre i to… wszak włazimy na zabytkowy, ale prywatny, psia mać, teren, zapuszczony, zaniedbany. Przez plątaninę gałęzi wyłania się zarys jednej z baszt i wieża. 05Według dawnych zapisków zamek miał aż 21 baszt. Ależ to musiało wyglądać w tej scenerii.

06Mistrz Wojciech organoleptycznie sprawdza wiek cegieł. Mimo upływu lat, wojen, szwedzkiego potopu i dewastacji w czasach Fryderyka II nadal szacunek budzi  rozmach i robota dawnych budowniczych dostosowana precyzyjnie do rzeźby terenu. Mimo to, mury, wieże i baszty bronione przez zbrojną załogę Friedricha von Wenden nie sprostały  polskiemu rycerstwu w pamiętnym roku 1410. Obronił się za to Malbork…


Sięgnijmy do mało znanego dzieła z wieku XVII pt „Dzieje Prus” pióra księdza Jana Leo, kanonika, potem dziekana kapituły kolegiackiej w Dobrym Mieście w latach 1615-1624. Z kart tej księgi ów burzliwy wiek XIII jawi się nam jak awanturnicza opowieść z dziejów pogranicza, w którym co i raz pojawiają się okolice rzeki Osy np. wielkie bagna Rezyna między Grudziądzem a Rogóźnem. Oto jeden z dramatycznych epizodów:

Świętopełk, naruszając układ wezwał na pomoc Prusów, wtargnął na ziemię Chełmińską i okrutnie ją spustoszył. Nie znieśli Krzyżacy tej grabieży, a skoro nie mogli powstrzymać wroga, usiłowali napaść wracającego i wytrzasnąć zdobycz. Lecz była wśród nich niezgoda.  Dytrych bowiem, dawny Marszałek, uważając swe siły za niewspółmierne wrogim, szukał odpowiedniego miejsca, w którym uderzyłby na wroga. Chciał, aby przy bagnie Rezyna nieopodal Grudziądza, przez które Prusowie i Pomorzanie musieli przechodzić, uderzyć na tyły wroga, gdy przód byłby uwikłany przekraczaniem bagna. Pomysł ten zganił nowy Marszałek Berlin, jako bardziej zuchwały, a mniej w tych sprawach doświadczony, mówiąc, że jak uderzy na ostatni zastęp, to wymknie mu się i wyrwie zdobycz. Zwyciężyło jego zdanie. Dlatego powracający wrogowie stają do walki doścignięci na otwartym polu za Osą.  Świętopełk nie uchylił się, bo lekceważył ich małą ilość. I bez większego wysiłku zostali pokonani i tak wyrżnięci, że ledwie dwudziestu z nich uszło…

Scena iście filmowa z uniwersalną konkluzją, jak to młody, butny dowódca, co nie słucha starych wyżeraczy doprowadza do krwawej jatki. Kronikarze się spierają, czy zginął na polu walki czy też zmożony troską zaszył się gdzieś w odosobnieniu. Ale szybko zszedł z kart historii w przeciwieństwie do niestrudzonego pomorskiego księcia Świętopełka, który zmieniał sojuszników z pogan na chrześcijan i vice versa,  Polaków czy Niemców bez różnicy, w zależności od sytuacji. To prawdziwy bohater na  krwisty film kostiumowy – najlepiej w reżyserii niezawodnego Ridleya Scotta.

Czytamy dalej:
…Wśród jeńców był brat Zakonu Marcin zwany Golin, którego ciężarna siostra prowadzona była w niewolę. Ponieważ ze względu na brzuch nie mogła dorównać kroku idąc za innymi jakiś Prus przeciął ją w połowie, a płód wypadł na piasek. Wstrząśnięty tym brat Golin gdy odzyskał wolność zabijał odtąd bez żadnej litości wszystkich których mógł Prusów, nie zważając i żadnego jeńca nie zachowywał…

Samo życie, zbrodnia i zemsta silniejsza niż boskie przykazania czy chrześcijańskie miłosierdzie.
Twarde to były czasy… dawne kroniki, i polskie i niemieckie, roją się od takich historii.

Schodzimy w dół i ruszamy dalej w stronę Radzynia Chełmińskiego… nowy zamek, nowe opowieści…
Samochód znowu w akcji, ale pamiętajmy, jako starzy traperzy i miłośnicy zamków, że tylko piesza lub rowerowa wędrówka od zamku do zamku, od grodziska do grodziska pozwala nam pojmować przestrzeń tak jak ludzie w tamtych czasach. Rower może być odpowiednikiem konia, jako pojmowanie dystansu. Z kolei  piesza wędrówka przypomina nam natychmiast co to znaczy stromy brzeg nawet małej rzeki, gęste zarośla, kolce czy mokradła. Zamki budowano tak, aby odległość między nimi nie była większa jak dzień jazdy konnej.

07 Rogóźno, czyli Zamkowa Góra i styk dwóch rzek – doskonały wybór – Krzyżacy najczęściej przejmowali miejsca i budowali zamki w miejscach, które i tak były znane wcześniej jako dogodne grodziska obronne Prusów czy Słowian, najlepiej na wzgórzach przy styku dwóch rzek. Tu Osa i Gardęga, tuż obok grodzisko w Mędrzycach, czyli Osa i Lutryna, małe rzeczki a wielki problem dla najeźdźców.  A na wyprawy wojenne ruszano tylko latem i zimą. Nasza zimowa rejza trwa… do zobaczenia w Radzyniu Chełmińskim.



Cytaty pochodzą z:
– ks.Jan Leo – Dzieje Prus – przełożył Bp Prof. Dr hab. Julian Wojtkowski, Olsztyn 2008

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *