Rowerem znad Bałtyku do Bramy Brandenburskiej

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Berlin jest jak magnes przyciągających miłośników muzeów, imprez, architektury i miejskiej zieleni. Warto wiedzieć, że podróż do Berlina może być równie przyjemna, co pobyt w samym mieście.

Wyprawa zaczyna się w nocnym pociągu Warszawa – Kołobrzeg, który robi dziwaczną pętlę jadąc przez Szczecin. Jest przedział dla rowerów, miejsc siedzących co prawda brak, ale pod rowerami zawieszonymi na ścianie można rozłożyć akurat cztery śpiwory.

Właściwie wyprawa zaczyna się kilka dni wcześniej, gdy znajomy z Niemiec mimochodem wspomina o ścieżce rowerowej do Berlina, podobno bardzo atrakcyjnej. Pomysł, decyzja, pakowanie. Rowery są w różnym wieku i różnej klasy: od kolarki, przez rower miejski, po górski. Stephan ma podręczny zestaw mechanika rowerowego, dokładną mapę kupimy po drodze.

Nad Bałtykiem od rana wiszą chmury. Ale i tak widok morza oraz powietrze przesycone jodem w kimś, kto jeszcze parę godzin wcześniej był w mieście położonym daleko w głębi lądu, wywołują niemałe podekscytowanie. Kołobrzeg to jedno z miast ciężko doświadczonych w ubiegłym stuleciu. Zmasakrowany w czasie wojny, naznaczony peerelowską zabudową, z wolna staje na nogi, a współczesne kamienice rosną na tle bloków z wielkiej płyty.

Bałtyk

Bałtyk (2)









Wzdłuż morza i przez szczęśliwe wioski

Ścieżka rowerowa ma stąd prowadzić aż do Berlina. To prawda, jeśli przymknąć oko na fakt, że po stronie polskiej na kilku odcinkach wiedzie ona po chodnikach lub poboczami dróg. Opuszczamy Kołobrzeg. W miasteczkach ciągnących się wzdłuż drogi unosi się wakacyjny nastrój przywodzący na myśl kolonie spędzane nad morzem. Refreny letnich hitów mieszają się z dźwiękami automatów do gier, a woń morza i sosen z zapachem smażonej ryby.

IMGP9585IMGP9625








Długie pasma kurortów poprzetykane są lasami. Morze kryje się za wstęgą wydm, wciąż czuje się jednak jego obecność. Wystarczy zatrzymać się, jeszcze zanim zajdzie słońce, i stanąć na szczycie kilkunastometrowej wydmy. Nagle otworzy się rozległa przestrzeń wypełniona wodą, niebem i białym piaskiem. Od jednego do drugiego krańca plaży – żadnego ruchu, prócz falowania morza.

Morze pozostanie w zasięgu wzroku prawie do samego końca polskiego odcinka trasy: czy to w Trzęsaczu, gdzie osuwająca się skarpa zabrała kościół, pozostawiając do dziś tylko jedną jego ścianę, czy w imprezowych Międzyzdrojach. W Świnoujściu zabawiamy nieco dłużej, początkowo z konieczności (jeden z rowerów wymaga naprawy, Stephan zaś wsiada na prom do Szwecji), potem z lenistwa – poddajemy się kempingowemu błogostanowi, opóźniając wyjazd o kolejne godziny.

Kilka kilometrów dalej, w Ahlbeck, wypieszczone elewacje budynków, granitowe chodniki, przystrzyżona zieleń nie pozwalają nie zauważyć, że znaleźliśmy się w innym kraju. Jest bardziej elegancko, lecz i nieco sztywniej. Za nami około 110 kilometrów, do Berlina zostało 290.

Niemiecka część trasy prowadzi dobrymi drogami bitymi i asfaltowymi. Samochody mija się tu tylko od czasu do czasu – to dzięki autostradom odciążającym drogi lokalne. Meklemburskie wsie przypominają sielankowe wioski z krainy hobbitów. W oknach doniczki z kwiatami, dywany trawników sięgają drogi i rzadko odseparowane są od niej ogrodzeniem. Wewnątrz domów, wśród drewnianych mebli, gospodynie zapewne przygotowują przetwory z owoców zebranych we własnym ogródku.

IMGP9631

IMGP9642












Drogę do Berlina pokonujemy bez pośpiechu, kilkunastokilometrowymi skokami. Przystajemy, gdy zachęci nas do tego pejzaż, wieś lub miasteczko. Wsie są ciche i prawie puste, miasteczka niemal równie spokojne. W każdym z nich jest ceglany gotycki kościół. I ryneczek. W Ueckermünde na przykład rynek to przestrzeń dla pieszych, otoczona kamieniczkami, ukwiecona, wybrukowana i czysta, wręcz sterylna. Miejsce doskonałe, skończone. Trudno nie podziwiać tego małomiasteczkowego stanu idealnego.

Podążamy dalej na południe, gdzie lasy ustępują polom kukurydzy. Wąskie drogi rzadko przecinają samochody, co potęguje wrażenie zatopienia się w beztroskiej prowincji.


Nocą

Jadąc wzdłuż morza noc spędzić można na wydmach, ryzykując jednak mandat, albo ulec urokowi starych kempingów, gdzie zatrzymują się studenci, rowerzyści i stali bywalcy.

Na niemieckim odcinku trasy, na wyspie Uznam, na przeprawę promową w Karnin musieliśmy poczekać do rana. Zapukaliśmy do jednego z tamtejszych idyllicznych domków, aby dowiedzieć się, czy rozbijanie namiotu na polu może grozić niemiłymi konsekwencjami. Niewykluczone – tak zrozumieliśmy, choć starsze małżeństwo mówiło tylko po niemiecku, czyli w języku nam nieznanym. Zaproponowali jednak miejsce na namiot w ogródku, między grządkami pomidorów i dyni. Poranna rozmowa przy śniadaniu również odbyła się w języku migowo-domyślnym.

IMGP9515

Wieś meklemburgia








Innym razem, w równie sielankowym domku, gospodarz, osiemdziesięciokilkuletni staruszek w kraciastej koszuli i spodniach na szelkach siedział nad gazetą przy wielkim stole kuchennym i palił jednego papierosa za drugim. Berlin jest przepiękny, zobaczycie – powtarzał. Jego żona zaproponowała nam nocleg w kamperze stojącym na podwórku.

Namiot nie był więc tej nocy potrzebny, ale przydał się potem jeszcze nieraz. Choćby po to, by z przyjemnością wskoczyć do środka po wieczornej kąpieli w jeziorze Oberuckersee.


Triumfalny wjazd do Berlina

Niesamowite jest to, że wjazd rowerem do Berlina jest zupełnie bezbolesny, wręcz przyjemny: nie trzeba krążyć wśród wiaduktów, przecinać dróg szybkiego ruchu, ruchliwych skrzyżowań. Mija się ogródki działkowe, podmiejskie domki i osiedla niskich bloków. Przejeżdża się przez mostki i kładki, aż w końcu na horyzoncie ukazuje się wieża telewizyjna stojąca nieopodal Alexanderplatz. Otwiera się przed nami miasto niezwykłe: eleganckie i alternatywne, nowoczesne, ale z bagażem historii, niemieckie, tureckie, europejskie. Ale Berlin to już zupełnie inna historia.

Berlin wjazd

IMGP9416













Informacje praktyczne

Trasa z Kołobrzegu do Berlina liczy około 400 kilometrów. Pokonując 60 km dzienne, a więc tempem jak najbardziej slow, można ją przebyć w tydzień.

Ścieżki rowerowe w Polsce czasem pokrywają się z drogami o dość dużym natężeniu ruchu, co bywa uciążliwe, ale tylko na krótkich odcinkach.

W Niemczech jedzie się drogami rowerowymi, tudzież lokalnymi, na których rzadko spotyka się samochody. Trasa jest w zdecydowanej większości płaska, tylko na wyspie Wolin trzeba pokonać serię większych wzniesień.

Pod względem krajobrazowym jest to szlak bardzo urozmaicony. W Polsce wiedzie wzdłuż morza, w Niemczech przecina lasy, pola, rozlewiska.

W podróż warto zabrać namiot. Po obu stronach Odry istnieje wiele możliwości noclegu na kempingach.

Będąc w Niemczech warto kupić specjalną mapę ścieżki rowerowej (Radfernweg Berlin-Usedom, 13 euro, do kupienia w księgarniach w miejscowościach na trasie). Książeczka napisana jest po niemiecku, ale nawet nie znając języka można dowiedzieć się z niej wiele na temat trasy, odległości itp. Trasa Usedom – Berlin jest bardzo dobrze oznakowana na całej długości.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *