Prośba dziecka

Trzy rzeczy zos­tały z ra­ju:

gwiaz­dy, kwiaty i oczy dziecka.

                         Alighieri Dante

Oczy dziecka są niebieskie, gdy młoda matka widzi je po raz pierwszy, zaraz po urodzeniu swego potomka. A potem czarne, brązowe, zielone. A czasem mają nawet dwa kolory. Cudowne oczy dziecka! Pełne śmiechu i zalane łzami. Oczy, które widzą nas i wszystko, co wokoło nas, przed którymi nie skryjemy się nigdzie. Oczy, które sądzą i które błagają. Oczy dziecka…

Ile to razy w tych dziecięcych oczach kryje się prośba, nawet głośno nie wyrażona, ale przecież zrozumiana i spełniona. Ale są i takie chwile, i takie sytuacje, kiedy tej prośby – nikt nie chce (?), czy nie potrafi (?) – dojrzeć, nie mówiąc o jej spełnieniu.


Jakie mogą być prośby dziecka – i jak je rozumieć – uczy Janusz Korczak. Przeczytajmy uważnie tę podpowiedź człowieka, który kochał dzieci, wszystkie dzieci!

Prośba Twojego Dziecka

Janusz Korczak

Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam.

To tylko próba sił z mojej strony.

Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję – poczucia bezpieczeństwa.

 Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko ty możesz pomóc mi zwalczyć zło,

póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

 

 Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem.

To sprawia, że przyjmuje postawę głupio dorosłą.

 

Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne.

O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

 

 Nie chroń mnie przed konsekwencjami.

Czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych i nieprzyjemnych.

 

Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem.

To zagraża mojemu poczuciu wartości.

 

Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że cię nienawidzę.

To nie ty jesteś moim wrogiem, lecz twoja miażdżąca przewaga!

 

Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości.

Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć twoją uwagę.

Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed tobą bronić i robię się głuchy.

Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony,

kiedy nic z tego wszystkiego nie wychodzi.

 

 Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli.

To dlatego nie zawsze się rozumiemy.

 

 Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości.

Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

 Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w ciebie.

Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę cię pytaniami. Może się wkrótce okazać,

że zamiast prosić cię o wyjaśnienia, poszukam ich gdzie indziej.

 Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału.

Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

 

Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet.

Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

 

Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty.

To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

 

Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę.

Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie,

ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

 Nie bój się miłości. Nigdy.

*

Jak wiele w tej „Prośbie twojego dziecka” prawdy o nas dorosłych! Jakże często nie próbujemy zrozumieć własnych dzieci, ich potrzeb, lęków, nawet różnie wyrażanej miłości. Zmęczeni codzienną gonitwą, nie staramy się znaleźć czasu na rozmowę z własnym dzieckiem.

– Jak tam było w szkole?

– Odrobiłeś lekcje?

– Dlaczego nie kupiłeś chleba? Przecież pieniądze zostawiłam na stole!

Pytania rzucane z nawyku, często bez oczekiwania na odpowiedź, chyba że zawierają niezadowolenie, wyrzut, bo polecenie nie ostało wykonane.

A tymczasem dziecko oczekuje poważnego traktowania, oczekuje rozmowy, nie tylko o swoich problemach, ale także o problemach rodziców. Oto przykład z życia mówiący jak mądre słowa zawarł Janusz Korczak w tym dwuwierszu:

 

Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału.

Prawda na twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia.

 

Z listu M:

„Myślę też, że jeszcze jeden aspekt w stosunkach rodzic – dziecko jest pomijany. Otóż rodzic to też człowiek – nie autorytet, instancja nadrzędna, rządca, kat, ale właśnie człowiek. Miałam to niebywałe szczęście, że wychowywała mnie Mama, która bardzo tego przestrzegała… Były też w naszym, moim i Mamy życiu, sytuacje, kiedy Mama rezygnując ze swoich ambicji, możliwości wyrysowania w mojej świadomości swojego wyidealizowanego obrazu, otwarcie opowiadała o swoich porażkach. Po to, abym jej zaufała i abym miała poczucie, że ludzie popełniają błędy. Nie dzieci – ludzie właśnie.”

A jakie są konsekwencje pokazywania własnemu dziecku siebie jako ideału – niech odpowiedzią będzie cytat z Oscara Wilde:

Dzieci zaczy­nają od te­go, że kochają swoich rodziców.

Po pew­nym cza­sie sądzą ich.

Rzad­ko kiedy im wy­baczają.

 *

Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę.

Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie,

ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.


Aby urósł mądry człowiek między dzieckiem a rodzicami muszą być „lejce” – zawsze odpowiednio napięte, nigdy zbyt naciągnięte i nigdy puszczone luźno. „Lejce” wydłużają się wraz z wiekiem dziecka, bo trzeba mu dać coraz więcej wolności, w miarę jak zdolne jest do przyjmowania odpowiedzialności za swoje czyny. Tylko jasno określone granice dotyczące tego, co wolno dziecku, a czego nie wolno – właściwie napięte „lejce” – w danym okresie jego życia, dają mu poczucie bezpieczeństwa, a ono jest najważniejsze w życiu każdego człowieka, także człowieka dorosłego.

Już parę dziesiątków lat czytam regularnie „Politykę”. W jednym z ostatnich numerów czasopisma znalazłam ciekawy wywiad z mądrym człowiekiem, a w nim takie zdanie :

Rodzice są od tego, żeby pomagać dzieciom, kiedy te stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu, a potem role się odwracają. Dzieci są od tego, by pomagały swoim rodzicom, kiedy ci słabną” mówi Marcin Dorociński („Obróbka skrawaniem. Rozmowa z aktorem Marcinem Dorosińskim, laureatem Paszportu POLITYKI w kategorii film”. Polityka 2013 nr 10 s.73-74).

 

Każdy z nas w życiu gra wiele ról: dziecka, ucznia zakochanego platonicznie w swojej nauczycielce/nauczycielu, młodzieńca czy dziewczyny, studenta, wreszcie dopiero co zatrudnionego pracownika, który pokonując kolejne stopnie kariery zawodowej, osiąga jej szczyty – fotel dyrektora. W międzyczasie „gramy” rolę narzeczonej/go, żony/męża, matki/ojca.

Role, które przypada nam grać w życiu sprawiają, że bywamy uczniem, aby po chwili stać się dla kogoś nauczycielem. I wiek nie odgrywa tu żadnej roli.

Każdy jest nau­czy­cielem.

Im częściej spo­tykam ludzi i z ni­mi roz­ma­wiam, tym więcej się uczę.

Dziec­ko z uli­cy, które się uśmie­cha, jest nau­czy­cielem,

bo przy­pomi­na o tym, żeby się uśmiechać. 

Serj Tankian

*

Jak zwykle zaglądam do tomików Wisławy Szymborskiej. I znajduję uważne podpatrywanie dziecka, które poznaje świat. Czy my, dorośli, nie jesteśmy przypadkiem wciąż dziećmi, przed którymi świat skrył swoje tajemnice? Naśladujmy więc dzieci i starajmy się odkrywać to, co tajemne. A jedną z największych tajemnic dla rodziców jest ich własne dziecko.


Wywiad z dzieckiem

Wisława Szymborska

Mistrz od niedawna jest wśród nas.
Dlatego czai się ze wszystkich kątów.
Zasłania twarz rękami i patrzy przez szparkę.
Staje czołem do ściany, potem odwraca się nagle.

Mistrz odrzuca z niesmakiem absurdalną myśl,
że stół spuszczony z oka musi być stołem bez przerwy,
że krzesło za plecami tkwi w granicach krzesła,
i nawet nie próbuje skorzystać z okazji.

To prawda, trudno świat przyłapać na inności.
Jabłoń wraca pod okna tuż przed oka mgnieniem.
Tęczowe wróble zawsze pociemnieją w porę.
Ucho dzbanuszka złowi każdy szmer.
Szafa nocna udaje bierność szafy dziennej.
Szuflada stara się przekonać Mistrza,
że jest w niej to, co do niej wcześniej włożono.
Nawet w książce z bajkami otwartej znienacka,
królewna zawsze zdąży usiąść na obrazku.

Czują we mnie przybysza – wzdycha Mistrz –
nie chcą obcego przyjąć do wspólnej zabawy.
Bo żeby wszystko, cokolwiek istnieje,
musiało istnieć tylko w jeden sposób,
w sytuacji okropnej, bo bez wyjścia z siebie,
bez pauzy i odmiany? W pokornym stąd – dotąd?
Mucha w pułapce muchy? Mysz w potrzasku myszy?
pies nigdy nie spuszczany z utajonego łańcucha?
Ogień, który nie może zdobyć się na nic innego,
jak sparzyć po raz drugi ufny palec Mistrza?
Czy to jest ten właściwy ostateczny świat:
rozsypane bogactwo nie do pozbierania,
bezużyteczny przepych, wzbroniona możliwość?

NIE – krzyczy Mistrz i tupie tyloma nogami
iloma rozporządza – w tak wielkiej rozpaczy,
że mało by tu było i sześciu nóg chrząszcza.

2 prosba 2

 Tupiący „chrząszcz”

A jak bardzo dla człowieka ten świat jest skomplikowany przekonamy się czytając rozważania Wojciecha Bonowicza o przytoczonym wyżej wierszu Wisławy Szymborskiej:

„Typowy chwyt Szymborskiej: umieścić w roli obserwatora kogoś, kto widzi wyraźniej, inaczej, z oddalenia… W wierszu głównym bohaterem jest dziecko, mały mistrz, który właśnie zjawił się na świecie. Mistrz ów dziwi się i złości, że wszystko, co istnieje, istnieje „tylko w jeden sposób”, w „pokornym stąd – dotąd” Mały mistrz nie wie, czy tak jest naprawdę. Być może świat nieruchomieje tylko wtedy, kiedy patrzy nań ludzkie oko. Nieuchwycony w pułapkę spojrzenia, żyje sobie inaczej, własnym życiem, nie chcąc „przyjąć do wspólnej zabawy” obcego – człowieka. Być może to sam człowiek nosi w sobie tę unieruchamiającą skłonność, a świat broni się przed uprzedmiotowieniem, demonstrując tylko to, co człowiek chce zobaczyć. Mały mistrz złości się, bo przeczuwa, że poza formami ukazującymi mu swoje niezmienne oblicze ukrywa się coś jeszcze, „bezużyteczny przepych, wzbroniona możliwość”. Wzbroniona jemu, no bo komu? A wraz z tym przeczuciem zjawia się też myśl o własnej ograniczoności. Mistrz krzyczy „i tupie tyloma nogami / iloma rozporządza – w tak wielkiej rozpaczy, / że mało by tu było i sześciu nóg chrabąszcza”. (Wpis w Internecie: „Niewidzialny łańcuch. O kilku wierszach Wisławy Szymborskiej – Wojciech Bonowicz maj 2012, nr 684”)

 

Pomóżmy „małemu mistrzowi” poznać i zrozumieć świat, znajdźmy czas dla własnego dziecka. Nie wtedy, gdy mamy na to ochotę, ale wtedy, gdy ono tego potrzebuje, gdy przychodzi z pytaniem, na które musi mieć odpowiedź teraz, zaraz – i dajmy mu ją sformułowaną w takich słowach, w jakich z powodu swego aktualnego wieku jest w stanie ją zrozumieć.

Tak jak uśmiech dziecka uczy nas uśmiechania się do napotkanych ludzi, tak pytania dziecka uświadamiają nam jak fascynujący jest otaczający nas świat, jak mało jeszcze o nim wiemy, jak mało wiemy o sobie. Ucząc dziecko – poznajemy siebie i otoczenie, w którym żyjemy. I warto to robić już od zaraz, bo czas ucieka, a żyje się tylko raz.

3 prosba 2

4 prosba 2


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *