Polska egzotyczna i… slowingowa

Tworząc portal Slow Poland i opisując pojęcie slowingu zainspirowane ideami i działalnością Ruchu Miłośników Slow Food z wielką przyjemnością sięgam po raz kolejny po „Polskę egzotyczną” Grzegorza Rąkowskiego. To już kultowy i ciągle aktualny przewodnik, a zarazem wielowątkowa niezwykła gawęda.

Jakże trudno jest komuś, kto ma szczęście znać autora od studenckich lat, kto z nim i z przyjaciółmi z Uniwersyteckiego Klubu Turystycznego UNIKAT wędrował po przygranicznych szlakach północnej i wschodniej Polski i kto  wielokrotnie czytał, nosił w plecaku i inspirował się „Polską Egzotyczną” ogarnąć w krótkiej recenzji emocje związane z tą książką! W moim łbie, jak w zapełnionej szpargałami szufladzie, roi się od wspomnień, dygresji i pomysłów na kolejne wyprawy – wystarczy ją otworzyć, a wszystko się wysypie i przemiesza popadając w chaos nadmiaru.

Zacznijmy od tego, że to niezwykła książka /w dwóch tomach / pióra niezwykłego faceta.

Grzegorz Rąkowski jest z wykształcenia biologiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, doktorem nauk przyrodniczych, a także wybitnym krajoznawcą podróżnikiem i płodnym autorem niezwykłych przewodników.

Najważniejsze, że wszystko co robi robi z pasją.

Przeszedł już w życiu tysiące kilometrów, gdyż  jest to jego ukochany sposób podróżowania po krainach urzekająco pięknych. To slowingowiec z krwi i kości. W roku 1994  jako pracownik naukowy  został laureatem prestiżowej nagrody Forda z dziedziny ekologii za projekt polsko-ukraińskiego obszaru chronionego na Roztoczu  i… w tym samym roku 1994 wyszedł pierwszy tom „Polski Egzotycznej”. Dwa lata później wyszedł tom drugi.

W tomie pierwszym Grzegorz zabiera nas na wędrówkę po polskich kresach, po Suwalszczyźnie i Podlasiu. We wstępie zaznacza, że jako Kresy uważano zawsze dawne tereny Wielkiego Księstwa Litewskiego i ziemie ruskie Korony. Te kryterium spełniają przygraniczne rejony wschodnich województw Polski. To nadal pograniczne etniczne. Spotykamy więc na trasie wędrówki zwarte obszary zamieszkałe przez Litwinów, Białorusinów i Ukraińców. Tą mozaikę uzupełniają mniejsze grupy rosyjskich staroobrzędowców i muzułmańskich Tatarów. Przed wojną bogactwo etniczne Kresów było jeszcze większe – w miasteczkach duży procent ludności stanowili Żydzi, a na samej Suwalszczyźnie także Niemcy. To oznacza też różnorodność religijną, a tym samym, mimo zniszczeń ostatniej wojny, bogactwo niespotykanych nigdzie indziej w Polsce zabytków sakralnych. Ścieżki Grzegorza doprowadzą nas do pięknych drewnianych kościółków i cerkwi, zobaczymy zagubione w malowniczym pejzażu solenny staroobrzędowców, ewangelickie kirchy, synagogi, a nawet meczety. Istniał tu jeszcze jeden świat – świat kresowych dworów. O nich też Grzegorz pamięta w swojej wędrówce i gawędzie mimo, że wiele z nich nie ocalało. Zachowało się  na tym obszarze w dobrym stanie tylko kilka dworów np. związany z młodością Czesława Miłosza dworek w Krasnogródzie… po  innych  zostały tylko opowieści i gdzieniegdzie resztki fundamentów w otoczeniu zdziczałych sadów.

Nawet dla ludzi, którzy mogą czuć się znawcami Suwalszczyzny, którzy odwiedzili Augustów, Wigry, Sejny, Puńsk, Górę Zamkową i Górę Cisowa, Smolniki i Suwalski Park Krajobrazowy, czy też  najgłębsze polskie jezioro Hańcza – Grzegorz Rąkowski otwiera nagle wrota do kolejnego baśniowego, nieznanego świata. Wydawało się, że ten świat już nie istnieje, jest tylko zaczarowany w opowieściach Czesława Miłosza, Tadeusza Konwickiego i w filmach Andrzeja Wajdy, a on trwa…Trzeba tylko czasem odbić od asfaltowej drogi, wejść w polne i leśne dukty, umieć patrzeć i… wiedzieć też czego szukać!

Autor jest przyrodnikiem, wiemy więc, że nie umkną mu dziwy natury, nieznane uroczyska, rezerwaty i pejzaże. Fenomen „Polski Egzotycznej” polega na tym, że w piękny opis walorów przyrodniczych i dobór tras, w owe cudowne pejzaże autor wkomponowuje swą wielokulturową i wielowątkową opowieść o bujnej historii dzisiejszego pogranicza. Z przyrodnika i biologa zamienia się nagle w historyka, etnografa, znawcę literatury i legend i snuje pasjonującą gawędę niczym Szeherezada. Co najważniejsze z wielką łatwością porusza się i po świecie Jaćwięgów, Unitów czy starowierców, jak i po czasach Jagiełły, Witolda, Jana III Sobieskiego, po dramatycznych epizodach  narodowych powstań, czy też heroicznych i tragicznych wydarzeniach II wojny światowej.

Jako absolwent wydziału historii UW chylę czoła przed biologiem, który przekopał dziesiątki staropolskich pamiętników, monografii, opowieści dawnych podróżników, relacji etnografów, aby nasycić swój przewodnik krwistymi anegdotami i historycznymi detalami.

W efekcie w tomie pierwszym slowingujemy po 18 niezwykłych trasach, tak ułożonych, że  każda z nich ma swój wątek przewodni, który jest wydobyty w tytule gawędy – np. litewską ścieżką, na tropie Indian Europy, śladami Miłosza, tatarskim szlakiem, do prawosławnej Częstochowy, czy w ostępach królewskiej puszczy.

Wędrówkę zaczętą na Cisowej Górze i pobliskim urokliwym grodzisku Jaćwięgów nad jeziorem Szurpiły kończymy przemierzając z autorem bajkowy Podlaski Przełom Bugu w Mielniku i Niemirowie. Któż to wie, że w tej malutkiej miejscowości o miejskiej przeszłości zbiegały się granice trzech zaborów, a powstańcy styczniowi zwycięsko starli się z kozakami generała Notitza broniąc przeprawy przez Bug taboru 100 wozów i 1000 koni. To autentyczna i krwista /dosłownie/ historia zaczerpnięta z pamiętnika dowódcy powstańczego oddziału Romana Rogińskiego.

Takich historii, ciekawostek i anegdot znajdujemy setki, to niezwykle wzbogaca nie tylko naszą wiedzę, ale każe nam inaczej spojrzeć na ten namacalny, wielokulturowy świat pogranicza.

Grzegorz pisze nie tylko o postaciach historycznych, pisze też o współczesnych żywych ludziach, artystach, pasjonatach, którzy wiele robią, aby dawna kultury tych ziem nie poszła w zapomnienie – wspomnijmy np. bardzo aktywną Fundację Pogranicze w Sejnach prowadzaną przez Krzysztofa Czyżewskiego.

Tom drugi „Polski Egzotycznej” przenosi nas bardziej na południe. Zaczynamy slowingowanie w Drohiczynie, starej stolicy Podlasia, przeprawiamy się na Ruską Stronę  /to nazwa przysiółka o kilku chałupach, niegdyś integralnej części miasta/  i ruszamy wzdłuż doliny Bugu, która – jak pisze Grzegorz – jest ewenementem na skalę Europy. Wszędzie na kontynencie rzeki tej wielkości zostały uregulowane, Bug pozostał dziki, kręty, z licznymi zakolami, starorzeczami i naturalną bogatą roślinnością. Uroku tej okolicy dodają nadbużańskie wioski, gdzie ciągle przeważa tradycyjna zabudowa drewniana.

No i znowu te niesamowite dygresje i historie z różnych epok, które wyciąga autor z rękawa niczym asy w zaskakujących i nieznanych przeciętnemu turyście miejscach. Oto jeden z przykładów. Przechodzimy przez Klimczyce, zapewne wiecie gdzie są Klimczyce… /jak nie to sobie jednak sprawdźcie na dokładnej mapie, bo warto/ – i w tym spowolnionym nadbużańskim pejzażu zaczyna się  historia w stylu… Jamesa Bonda, w dodatku z happy-endem w Londynie. Otóż wiosną 1944 w tym rejonie zaczęły spadać pociski rakietowe V-2, wystrzeliwane z poligonu SS Pustki pod Mielcem. Hitlerowcy testowali swą nową cudowną broń  przed planowanym jej użyciem do ataku na Londyn. Specjalny oddział niemiecki prowadził obserwację rakiet, warunki ich wybuchu i także zabezpieczał szczątki. Wywiad AK jednak nie marnował czasu. W maju 1944 rakieta V2 spadła nad Bugiem niedaleko Klimczyc  i nie wybuchła. Niemcy natychmiast uruchomili swoją spec-jednostkę i zaczęli poszukiwania, ale wywiad AK był szybszy, znalazł  rakietę zarytą głęboko w nadrzecznych błotach i ją zamaskował. A  kilka dni  później mieliśmy ciąg dalszy – to był  już czysty żywy James  Bond w polskim wydaniu. Dramatyczna nocna konspiracyjna akcja wydobycia 14 tonowej rakiety przez ściągniętych z Warszawy AK-owskich specjalistów, i to pod nosem Niemców, zakończyła się sukcesem. Jej współ-bohaterem był pewien gospodarz z Klimczyc ze swoimi  wozami i końmi. Niebezpieczny ładunek przewieziono 8 km dalej i zamaskowano w stodole. Po  kilku dniach zorganizowano demontaż motoru rakiety i jej ważnych części oraz… przerzut do Warszawy z ładunkiem w ramach dostawy kartofli do stolicy. A potem AK z Brytyjczykami zorganizowała samolotową akcję o kryptonimie „Most” i najważniejsze części V2, bezcenne dla aliantów, zostały przerzucone do Londynu. To tylko skrót tej opowieści – u Grzegorza znajdziecie wszystkie szczegóły i nazwiska bohaterów  tej brawurowej akcji na Podlasiu. I tak prawie na każdym kilometrze – wioska, sioło, grodzisko, dworek, ciekawi ludzie, punkt widokowy i… kolejna gawęda, popas z degustacją wiejskich pyszności, nocleg u dobrych ludzi.

Ileż radości może nam dać jeden z wielu takich polskich, a jednak egzotycznych dni wędrówki. To jest dopiero slowingowanie…

Pierwszą wędrówkę tomu drugiego kończymy w Janowie Podlaskim. Tu znowu, z „Polski Egzotycznej” dowiemy się dużo więcej o dziwach Janowa i słynnej stadninie koni czystej krwi arabskiej, niż z ostatnio wydawanych jakichkolwiek przewodników. Bo czy wiecie, że

w czasie wojny komendant stadniny pułk. Hans Fellgiebel był bratem generała, który brał udział w zamachu na Hitlera w Gierłoży, a spiskowcy spotykali się w Janowie pod pretekstem polowań? Czy wiecie jakie były losy Wyrwidęba, Wielkiego Szlema i Witraża? To już tematy na slowingowanie w gronie kawalerzystów i amazonek…

I pióro mnie świerzbi, aby zacytować kolejną  niezwykłą opowieść z opisanych w książce słynnego Rąkosia tras, ale przecież nie o to tu chodzi. Wiecie już, że jest ich bez liku, a każda pasjonująca, a i każda zachęcająca do „empiri”.

W tomie drugim dostajemy w prezencie 13 autorskich propozycji nie do odrzucenia. Przemierzamy Polesie Wołyńskie, w Horodle cofamy się do średniowiecza i pewnej pikantnej intrygi z łożnicy Jagiellonów w 1427 roku, odwiedzamy Grody Czerwieńskie, potem slowingujemy po Wołyniu Zachodnim, wkraczamy na Roztocze, aby zakończyć naszą wędrówkę w Medyce. Najbardziej niezwykłe jest to, że slowingując trasami Grzegorza  np. wzdłuż odcinka szosy, który zajmie nam nie więcej niż godzinę jazdy samochodem możemy pasjonująco spędzić i tydzień – pogrążając się w zupełnie innym spowolnionym, jak na starych rycinach świecie.

Grzegorz Rąkowski niczym dawny klucznik otwiera nam oczy na dziwy i cuda, które często mijamy bez zastanowienia, których zarys, hen na horyzoncie widzimy z okna autokaru czy samochodu, z jakimś przewodnikiem na kolanach – w dodatku samolubnie uważając się za prawdziwych turystów odkrywających Kresy.

I oto  mamy odpowiedź na pytanie, czy Polska może być jeszcze egzotyczna.

A niedowiarki teraz powiedzą –  jaka to egzotyka skoro  geometryczny środek Europy znajduje się na skraju bagien biebrzańskich w miłym miasteczku Suchowola na trasie do Puszczy Augustowskiej. Tak to  prawda, że dobra droga wije się uroczo wśród lasów do samego Augustowa i dalej do Suwałk po granicę z Litwą, a do podróżnych wdzięczą się liczne zajazdy, bary, barki, stacje benzynowe. Ale zjedźcie trochę w bok, zostawcie samochód w jakimś miłym agro-gospodarstwie ze swojskim slow-jedzonkiem, kupcie sobie dobrą mapę i… otwórzcie Polskę Egzotyczną Grzegorza Rąkowskiego.

I najlepiej… po prostu sami się otwórzcie!

A z Grzegorzem znowu wyruszymy na Kresy – wraz z jego kolejnymi niezwykłymi książkami- przewodnikami. Kierunek Ukraina.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *