Pochwała powolności, czyli o Slow Life i Yuppies, którzy sadzą marchewkę

To doprawdy niesamowite jak wiele wątków istotnych i aktualnych dla jakości naszego życia poruszył Carl Honore w swojej błyskotliwej książce „Pochwała powolności”. Co ciekawe wiele z nich, aktualnych i żywych w Europie w Polsce jest omijanych i spychanych na drugi plan albo zostało a priori zapakowanych do szuflady z adnotacją przeżytek czy spowolnienie postępu. A Europa o nich mówi!


Tempo giusto, czyli właściwe tempo

okladkaOstatnio z książką Carla nie rozstaje się ani na krok. Codziennie ją poczytuję, robię notatki, nawet, gdy jadę gdzieś metrem to mam ją ze sobą. Chyba kupię jeszcze jeden egzemplarz do biblioteki, bo mój jest już cały pokreślony ołówkiem… A to inspirujący cytat, a to moje zapiski czy złote myśli ad vocem Carlowi. No właśnie… wróćmy do rozmowy Carla Honore z Carlem Petrinim założycielem międzynarodowego ruchu Slow Food przeprowadzonej w Bra, w małym piemonckim miasteczku, gdzie mieści się siedziba Slow Food.  

„(…)Życie Powoli oznacza sprawowanie kontroli nad rytmem własnego życia. Człowiek sam decyduje, jak szybko chce postępować w danej sytuacji. Jeśli dziś chcę działać szybko, działam szybko; jeśli jutro zechcę być powolny, będę powolny. Celem naszej walki jest prawo do samodzielnego ustalania własnego tempa.”

No właśnie… własne tempo. Tego wiosennego dnia postanowiłem zadziałać szybko, po to, aby wieczorową porą spowolnić i zająć się spokojną lekturą Pochwały Powolności i pisaniem kolejnej impresji.

Moi emerytowani rodzice poprosili mnie o pomoc w wiosennym skopaniu działki. Wiecie… zwykłej małej klasycznej działeczki, którą sobie uprawiają. Kiedyś mówiło się działki pracownicze, teraz nazywają się Rodzinnymi Ogrodami Działkowymi. Ojciec przekroczył osiemdziesiątkę, mama jest pięć lat młodsza, jednym słowem para seniorów, która dawno już obchodziła Złotą Rocznicę Ślubu. Przyszła wiosna, czas coś posadzić, a ziemia twarda. Umówiliśmy się na konkretną godzinę, poprosiłem o wcześniejsze przygotowanie dobrej łopaty tak, aby kopanie działki zamknąć w jednej sesji roboczej. Dziarsko pojechałem do roboty, w sumie żadna wyprawa, dwadzieścia minut jazdy rowerem i jestem. A do plecaczka wrzuciłem książkę Carla Honore. Chciałem pokazać ją moim rodzicom, poopowiadać o zdrowym jedzeniu, o ruchu slow, o modzie na uprawianie własnej żywności, przeczytać fragment rozmowy z Carlem Petrinim, no i trochę podyskutować przy kawie.

IMG 1018 (Large)Ale najpierw obowiązki, mama pokazała pole bitwy i wraz ojcem wzięliśmy się do roboty – na dwie łopaty. Czas spowolnił, wzrok oszacował zasięg poletka, rozum przekalkulował ilość sztychów w glebie. Przyznam się szczerze, że chciałem z początku w miarę szybko wykonać zadanie, wypić z rodzicami kawę i uciekać do miłych lektur, ale…

Gdy na czole pojawiły się pierwsze krople potu, a w mięśniach miłe uczucie wysiłku, płuca złapały świeży oddech, gdy poczułem zapach ziemi, weszła we mnie jakaś pierwotna atawistyczna radość. I wiecie co pomyślałem patrząc na mojego ojca, emeryta z doktoratem w wielu osiemdziesięciu dwóch lat, który dziarsko wbijał łopatę w ziemię, na mamę z zawodu finansistkę, która cierpliwie pieliła grządkę w pozycji mocno wygiętej?

Najpierw pomyślałem, że chciałbym kiedyś być wraz ze swoją żoną w takiej formie jak moi rodzice. Potem, że jestem szczęściarzem, bo widzę ich i w dobrym zdrowiu i pełnych wiosennego zapału. Jak to cudownie, że mają swoją pasję, kawałeczek ziemi, którą hołubią, pielęgnują i z której zbierają plony, nawet symboliczne, ale własne.

Oto ich prawdziwy slow-life! Recepta na radość, zdrowie i uśmiech w podeszłym wieku!

 

Ten kawałeczek ziemi nazywa się działka.        

Działka, ta zwykła mała działka, w ustach wielu polskich dziennikarzy i polityków ma niestety zabarwienie bardzo pejoratywne. Chyba, że mówimy o działce budowlanej… to już co innego – działka, inwestor, konkretne pieniądze, rozwój, postęp, budujemy osiedle, apartamentowiec, supermarket, miasto rośnie, pieniądz się kręci, odgradzamy się płotami, ochroniarzami, w środku będzie podziemny parking, bezpieczny, zagrodzony placyk zabaw dla dzieci, ze dwa drzewa, bo ekolodzy grymaszą. XXI wiek – tak ma być – Polska odrabia zaległości!

IMG 1479 (Large)I oto na obrzeżach wielu polskich miast jest coś, co hamuje postęp, coś co można wyszarpnąć tanio, bez odszkodowań, w imię postępu – to coś, ta zawalidroga prężnego polskiego kapitalizmu nazywa się… działka!

A ci co śmią jej bronić zgodnie z polskim prawem, bo faktycznie nazywa się Rodzinny Ogród Działkowy, to kość w gardle prawdziwego biznesu! Może by tak coś podłubać w polskim prawie?

I wielu takich, co to nie zna dobrze tematu i trendów w Europie przytakuje w imię postępu – działki to bariera w rozwoju przestrzennym, działkowcy to zawalidrogi. A przecież jest tyle innych terenów do zagospodarowania…

I teraz wkraczam z moim niezawodnym Carlem Honore!!! Kolejny frapujący wątek z Pochwały Powolności. Czytam moim rodzicom o najnowszych trendach w Anglii:

„Jak Wielka Brytania długa i szeroka, młodzi mieszkańcy miast tłoczą się przed lokalnymi urzędami, aby wydzierżawić małe skrawki ziemi. Na takich „działkach” opodal mojego domu można zobaczyć yuppies, jak wysiadają z roadsterów marki BMW, żeby doglądać rukoli , marchewek, młodych ziemniaków i czuszki.”

Cóż, oni wcale się temu nie dziwią.

Znają doskonale smak swoich świeżych warzyw, własnych soków i dżemów, działkowej nalewki z aronii czy pigwy co daje ponoć sto lat życia.

A co usłyszymy o działce i „grzebaniu w ziemi” od przeciętnego wielkomiejskiego polskiego biznesmena, nota bene często rodem przecież ze wsi? To dopiero – młodzi, bogaci, wykształceni a marzy im się marchewka? Oni naprawdę chcą mieć działki i sami grzebać w ziemi, hodować młode ziemniaki, rukolę?

O tym, że Carl Honore nie rzuca słów na wiatr w tak dla niektórych w Polsce drażliwej kwestii działek świadczy ostatnia wizyta w Polsce Alana ReesaPrezydenta Angielskiego Związku Działkowców. Przyjechał na II Kongres Polskiego Związku Działkowców i wraz Przewodniczącym Biura Międzynarodowego Ogrodów Działkowych i Rodzinnych w Luksemburgu Wilhelmem Wohatschek.

IMG 1476 (Large)Zainspirowany dziennikarską dociekliwością Carla Honore dotarłem do ciekawych materiałów z Kongresu, w tym tekstów wystąpień gości z Anglii, Niemiec, Szwecji i innych krajów Unii Europejskiej. Wynika z nich jeden główny wniosek. W tych krajach mocno się zachęca ludzi, aby uprawiali działki i produkowali na swoje potrzeby zdrową ekologiczną żywność, prowadzi się też rzetelne badania nad zasobami naturalnymi i z dużą troską mówi o mądrej gospodarce przestrzennej, w której jest miejsce dla działkowiczów. Po ich lekturze znowu pomyślałem o swoich rodzicach i milionie innych działkowiczów. Małe polskie emerytury, fatalna służba zdrowia, drogie leki, chemizacja rolnictwa, oszustwa w produkcji żywności np. afera z solą przemysłową, wzrastające koszty energii… jak tu być zdrowym i pogodnym? A jednak… niektórym wystarczy kawałek ziemi, miłe sąsiedztwo, aby znaleźć swoją furtkę do swojego Slow Life, Slow Food i do Tempo Giusto.

Alan Rees fajnie podsumował swoje sukcesy w pozyskiwaniu polityków dla dobrej sprawy:

”(…) Mówię politykom: ocknijcie się i poczujcie zapach róż, to jest prawdziwy świat, a my działkowcy jesteśmy prawdziwymi ludźmi i należy nas traktować jak ludzi (…)”

I już wiecie dlaczego Yuppies w Anglii hodują własną marchewkę?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *