Poławiacze nastrojów Morza Andamańskiego – Tajlandia. Część II

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Thalan Pier to w zasadzie tylko betonowa przystań, kilka miejscowych zabudowań i dziesiątki, może setki, kajaków w jego otoczeniu. Pierwsze wrażenie w kontakcie z tym miejscem nakazuje uciekać, zostawić niezbyt przyjazne hektary niedostępnych lasów mangrowych, okolicę pozbawioną plaż, pogrążoną w trudnym do określenia chaosie. Z kilkoma towarzyszami rejsu wsiedliśmy na pakę otwartego busa wiozącego wszystkich do Krabi Town. My, budząc zdziwienie współtowarzyszy wysiedliśmy po 2 km. Zaufaliśmy rekomendacji lokalsów z portu i… z lasu mangrowego wyłoniła się prawdziwa perełka.

Miejsce z kilkoma czystymi, bambusowymi domkami, wspaniałym pomostem dzielącym las mangrowy zwieńczonym strefą do leżakowania i podziwiania zatoki PhanNgan, przestronnym lodgem z wygodną kanapą i wszędobylskimi hamakami – miało nazwę Bamboo Bungalows. Zostaliśmy, bo rejon Thalan to najpiękniejsze szlaki kajakowe.

10. Tha Lan Bamboo Bungalows

9. szlaki kajakowe na Tha Lan

 

 

 

 

 

 

 

 

Minęła godzina, a my dobijaliśmy kajakiem do zatopionych w wodzie skał. Brak oznaczeń szlaków spowodował, że zrobiliśmy ekstremalną pętlę dookoła nieoznakowanych tras. Na szczęście z „napakowanymi ramionami” dotarliśmy do miejsca przeznaczenia. Wysokie, pionowe skały, potęga barw, spływające na nas kolorowe wapienie, maleńkie plaże i… my, tylko my! Z lekkim przerażeniem płynęliśmy w głąb wyżłobionych akwenów, zwężających się kanałów, złowrogich korzeni drzew, osaczających stad małp. Piękne wrażenia, warte scenografii filmów grozy. Przetrwaliśmy! (całodniowe wypożyczenie kajaka 300bt) Wieczorem, „na kreskę” (bo taką przyjazną formę rozliczenia stosuje część właścicieli małych ośrodków), wzięliśmy z lodówki odpowiedni ekwipunek i samotnie, na jedynym w rozległej okolicy pomoście, przywitaliśmy soczysty zachód słońca (koszt noclegu 1000bt).

11. Tha Lan, widok z Bamboo bungalows wieczorem, na zatoke Pha Ngan

20. rejs do Ao Nang

 

 

 

 

 

 

 

 

Kolejnego dnia, już kilka minut po południu, byliśmy w Krabi Pier. Pierwszy raz od kilku dni zastaliśmy większą ilość ludzi, prawie tłum! Punkt docelowy- Railay East Beach – wybraliśmy się jednak tylko my i sympatyczny Dawid z Nowej Zelandii. Po 30 minutach wyskakiwaliśmy z łodzi na „przemysłową” plażę Railay East. To tu, na porośniętą lasem mangrowym mieliznę dociera zaopatrzenie istniejących na cyplu hoteli, barów, restauracji. W wygodnym bungalowie rozmieszczonego na skalistym wzgórzu hotelu Wiew Point Resort rozpakowaliśmy się po 20 minutach od dobicia do portu (szaleństwo cenowe 700bt noc!).

12a. wiew point resort railay ewas

13a .przemyslowa. railay east

 

 

 

 

 

 

 

 

Mimo wątpliwej urody nabrzeża ta część Railay wieczorem zamienia się w promenadę lśniącą blaskiem kolorów. Znajdziemy tu wszystko, czego zapragniemy: salony masażu, tatuażu, wypożyczalnie sprzętu do nurkowania i wspinania, klubiki z rockową muzyką (i te spokojne też), pokazy połykaczy ognia i boksu tajskiego, pyszne świeżo wyciskanie soki, koktajle, misternie tworzone naleśniki, barki z daniami za 40bt i restauracje hoteli z przeogromnymi homarami za 1000 bht. Siedliśmy w jednym kolorowych barów i przy muzyce Seala zanurzyliśmy słomki w wiaderko rumu z sodą, by powitać (a później pożegnać) kolejny piękny wieczór.

Następnego dnia poznaliśmy siostrę urokliwej, a jednak skromnej Railay East. Mieszcząca się po przeciwnej stronie cypla Railay West Beach jest zdecydowanie piękniejsza i dumniejsza (minimalna cena noclegu 3000bht). Ograniczona ilość dostępnych miejsc noclegowych daje wypoczywającym możliwość poczucia intymności. To tu, w objęciach promieni słonecznych, świętowaliśmy dzień wigilii.

14 a. Railay Beach widok na Phranga Caves

15. promenada spacerowa na Railay

 

 

 

 

 

 

 

 

PranangCave Beach to esencja Railay, skarb ukryty na końcu szlaku wytyczonego przy pionowej skalnej ścianie z wyżłobionymi lejami stalaktytów i stalagnitów. Na docierających tam tuż przed zmrokiem czeka nagroda. Widok zatopionej w morzu skały zapiera dech w piersiach wszystkim przybyszom. W świetle zachodzącego słońca mieni się paletą barw ukazując widok kameralnej piękności, którą tworzy ten zakątek. Swoistą atrakcją miejsca są rozświetlone lampionami, przycumowane do białego nabrzeża drewniane łodzie-jadłodajnie. Wytrawnym, bardzo zamożnym wędrowcom polecam kolację w jedynym hotelu przy tej plaży (należy do ekskluzywnego grona 100 najpiękniejszych hoteli świata). Wyjątkowość połączona z jakością ma swoja cenę. Koszt noclegu w tym hotelu zaczyna się od 21000bht, ceny dań nie sprawdziliśmy… Kolację zjedliśmy na plaży patrząc na kulę czerwonego słońca znikającą za Koh Nok i innymi wyspami. Aromatyczny Pad tai ze świeżymi krewetkami kupiony na łodzi w pełni zaspokoił oczekiwania naszych kubków smakowych! (80bht)

17  pelna skał z wsponaczami

18 b pyszności tonsay

 

 

 

 

 

 

 

 

Tonsay Beach to mekka smukłych, umięśnionych, często przystojnych pasjonatów wspinaczki. Są wszędzie! Wiszą umorusani magnezją nad talerzami gości plażowych barów, trawersują nad dachami hoteli. Zdobywają trasy w dżungli (także nocą), oplatają nadmorskie masywy skalne wodując po odpadnięciu z przybrzeżnych skał. Sprzęt wspinaczkowy jest dostępny praktycznie wszędzie. Dotarliśmy tam pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia jedyną lądową i zarazem górską ścieżyną. Obficie rozbudowa i przystępna cenowo baza wspinaczkowo–nurkowa, z której nie skorzystaliśmy, to także biały piasek i wody Morza Andamańskiego. Jak na świątynię przystało, wieczorem Tonsay Beach pławił się w bogactwie barw, smaków, zapachów i dźwięków. W objęciach muzyki, rumu, zapachu ziół zdobywców najtrudniejszych tras zanurzyliśmy się w noc. Płynęliśmy każdy na innej fali, jednak tego wieczora tworzyliśmy jedność – byliśmy członkami sekty zdobywców bożonarodzeniowego wyzwolenia!

19. Port  morski na Tonsay

20a. Tonsay na plecami, Czas na Ao Nang

 

 

 

 

 

 

 

 

Do Ao Nang dotarliśmy cumując w samym centrum gwarnej, nadmorskiej promenady. Dotychczasową ciszę wypełnił gwar centrum, a bloki skalne ustąpiły miejsca dużym hotelom. Po 15 minutach od przybycia rozkładaliśmy plecaki w jednym z dziwniejszym pokoi świata. Zapewne trafił tam Charlie Kaufman i znalazł wenę, by napisać „Być jak John Malkovich”. Do pokoju (wielkości łóżka) wchodziło się przez okno, a jego skośny dach w najwyższym punkcie miał… 160cm. Do łazienki na dachu wychodziliśmy przez drugie okno. Ta taraso–toaleto-łazienka miała widok na morze! Pokój z tymi „ekskluzywnymi” dodatkami kosztował 700bht).

21. apartament w Ao Nang

8 prysznic z widokiem w Bamboo Bungalows

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy raz od przyjazdu zachodnia kultura dotarła do nas ze zdwojoną siłą – otaczał nas tłum spacerowiczów, dziesiątki knajp, sklepów, barów, pubów, klubów. Nawet wynajęty skuter miał pięknie wymalowane wielkie logo Manchesteru United. Motorek okazał się szamanem – wystarczało kilka minut i miejski gwar przemieniał się w lokalną dróżkę, niesamowity bazar (z asortymentem godnym stadionu 10-lecia) lub urokliwą okolicę Napptharat Pier. Korzystając ze zdolności „Maga” docieraliśmy do wyludnionych resortów przy rajskiej NopptharatThara Beach (bardzo dużo przystępnych bungalowów) i odległej KlongMuang Beach z ekskluzywnym Sofitelem, Ritzem czy Sheratonem.

23 lokalny bazar na Ao Nang

26. wybrzeże w rejonie Ao Nang podróże skuterowe

 

 

 

 

 

 

 

 

Wieczorem Ao Nang (paradoksalnie przy miejscowym McDonaldzie) zalane jest masą przenośnych straganów lub tuk tuków z pysznościami miejscowej kuchni – to tam koncentruje się ruch turystyczny. Taka namiastka stołecznego Khao San z dziesiątkami barów, klubów, sklepów, ekskluzywnych i tych zwykłych. Poszukiwacze nocnych wrażeń zapewne znajdą typowo męskie kluby serwujące najbardziej wyrafinowane erotyczne show. Małżeński cyrograf jednak zobowiązuje… Poszliśmy spać!

26b Ao Nang wieczorem

29 tuż przed ostatnią kolacją

 

 

 

 

 

 

 

 

28 grudnia po 3-godzinnej podróży autobusem znów byliśmy na Phuket pod hotelem, który porzuciliśmy kierując się zachodnią logiką. Tym razem zostaliśmy w samym centrum Nai Yang Beach. Wynajęty bungalow był jedynym lokum wybudowanym poza obowiązującą linią zabudowy. Tworzył jedność z rzędami plażowych leżaków, parasoli i barów. Wbrew naszym obawom (dotyczącym położenia), po 23-ciej na plaży zostaliśmy tylko my i nasz domek. Wystarczyło w nim otworzyć przestronne drzwi, by zachwycający widok gwieździstego nieba mieć na wyciągnięcie dłoni.

24.  port w  Ao Nang

30.  i phuket bywa piękny, plaża Nai Yang

 

 

 

 

 

 

 

 

Kilkanaście godzin powrotnego lotu przepełniał żal, że to już koniec. Docierały też przemyślenia dotyczące odczuć. Przede wszystkim podróż to spokój, który trzeba w sobie znaleźć, by wyzwolić pokłady samoświadomości. To lustro naszego Ja. Obraz zalet, przywar, możliwości i ograniczeń. By się w nim w pełni przejrzeć musimy zrozumieć, iż miejsca do których trafiamy mają swoją historię, często powstałą wiele wieków przed początkiem kultury, z której się wywodzimy. Świat staje się piękniejszy, pełen kolorów, smaków, zapachów i przede wszystkim prawdziwszy, gdy na jego smakowanie sobie pozwolimy. Dzięki chwilom spędzonym w tej podróży poczułem w sobie spokój i radość odczuwania świata. Potrzebowałem tego, jednak to tylko moje własne odczucia.

16. jedyna droga ladowa z Railay do Tonsay

28 pradziwe pozegnanie19. towarzystwo na phuket, wszyscy lubią piwo chang

 

 

 

 

 

 

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *