Poławiacze nastrojów Morza Andamańskiego – Tajlandia. Część I

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Podróże, jak doznania kulinarne, mają swoich smakoszy poszukujących wyjątkowości – zarówno tych pochłoniętych męską pasją zaliczania, jak i tych, szczególnie licznych, zwolenników szaleństwa w stylu all inclusive. Należę do każdej z wymienionych grup w zależności od potrzeby chwili, czasu i nastroju. Są jednak podróże, o których podświadomie marzymy całe życie, inne niż dotychczasowe, dzięki którym stajemy się koneserami z wolna czy pośpiesznie odnajdując przede wszystkim siebie, swój rytm, kolory, smaki, zapachy.

14 grudnia 2012 roku po kilku godzinach lotu, sandały podróżników mieszały się z kozakami letników mknących na turnus do świątyń rozkoszy rozlokowanych na plażach Karon, Kamala, a szczególnie Patong. Wspólnie piliśmy wolnocłowe dobra zajadając się mało ekologicznymi bułami z salami i krakowską. Z każdą godziną lotu coraz intensywniej poddawaliśmy się fali luzu i spokoju. Bolączki codzienności znikały w otchłani mijanych lądów.

Phuket przywitał nas obuchem tropikalnego powietrza, gwarem wydobywającym się z gardeł wszędobylskich taksówkarzy, właścicieli busów, tuk-tuków, naganiaczy wszelkiej maści, przedstawicieli biur podróży. Zataczając delikatny łuk ominęliśmy całość towarzystwa udając się w wiadome sobie miejsce.

W lotniskowym barze pachniało imbirem, tajską bazylią, kolendrą, owocami morza, bukietem nieznanych przypraw i sosów. Marzyłem o jednym, marzyła o tym moja żona. Chang! Kupiliśmy go w aromatycznym barze próbując płacić egipskimi funtami wzbudzając salwy śmiechu obsługujących nas Tajek.

Właściciele taksówek zapewne uznali nas za stracony temat, dlatego po spokojnym, wręcz ceremonialnym, wypiciu pierwszego tajskiego piwa bez najmniejszych problemów udało nam się wziąć jedną z nich za połowę wcześniej proponowanej ceny (200 bht za kurs z Airport do Nai Yang Beach, ok. 3 km, to na warunki tajskie wielka przesada, jednak to Phuket!).

1 Zdjęcie główne Tytuł; Poławiacze smaków - Tajlandia

2. Phuket Nai Yang (lokum przucone na rzecz przydrożnego hotelu o podobnej nazwie)

 

 

 

 

 

 

 

 

Taksówkarz zawiózł nas na plażę wskazując miejsce pobytu – piękne bungalówki bezpośrednio przy plaży – jednak to nie był zarezerwowany przez net hotel, a nasze zachowanie było dalekie od wielkiego flow, któremu trzeba się poddać. Z niezrozumiałym dla Taja uporem wymusiliśmy dotarcie do zarezerwowanego hotelu. Był czysty, z klimatyzowanym przestronnym pokojem, rozległym tarasem, miał jednak jedno „ale”… lokalizację! Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że mieścił się pośrodku wielkiej, czarnej, przydrożnej d… (mapy Booking.com czasem kłamią). Skutecznie wyparliśmy ten stan ze swoich głów i już po kilku minutach zażywaliśmy kąpieli w wodach Morza Andamańskiego, delektując się 30 stopniowym upałem i odrobinę chłodniejszą temperaturą wody.

22. Pyszności lokalnego bazaru wybrzeze Ao NangŚrodkowa część plaży Nai Yang, do której dotarliśmy, to mini centrum z kilkoma sklepami, salonami masażu, biurami podróży, chilloutowymi barami, jest też ekskluzywny, pięciogwiazdkowy Hotel Indigo Pearl. Szczególne miejsce przy plaży zajmują rzędy restauracji mogących zaspokoić potrzeby posiadaczy rożnej grubości portfeli. Jeszcze nie będąc tego w pełni świadomi, trafiliśmy do miejsca serwującego najpyszniejsze dania na Nai Yang Beach (później to sprawdziliśmy jedząc w innych punktach). Muyee Seafood, którego nazwa nie jest przypadkowym turystycznym sloganem, w pełni wykorzystuje obfite dobra otaczającego Morza Andamańskiego, serwując dania przepyszne. Nas zachwycił złowiony rankiem Red Snapper serwowany na wiele sposobów. Wchłonęliśmy go podanego w marynacie zawierającej dość obfitą paletę azjatyckich przypraw: trawę cytrynową, kolendrę, imbir i czosnek oraz sosy ostrygowy, sojowy, rybny (zapewne coś pominąłem). Krewetki w sosie tamaryndowym z trawą cytrynową i bazylią tajską z pewnością reprezentowały inną dyscyplinę, jednak podobnie jak ryba były z najwyższej ligi (koszt rozpustnej kolacji dla dwóch osób bez ograniczeń 800bt).

Zaspokojeni kulinarnie postanowiliśmy zadbać o swoje ciała, wyzwolić je z cywilizacyjnych materialno-egzystencjonalnych napięć, dotrzeć do zablokowanych pokładów energii. Każda cząstka naszych ciał została dostrzeżona, rozmasowana, pobudzona do życia podczas godzinnego masażu. Tajski masaż jest bardzo intensywny, z pewnością odpowiedni do pożegnania duchów codzienności – i co istotne – przystępny(400bt całe ciało).

Rankiem, zgodnie z wcześniejszymi odczuciami, okazało się, że szczodrzy bracia wschodni zepsuli mieszkańców Phuket do tego stopnia, iż znalezienie za rozsądne pieniądze transportu graniczy z cudem. Te się jednak zdarzają i przed południem dotarliśmy do Bangrong Pier, a po 15 minutach siedzieliśmy na pokładzie drewnianej krypy prującej Morze Andamańskie, sunącej na wyspę YaoNoi (koszt przeprawy 200 bht od osoby). W porcie wsiedliśmy na pakę jednego z jeepów wożącego przypływających w głąb wyspy. Podświadomie usadowiliśmy się na tej z wystylizowanym turystą, wiedząc, że to właściwy kod.

3. smakowe nr 1 na na Nai Yang , Phuket

3a Nai Yang beach. Phuket

 

 

 

 

 

 

 

 

Większość wysp na morzu Andamańskim, posiada dwie odmienne linie brzegowe. Na YaoNoi linia brzegowa wschodnia porośnięta jest niedostępnymi lasami mangrowymi, za nią rozlokowane są miejscowe osady, pola uprawne głównie ryżu i punkty tajskiej aktywności zawodowej, czyli warsztaty samochodowe i wszelkiego autoramentu drobne zakłady usługowe.

Wybrzeże wschodnie od strony Krabi, tworzy linia czasem niedostępnych, pięknych plaż. Tam też mknęliśmy! Po 20 minutach dotarliśmy na skraj nieznanej i pustej Kha Khao Beach. Bungalowy – na palach z rozległymi tarasami, stojące 10 metrów od białego piasku plaży – zachęcały, choćby do zainteresowania. Nikt i nic nas nie goniło, pozbawieni wszelakich wewnętrznych ciśnień siedliśmy przy jednym ze stolików knajpki należącej do właściciela domków. Ze smakiem zatopiliśmy łyżki w świeżości zamówionych zup tom yum i tom kha gai z pysznymi, świeżymi krewetkami i owocami morza (rozsądna micha 100 bht).

Popijając zimne piwko wdaliśmy się w przyjemną pogaduchę z pogodnym właścicielem, po czym obejrzeliśmy domki. Kolejne zdarzenia nastąpiły w ekspresowym tempie, bo z tym samym piwem za kilka chwil leżeliśmy na słońcu mając zapewniony nocleg na najbliższe 4 dni (1 dzień 1000bt).

5. widok z Bungalow  na Yao Noi

6. Suan Muk Kaew beach na Yao Noi (odkryte podczas wyprawy skuterowej)

 

 

 

 

 

 

 

 

BaanThaThao Bungalow, w którym się rozlokowaliśmy jest jedynym miejscem w tym rejonie z bezpośrednim dostępem do plaży i morza (pozostałe dzieli bardzo lokalna, jednak dróżka). Przypadek, przeznaczenie, czy nagroda za poddanie się idei slow? Główną pętlę dróg dookoła YaoNoi można obiec (będąc w maratońskim cyklu treningowym ). Ja w nim nie byłem, był za to wynajęty skuter. Przez 3 dni pruł dzielnie bezdroża wyspy zużywając dzienne… litr benzyny kupowanej „na litry” w lokalnych, czasem spożywczych, sklepikach (w butelkach po coli, czy oleju spożywczym).

Północna część wyspy, zwieńczona mieniącym się kolorami pionowym wapieniem wystającym z morza, to górzysta dżungla z kilkoma lokalnymi osadami przecięta dość ekstremalną ścieżką dojazdową do jedynego w tym rejonie hotelu Paradise Resort (8000 bht noc). Wspaniałe położenie, anielska plaża, brak lądowej dostępności (klienci hotelu docierają do niego tylko drogą morską) sprawiają, iż miejsce zasługuje na swoją nazwę (niestety na cenę też!).

My dotarliśmy tam na szalonym skuterku. Pokonanie dzikiego, górzystego, często skalistego szlaku na pewno jest wyzwaniem dla miłośników spacerów, choć nie przynosi też ujmy hardcorowcom. Jedno jest pewne – bez względu na to, którą drogą dotrzemy na ów koniec (lub na totalnie wyludnioną, dziką i piękną plażę HadYao), zastane widoki równoważą poziom stresu doznanego podczas karkołomnego pokonywania górskich zboczy. Wyspa zawiedzie balangowiczów, imprez praktycznie brak. Na Klong Chark Beach, Pa Sai Beach jest wiele przyjemnych miejsc, jednak w większości panuje nastrój odpowiedni do snującego się w barach chilloutu, o godzinie zero wyspa w większości układa się do snu, częściowo zapewne za sprawą mieszkańców, głównie muzułmańskiego wyznania.

7. pusty lokalny port na Yao Noi z widokiem na zatotę Phan Ngan

7a Yao Noi wyprawy skuterowe

 

 

 

 

 

 

 

 

Z YaoNoi rozpościera się świetny widok na zatopione w wodzie maczugi wysp tworzących Zatokę PhangNga, dlatego duża cześć odwiedzających wyspę z rozkoszą spędza wieczory nie w barach, tylko na tarasach swoich widokowych bungalowów. Ostatniego wieczora sympatycznemu właścicielowi zgrałem 2gb najciekawszych smaków posiadanej muzyki (od Cinematic Orchestra, po White Stripes, a co!). Rankiem zawiózł nas do portu Tha Khao (z planem rejsów tylko w języku tajskim)… znów płynęliśmy. 

18 Tonsay Beach 2

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *