Opowieść o Nadwiślańskim Urzeczu

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Pałac w Wilanowie, zamek książąt mazowieckich w Czersku, urocze uzdrowisko w Konstancinie, ludyczny, pełen zapachu smażonych kiełbasek i piwa Powsin, dukty Lasu Kabackiego, plaże nad Świdrem… chyba każdy Warszawiak zna i lubi te miejsca w południowej części stolicy i jej najbliższych okolic. Toż to samograje na fajny weekend. Łączy je bliskość Wisły, o której jednak często zapominamy piknikując w Powsinie, spacerując po wilanowskim parku czy konstancińskim deptaku. Czy chce nam się wtedy ruszyć dalej i umoczyć stopy w wodach królowej polskich rzek? Wygrywają kawiarniane ogródki, lody, kawa, piwko, karkówka z grilla. Dopiero z wysokich wież zamku w Czersku widać jak na dłoni, jak piękny pejzaż tworzy dolina Wisły. A wiślane łęgi to istny fenomen natury w skali europejskiej.

Wisła dla… rowerzystów

Dawno temu, gdy powstawały pierwsze osiedla na Natolinie, a metro było abstrakcją – jako młodzi ojcowie, czterej muszkieterowie z ulicy Małej Łąki i osiedlowi pionierzy turystyki rowerowej – zabieraliśmy swoje rodzinki na całodzienne wyprawy rowerowe. Pierwszym wtajemniczeniem były prawie puste wówczas dukty Lasu Kabackiego, dzikie jeziorka, zagubione polanki idealne na piknik i zabawę z synami w Robin Hooda. Potem na deser grany był Powsin ze swoimi przysmakami serwowanymi w barze Pod Sosnami i ogniskiem na polanie. Następnym etapem rowerowego wtajemniczenia był Konstancin i Chojnowski Park Krajobrazowy ze słynnym z basenów Zalesiem Górnym. A gdy synowie trochę zmężnieli, to zamiast tradycyjnych słowiańskich postrzyżyn zaczęły się już prawdziwe męskie wyprawy rowerowe. Zwróciliśmy swój wzrok i wierzchowce w stronę Wisły, a białogłowom daliśmy wolne na popasy w Konstancinie lub Powsinie. Ileż to było satysfakcji, gdy po raz pierwszy dotarliśmy rowerami nad Wisłę w okolicach miejscowości Gassy.

W Powsinie

Dukty Lasu Kabackiego

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętam do dzisiaj tę chwilę zadumy: dlaczego nie ma tu malutkiego mostu, takiego dla cyklistów i piechurów? Żal, bo po drugiej stronie rzeki tyle atrakcji, tyle miejsc do odkrycia z optyki rowerzysty. I tak już zostało na lata w naszej kolarskiej głowie – ten drugi brzeg to inna, malownicza, acz niedostępna dla nas kraina. Niedostępna, gdyż najbliższe mosty to Góra Kalwaria lub okolice Wawra, czyli widmo korków, hałasu, zgiełku. Czar bycia blisko natury po obu stronach rzeki na jednej wyprawie był ułudą, o jakiejś ekologicznej przeprawie łodziami ani słychu ani widu… Na szczęście jest teraz w Gassach przeprawa, co nas bardzo cieszy.

Pałac w Oborach kKonstancina

Ogrody pałacu w Oborach

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak w naturalny sposób kolejnym celem ambitnych wypraw rowerowych z natolińskiego gniazda stał się zamek w Czersku i lewy brzeg Wisły. Ileż w nim odkryliśmy potem piękna przyrody: łęgi, łachy, wyspy, piaszczyste plaże, rezerwaty pełne ptasiego śpiewu, cudowne w maju kwitnące sady… Wisła wydała mi się istnym rajem dla rowerzysty, bo tak można było ją najłatwiej poznawać, zjeżdżać w ustronne miejsca, czasem brać rower na plecy, iść łachami i patrzeć z zadumą na ten drugi, niedostępny brzeg. Czyżby zawsze to były dwa inne światy?

Autor artykułu na rowerowej wyprawie do Zamku w Czersku

Czersk widok z wieży bramnej na wieżę południową

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Urzeczony Urzeczem

W piękny wrześniowy dzień zawitałem na dziedzińcu przyjaznego cyklistom zamku w Czersku na XVII Europejskie Dni Dziedzictwa. I przekonałem się, że Wisła nie dzieli a łączy! Dawniej nie było żadnych problemów z przeprawą przez rzekę w tych okolicach. Mostów było więcej a i setki wszelkiego rodzaju łodzi uwijało się bez przerwy wożąc ludzi i wszelkiego rodzaju towary.

Oba brzegi Wisły – od Saskiej Kępy i Siekierek po ujścia Pilicy i Wilgi – tworzyły od wieku XVII, czyli od czasów tzw. olęderskiego osadnictwa specyficzny mikroregion etnograficzny zwany Urzeczem (gwarowo Łurzycami pisanymi przez „rz”).

W Czersku w ramach żywej lekcji historii obejrzałem film i posłuchałem pasjonującej opowieści o Wiśle i osadnikach, którzy zasiedlili jej brzeg, o tętniącej życiem arterii pełnej gwaru oryli, nadwiślańskich bindug i gospód. Wreszcie nabyłem książkę pt. Nadwiślańskie Urzecze autorstwa dr. Łukasza Maurycego Stanaszka, antropologa i archeologa, a zarazem zapalonego rowerzysty, w dodatku Łurzycoka z dziada pradziada. Kolejka po autograf była długa, autor blisko dwie godziny bez przerwy podpisywał swoje dzieło, które spotkało się z olbrzymim zainteresowaniem.

Autor się mocno napracował

Jerzy Socała i Łukasz Maurycy Stanaszek

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta pasjonująca, pięknie ilustrowana książka wydana przez Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami Oddział w Czersku przy współpracy Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie odkrywa przed nami świat, który jeszcze jest uchwytny, ale powoli zanika. O Urzeczu wspominał Oskar Kolberg i inni polscy etnografowie XIX wieku. We wstępie do książki pisze o tym antropolog profesor Karol Piasecki:

„…zawsze robili to niejako mimochodem, poprzestając na kontestacji jego istnienia. Dr. Stanaszek poszedł dalej, gromadząc na temat Urzecza liczne dokumenty i publikacje, setki zapomnianych skazanych na niebyt, a wreszcie prowadząc intensywne badania terenowe wśród ludności tego regionu…”

Zaiste dogłębne były to badania, a efekt jest niezwykle owocny. Warsztat naukowca i entuzjazm pasjonata pozwolił nam wkroczyć na nowo w ten bliski, a jednak nie znany nadwiślański świat. Po lekturze książki, gdy wróciłem do Czerska i wszedłem jeszcze raz na wieżę zamku spojrzałem inaczej na ten sam pejzaż doliny Wisły.

Autor konstatuje:

„…na ukształtowanie się odrębnej tożsamości mądrych Łurzycoków wpłynęło szereg czynników. Przede wszystkim była to obecność Wisły, która wymusiła nierozerwalne związki mieszkańców z orylami /flisakami/, olędrami i rzecznym handlem. Określony typ osadnictwa, względna izolacja geograficzna wiślanej doliny /starorzecza, wysoka skarpa/, a także nieograniczona dostępność do rynku warszawskiego przyczyniła się do wytworzenia unikatowej wspólnoty regionalnej, manifestującej się m.in. w pięknych wilanowskich strojach i specyficznej nadrzecznej gospodarce…”

tradycyjne stroje z Urzecza

Czersk XVII Dni Dziedzictwa Prezentacja tradycyjnych strojów z Urzecza

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Książka to także kopalnia ciekawostek z życia codziennego nadwiślańskiego Urzecza. Weźmy chociażby zawsze ciekawe tematy biesiadno-gastronomiczne. Wiecie co to jest drepa? To lokalny samogon, który wytwarzali koloniści olęderscy. Określenie to pochodzi z niemieckiego dialektu pomorskiego i języka holenderskiego – druppen oznacza kroplę, kropelkę, a na Kaszubszczyźnie środek medyczny lub służący do czarów.

W karczmach nad Wisłą oryle(flisacy) uwielbiali pić tzw. grzankę, czyli wódeczkę na gorąco. W okolicach Konstancina–Jeziorny grzankę piło się po Rezurekcji na rozgrzewkę przed wielkanocnym śniadaniem. Czytamy w dawnych zapiskach:

„trunek ten był mocny, gorący i słodki od zapalonego cukru, czarnej czekolady i słodkiej śmietanki”

Kuchnia łurzycka uderza nas swą prostotą – pisze Stanaszek. Ziemniaki, mąka, buraki, owoce z sadów, szynki i kiełbasy z rozpowszechnionej tu hodowli świń, potrawy mleczne to wszystko produkty lokalnie wytwarzane, które uzupełniała Wisła (spożywano tu częściej niż w innych regionach Mazowsza ryby). Z typowych potraw wymieńmy zacierki na mleku, sytochę (prażuchę), pyzy „przecieraki”, kaszę jaglaną, kiszkę (babkę kartoflaną), makaron z sosem, ryby w każdej postaci i siuforek (zupę rybną), śliwiankę zwaną wiślanką, czyli zupę owocową, barszcz chrzanowo-buraczany, rosół, naleśniki, sery białe i żółte (gouda i edamski), ciasto drożdżowe, syrop i powidła z buraków. Co ciekawe stroniono tu od grzybów i jagód, popularnych za miedzą, dalej od Wisły u tzw. Polesoków.

Zamek w Czersku widok z wieży bramnej

Widok na Nadwiślańskie Urzecze z wieży zamkowej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak można bez końca… ciekawostka goni ciekawostkę, poznajemy życie na Wiśle, oryli i nadrzeczne bindugi, zwyczaje weselne, sposób ubierania się, rękodzieło, wyposażenie domu. Wielkim atutem książki są nigdy nie publikowane fotografie.

Lektura książki to inspiracja do wypraw i dysput przy grzance nad Wisłą o każdej porze roku. I tak zainspirowani książką obmyślamy nowe trasy na rowerowy slowing po Nadwiślańskim Urzeczu, z dużą orientacją na dobre tradycyjne potrawy…

Autor książki w czasie pokazu filmu w jego opracowaniu o Nadwiślańskim Urzeczu

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *