Opowieść mennonickiego zegara

Mistrz Wojciech znowu mnie zadziwił… Zjechaliśmy do Stacji Klimatycznej Szarnoś na listopadowe slow-warsztaty z dużą orientacją na uciechy stołu i dysputy przy nalewach. Dzień krótki, jesienny, a i pogoda kapryśna nie sprzyja długim wyprawom w malownicze okolice doliny rzeki Osy. Z pleneru wraz ze zmrokiem ciągnie wędrowca do ciepła i bliskości szarnosiowego kaflowego pieca. Piec był dobrze rozgrzany a i stół jak zwykle gościnny, ale była też niespodzianka. Mistrz Wojciech zajął się rekonstrukcją… mennonickiego zegara – co było świetnym wprowadzeniem w nowe dla nas inspiracje do slowingowania po dolinie dolnej Wisły.

Nowe pasje rekonstrukcyjne mistrza Wojciecha

Jeszcze w kanikule letniej w zabytkowej chacie w Chrystkowie, typowej dla budownictwa doliny dolnej Wisły odbył się weekend z mennonitami. Przyjechali goście z całego świata.

IMG 0247 (Large)I tu czas na krótką dygresję. Ksiądz Menno Simons (1496-1561) z Fryzji, w burzliwych latach reformacji i krwawych wojen stworzył bardzo pacyfistyczną doktrynę religijną. Wspólnota mennonitów kierowała się zasadami ogłoszonymi w Kazaniu na Górze i nauką Chrystusa nawiązując do tradycji pierwszych gmin chrześcijańskich. Mennonici – kładąc nacisk na skromne i pracowite życie zgodnie z chrystusową nauką i odrzucając zarazem hierarchię kościelną, większość obrzędów, a także chrzest w wieku niemowlęcym – stali się w Holandii, Niemczech i Szwajcarii najbardziej prześladowaną grupą wyznaniową, zarówno przez kościół katolicki, jak i przez luteranów. Wszędzie groziła im śmierć i więzienie, więc wybrali swoją nową Ziemię Obiecaną – tolerancyjną Polskę, gdzie obowiązywała przyjęta przez sejm w 1573 zasada wolności wyznania. Ich pracowitość i doskonałe umiejętności w walce z wodnym żywiołem, budowaniu tam i kanałów, osuszaniu bagien i tworzenia polderów nadawały się idealnie do ucywilizowania Żuław Wiślanych i kapryśnej zawsze wiosną najdłuższej polskiej rzeki. Dodajmy też, że roboty było moc nie tylko z racji iście holenderskiego położenia Żuław – poniżej poziomu morza – gdyż całe Prusy Królewskie ucierpiały w wyniku wojen z zakonem krzyżackim na początku wieku XVI. Zdrowe zasady osadnictwa na prawie olenderskim i wolność religijna stały się doskonałym impulsem dla mennonitów do wytężonej pracy w pejzażu, który przypominał im opuszczoną z przymusu ojczyznę. Osadnictwo mennonickie rozwijało się bujnie aż do wojny ze Szwecją w latach 1626-1629. Warto wiedzieć, że często, szczególnie w masowych wydawnictwach, myli się mennonitów z olędrami. Nie każdy przybyły wówczas do Polski Holender był mennonitą, tak jak osadnik na tzw. prawie olenderskim nie musiał być Holendrem. Wisłę w Warszawie ujarzmiali w latach dwudziestych XVII wieku osadnicy olenderscy, co nie znaczy, że warszawska dzielnica zwana potem Saską Kępą zasiedlona w roku 1628 na owym prawie olęderskim była zamieszkana przez rdzennych Holendrów. Mennonici na zawsze wpisali się w historię Żuław i doliny dolnej Wisły, a ich kultura materialna zostawiła po sobie wiele śladów w nadwiślańskim pejzażu i w wiejskiej zabudowie. Warto do niej wracać, co czyni wytrwale i z pasją mistrz Wojciech. Na letni weekend mennonicki w Chrystkowie pieczołowicie wykonał repliki drewnianych taczek i łopat według rycin z XVII wieku, a obecnie kończy pracę nad książką „Życie codzienne mennonitów od kuchni”, do której pieczołowicie wykonuje drzeworyty w samodzielnie skonstruowanej prasie. Zegar to takie nowe wyzwanie zainspirowane wydanym w Kanadzie albumem potomka mennonickiej rodziny zegarmistrzów Arthura Kroegera pt „Kroeger Clocks”.

IMG 0240 (Large)

IMG 3629 (Large)

 

 

 

 

 

 

 

Zegary Kroegerów

Protoplasta rodu profesor Peter Krueger (1580-1639) w gdańskim Gimnazjum Akademickim uczył matematyki słynnego astronoma Jana Heweliusza, którego ponoć zachęcił do poświęcenia się astronomii. Wiemy, że w Leśniewie /Reimerswalde/ koło Nowego Dworu Gdańskiego pod koniec XVIII wieku mieszkała rodzina Petera Kruegera. W lokalnych annałach trzech Kruegerów wpisanych jest jako zegarmistrze. Znawca historii zegarów Paweł Fietkiewicz uważa właśnie braci Kruegerów za pierwszych mennonickich kowali – zagarmistrzów na Żuławach. Wytwarzali oni zegary jednowskazówkowe tzw. chodziki o okrągłych, malowanych tarczach z ażurowym dekoracyjnym zwieńczeniem.

IMG 3673 (Large)Rozbiór Polski w roku 1772 spowodował, że mennonici stali się poddanymi mocno restrykcyjnego państwa pruskiego. Szczególną niechęć władz budził ich pacyfizm. Zaczęły się fiskalne represje, które zapoczątkowały falę emigracji. Zegarmistrzowska rodzina Kruegerów wybrała korzystną ofertę kolonizacyjną carycy Katarzyny Wielkiej, która chciała zaludnić pracowitymi osadnikami ziemie odzyskane po wojnie z Turcją. Kruegerowie na początku XIX wieku wyemigrowali do południowej Rosji, do Mołocznej położonej w odległości 120 km od Chortycy (obecnie Ukraina). Kontynuując tradycje rodzinne Johann Krueger w Rosenthal koło Chortycy założył warsztat zegarmistrzowski. Kolejne pięć pokoleń Kruegerów rozbudowało warsztat i w ciągu 125 lat działalności wyprodukowali w Rosenthal ok. 10 tyś. zegarów (w międzyczasie zmienili pisownię nazwiska na Kroeger). Kres tej rodzinnej firmie położyły czystki stalinowskie. W roku 1937 Johann V i Peter V Kroeger zostali wywiezieni na Sybir i nigdy stamtąd nie wrócili. Wielu mennonitów nie czekało na najgorsze i emigrowało już wcześniej do USA, Kanady, do Ameryki Płd., Azji, a nawet do Afryki.

Obecnie mennonici zamieszkują przynajmniej w 66 krajach na świecie. Swoją dawną kulturę, która tak bujnie wyrosła w ich Ziemi Obiecanej – w tolerancyjnej Polsce – kultywują poprzez wiele organizacji. Rozproszoną w wielu źródłach historię mennonitów w Polsce pokazuje najlepiej znakomite studium profesora Edmunda Kizika z Gdańska pt. „Ziemia Obiecana-Ziemia Utracona. Społeczne dzieje mennonitów w Gdańsku, Elblągu i na Żuławach Wiślanych od II poł. XVII wieku do 1945 roku”. Znajdziemy ją również wraz z wieloma ciekawymi artykułami o kulturze menonitów i zegarach rodziny Kroegerów w albumie Muzeum Narodowego w Gdańsku pt: „Mennonici na Żuławach – Ocalone Dziedzictwo” wydanym w 2008 roku z okazji wystawy o tym samym tytule w muzeach Gdańska i Elbląga według koncepcji Ewy Gilewskiej.

Oznakowany szlak mennonitów wije się z Gdańska do Elbląga przez Żuławy Wiślane i zaprowadzi nas po drodze do arcyciekawego Muzeum Żuławskiego w Nowym Dworze Gdańskim. W wielu miejscach spotkamy jeszcze tzw. żuławskie domy podcieniowe o szkieletowej konstrukcji z wysuniętym od frontu piętrem wspartym na drewnianych słupach.

Powstał też oznakowany szlak domów podcieniowych na trasie Koszwały–Miłocin-Trutnowy-Osice-Stablewo-Krzywe Koło.

IMG 0249 (Large)

A teraz już naładowani opowieścią mistrza Wojciecha i… mennonickiego zegara bierzemy się do roboty, a tak naprawdę do asystowania mistrzowi przy pierwszym etapie rekonstrukcji, czyli przygotowaniu i zagruntowaniu odpowiedniej drewnianej deski do malowania tarczy.

IMG 3619 (Large)

IMG 3682 (Large)IMG 3691 (Large)

 

 

 

 

 

 

 

 

Z bottegi Verrocchia do Szarnosia

Gdy mistrz Wojciech przystąpił do pierwszych prac nad deską, twórcza atmosfera spontanicznie pobudziła naszą wyobraźnię i cofnęliśmy się do czasów renesansu i pierwszych nauk młodego Leonarda da Vinci. Pobierał je w pracowni Andrei Verrocchia zwanej wówczas bottega, co oznaczało warsztat lub nawet sklep i mało miało wspólnego z naszym pojmowaniem pracowni artysty. Tu powstawały dzieła sztuki, ale też rzeźby, obrazy, nagrobki, skrzynie posagowe, proporce czy nawet dekoracje teatralne i kostiumy. Leonardo jako discepolo uczył się przydatności rozmaitych gatunków drewna do obrazów, przygotowywania na niej gruntów do malowania oraz tajemnic wytwarzania farb. A wiecie co to jest „przeprucha”, czyli spolveratura? To proces przeniesienia szkiców lub rysunku (cartone) na przygotowaną uprzednio zagruntowaną deskę. Kontury rysunku nakłuwano, a następnie posypywano drobno sproszkowanym węglem drzewnym lub pumeksem. Przesypujący się przez małe dziurki pyłek pozostawiał rysunek kompozycji. Jako discepolo Leonardo uczył się malować używając tempery. Farba olejna wówczas była jedynie wzbogacającym dodatkiem do tempery, aczkolwiek zachwycony jej możliwościami Leonardo, wieczny innowator, wkrótce stał się mistrzem w ich użyciu.

IMG 3612 (Large)

IMG 3664 (Large)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak mistrz Wojciech obrabiał pracowicie deskę, nam przy tym miło się podpatrywało i gawędziło o malarzach i tajemnicach warsztatu, tempus fugit slowly, ale nie samą sztuką człowiek żyje. Nadszedł czas wieczerzy. Wleciały na stół gołębie… no dobrze, bez renesansowego fantazjowania. Wjechały na stół szarnosiowe gołąbki, pieczone, a nie gotowane, było też to i owo wstrząśnięte, nie mieszane, były pyszności z lokalnych masarni, a świeżo tłoczone oleum lniane i rzepakowe ze Świecia miało taki bukiet, że mieliśmy ochotę pić je duszkiem zamiast dodawać go do potraw. Sztuka i stół w jednym stały domu… Slow-life mocium panie, slow-life…

IMG 2976 (Large)

IMG 9933 (Large)IMG 3635 (Large)

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *