Oliwkowa Farma – przepis na miejsce

 Są książki, po które sięgamy przed podróżą. I nie są to przewodniki. Szukamy w nich pomysłu na miejsce innego, niż „zalecają” biura podróży. Chcemy odnaleźć czyjąś osobistą ścieżkę, a dla nas receptę na sztampę. Są też książki, do których dochodzimy po odbytej podróży. Chcemy raz jeszcze zmierzyć się ze znanymi nam już okolicznościami, sprawdzić, czy czegoś nie pominęliśmy, czy jest jeszcze po co tam wracać. Albo po prostu – chcemy zanurzyć się raz jeszcze w świecie, który stał się nam bliski, w doświadczeniach, które były naszym udziałem. I nie muszą to być książki bardzo ambitne. Taką rolę spełnia obecnie tzw. literatura podróżnicza oparta na autobiograficznych przeżyciach. Lekko się ją czyta, cudnie przenosi nas w okoliczności już nam znajome, a czasem nawet zaskoczy czymś, czego sami nie mieliśmy okazji zobaczyć lub przeżyć.

 

Przyznaję – lubię oglądać filmy z akcją dziejącą się na Południu Europy i lubię czytać opowieści pisarzy, którzy zauroczeni krajobrazami, błękitnym niebem i przyjaznym klimatem Lazurowego Wybrzeża, Prowansji czy Toskanii, zapragnęli kupić tam dom lub posiadłość ziemską. Carol Dringwater, aktorka filmowa urodzona w Londynie, będąc na kolejnym festiwalu filmowym w Cannes, także nie mogła oprzeć się temu pragnieniu. Wspólnie z mężem kupiła na wzgórzach Cannes opuszczoną farmę z drzewami oliwnymi i rozpoczęła z ogromnym uporem ratowanie sadu i zabudowań. Walczyła z różnymi przeciwnościami i leniwą administracją południowców, aż w końcu zaprzyjaźniła się z nimi, a nawet pokochała ich spryt i przebiegłość.


lazurowe wybrzeze 301 Kto nie marzy o oliwkowej farmie, pensjonacie na wzgórzu, chateau z winnicą, czy trattorii obsypanej słonecznikami?

Na długie zimowe wieczory polecam więc „Oliwkową serię” /”Oliwkowa Farma”, ”Sezon na Oliwki”, ”Oliwkowe Żniwa”/, na razie trzy pierwsze powieści wspomnianej wyżej Carol Drinkwater. „Oliwkowa seria” znalazła się na liście bestsellerów The Sunday Times, autorka wydała następne trzy tomy powieści, a więc historia oliwek ma ciąg dalszy.   Pierwsze trzy tomy to opowieść o miłości dojrzałej, trudnej, pełnej wyrzeczeń. Carol przekazuje czytelnikom swój dziennik życia – oparte na faktach, spełnione marzenie o wiejskim weekendzie w południowej Francji w pełni prowansalskiego lata. To opowieść o trudach i ogromnej wytrwałości budowania wymarzonego miejsca na ziemi, gdzie można zawsze wrócić ze swoich podróży, do rodziny i przyjaciół. Autorka zgłębia piękno otaczającej ją przyrody, poznaje nieznane strony prowansalskiej codzienności, starożytne tradycje i współczesne obyczaje mieszkańców, ich wierzenia, trudności i radości z plonów. Pokazuje, jak żywy jest jeszcze język prowansalski, nieodłączny element ich kultury. Powoli zbliża się do prawdy o ich życiu.

Nie oszczędza francuskiej biurokracji i przekupstwa, ale również ostrzega przed pochopnymi znajomościami ze wzbogaconymi tutaj przybyszami z innego, tak jak ona, świata, poddaje surowej ocenie nową śmietankę towarzyską Lazurowego Wybrzeża .

 provance 204    Carol i Michael ciężko pracują na farmie, ale każdą wolną chwilęlazurowe wybrzeze 009 poświęcają na zwiedzanie i poznawanie miejsc, które „naznaczyły swoją obecnością” osoby tak znane, jak Pablo Picasso, Vincent Van Gogh, Henri Matisse, Paul Cezanne czy inni artyści, którzy czerpali z tej ziemi inspirację i odwdzięczali się jej w swych dziełach.

Carol Drinkwater delektuje się spotkaniami z bliskimi, uwielbia wieczorne posiłki na tarasie, przy zapalonych świecach i lampce dobrego wina. Cudowne poranki, gdy do wspaniałej palety barw dochodzi odurzający zapach ziół, a śniadanie pachnie świeżo zaparzoną kawą. Rozkoszuje się sałatką z warzyw z własnego ogrodu suto polaną oliwą z własnoręcznie zebranych oliwek i do tego wyprodukowaną w młynie z 1706 roku.


             Śladami tajemnic drzewa oliwnego.

provance 279   Carol fascynuje tajemnica drzewa oliwnego i jego gałązki jako symbolu pokoju, jako drzewa mądrości, wieczności i odrodzenia. Z zaparciem penetruje nieznane turystom rejony Prowansji, aby poznać prawdziwą historię, początek zaistnienia drzewa oliwnego w służbie człowiekowi. Już wie, że dla prawdziwego Prowansalczyka wszystkie drzewa są święte, a ich królową jest oliwka, widzi jak przemiana oliwek w oliwę jest dla farmerów doniosła i święta. Dla Prowansalczyków, stuletnie drzewo oliwne to ciągle dziecina, uważają, że swoje najlepsze owoce wyda w następnym stuleciu. Carol pragnie dociec skąd pochodzi ta mityczna roślina, kto pierwszy wpadł na pomysł, aby ją uprawiać, a oliwę uczynić podstawowym składnikiem naszej diety. Zwraca uwagę ile wysiłku potrzeba, aby ta szlachetna roślina, wygrzana przez słońce, nawodniona przez deszcze, dała produkt tak błogosławiony przez wieki. Fascynuje ją wszystko, co jest związane z uprawą oliwek, procesem tłoczenia i zagospodarowaniem resztek po procesie tłoczenia.

             Oliwa nie płynie szerokim strumieniem…

   Wybrzeże wokół Nicei to jeden z czterech obszarów we Francji posiadający odpowiednie warunki do produkcji oliwy zasługującej na uznanie standardów AOC. Żeby uzyskać dobrą ocenę trzeba się poddać rygorystycznym zasadom kontroli jakości, które nie dopuszczają wrzucania do jednego koszyka rozmaitych odmian oliwek. Uprawa musi posiadać dokładnie 250 drzewek jednego rodzaju. Oliwa tłoczona z owoców wiekowych drzew odmiany cailletier jest gęsta i zielono-złota i z uwagi na ten złoty odcień jest wykorzystywana w wytwórni perfum w Grasse. Twierdzi się, że wrześniowe słońce wpływa na jakość owoców oraz że drzewo oliwne wymaga deszczu w październiku i z początkiem listopada, by jego owoce osiągnęły odpowiednią wielkość. Oliwek nie zbiera się jesienią, pozostawia się je na drzewach, aby w pełni dojrzały. Dopiero wtedy miąższ bogaty w minerały i witaminy daje doskonałą oliwę. Owoce powinny być pękate, fioletowe lub lśniąco czarne, wielkości małych śliwek – wtedy można z nich wytłoczyć dużo oliwy.

Gdy nadejdą zbiory owoce należy zbierać dokładnie w wyznaczonym czasie i we właściwy sposób. Najlepiej zbierać je w listopadzie i grudniu. Nie można liczyć na oliwę najwyższej jakości, jeżeli zbierze się owoce jeszcze zielone lub zbyt dojrzałe – wtedy szybko pokrywają się pleśnią a oliwa ma gorzki smak. Świeżo wytłoczona oliwa powinna smakować śmietankowo i pieprzowo. Zbieranie owoców i tłoczenie jest niezwykle trudną czynnością. Fascynująca jest metoda pomiaru oliwy – kosze muszą być o pojemności 12,5 kg, ilość oliwy mierzy się jednostkami wagi – 1 litr oliwy waży 900 g. Ideałem jest wyhodowanie owoców, które dadzą 3 litry oliwy z tych 12,5 kg owoców.

             Uprawa stara, jak życie.

     Oliwka w Prowansji nazywana jest „drzewem nieśmiertelnym”, faktem jest, że początki oliwki giną w odległej przeszłości, ale są miejsca gdzie Europejczycy i Arabowie stosują metody uprawy, zbieranie i tłoczenie niemal tak starodawne jak życie. Nie wiadomo kto pierwszy wpadł na pomysł, by konserwować owoce, wykorzystywać oliwę w lecznictwie, kosmetyce, czy jako paliwo do lamp. Te i inne pytania nie dawały autorce spokoju, dlatego postanowiła wybrać się w samotną podróż życia i dociekać prastarej historii drzewa oliwnego i wykorzystania jego owoców. Dalsza opowieść, to kolejne tomy poświęcone podróży Carol wokół Morza Śródziemnego w poszukiwaniu śladów kultury związanej z uprawianiem oliwek. To podróż „dociekliwa” i poznawcza na jej własnych warunkach.

100 0777lazurowe wybrzeze 272lazurowe wybrzeze 293

Po tę książkę sięgnęłam ze względów czysto sentymentalnych – kilka lat temu miałam okazję zwiedzać Południową Francję z rodziną i oczarowały mnie: Cap d’Antibes, Bonnieux, Cannes, Iles d’Or, Golfe Juan, Saignon, Juan-les-Pins, Menerbes i inne miejsca w sercu prawdziwej Prowansji, czyli Luberon, które opisuje autorka i nie tylko.

Podążaliśmy własną ścieżką, powolnie, smakując każdy dzień i każde najmniejsze miejsce. Do dzisiaj mam w uszach wieczorny śpiew cykad na farmie, na której mieszkaliśmy. Przywracam w pamięci rozproszone światło na tarasie i zapach lawendy w ogrodzie. Wraca do mnie smak warzyw przynoszonych przez naszych prowansalskich gospodarzy każdego poranka. I wino, i pasztet ich własnej produkcji. I dialekt prowansalski, którego nie byliśmy w stanie zrozumieć. I ich serdeczność, wbrew powszechnym opiniom o Francuzach. Bo wystarczy „odsunąć” się trochę od wielkich hoteli i głównych tras i poznaje się prawdziwych ludzi i prawdziwe miejsca. Można w ten sposób choć na chwilę spełnić marzenie o własnej „Oliwkowej Farmie”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *