Olimpijskie uśmiechy

Lądujemy w Soczi. Marzenia spełnione – olimpiada zimowa na żywo! Czyż nie piękne jest życie kibica?!

Pierwszy haust powietrza po wyjściu z lotniska jest mocno wiosenny. Cóż – jesteśmy nad Morzem Czarnym. Wita nas nasz rosyjski przewodnik Walery i prowadzi do mikrobusu. Humory dopisują, śpiewać się chce, a że kilka toastów za medale Kamila i Justyny już spełniliśmy oficjalnie i… nieoficjalnie w przestrzeni powietrznej Federacji Rosyjskiej to rozpiera nas energia, żywioł i entuzjazm. Obiektywnie rzecz biorąc wsiadając do pojazdu jesteśmy poniekąd po kibicowsku hałaśliwi, ale dobrotliwie. Trudno tylko ustalić repertuar, bo jest dużo koncepcji artystycznych przerywanych klasyczną przyśpiewką: Biało… białoczerwoni… biało białoczerwoni. Nasz kierowca, mężczyzna niewątpliwie dojrzały co z niejednego pieca chleb jadł prowadząc mikrobus spogląda w lusterko wyluzowanym wzrokiem na całą ferajnę i wreszcie pyta:

            – znajecie cztery tankisty i sobaka?

            – Znajem!

I oto rozbrzmiewa nasza pierwsza olimpijska pieśń: deszcze niespokojne potargały sad, a my na tej wojnie ładnych pary lat…

            – Mołotcy – mówi kierowca – eto był haroszyj film, kak mu było… pomniu Gustlika, potom był Grigorij, sobaka Szarik…

Rozśpiewani dojeżdżamy szybko z lotniska do wielkiego pasażerskiego statku Louis Olimpia zacumowanego przy Olimpijskiej Wiosce, który będzie naszym domem. Walery z kierowcą życzą nam wielu medali. Na powitanie Soczi śpiewaliśmy Czterech Pancernych i Psa… czyżby dobry omen na cztery złote medale i jeszcze coś?

wioska olimpijska Sochi (2)

Sochi olimpiada 2014

 

 

 

 

 

 

 

 

Louis Olimpia przytłacza swoją wielkością całe nabrzeże. Czas na procedury bezpieczeństwa. Na ten wielki statek nie prześliźnie się żadna przypadkowa osoba. Najpierw bramka policyjna, potem rejestracja w namiocie recepcyjnym przed statkiem, paszport, voucher, biała bumażka z granicy jako załącznik do wizy, robią nam zdjęcie i ruszamy dalej z zakodowaną przepustką dyndającą na szyi. To ona otwiera kolejną bramkę, prześwietlamy bagaż i teraz dochodzimy do pierwszej recepcji, gdzie otrzymujemy karty do kabin. W recepcji załoga międzynarodowa i multi-językowa, jak to na wielkich pasażerskich statkach. Miła i sprawna. Procedury hotelowe zakończone! Bar i klub na piątym piętrze czekają!

A już jutro skacze Kamil Stoch!

Wyprawa na skocznie w Krasnej Polanie to zarazem piękna wycieczka krajoznawcza po okolicach Soczi. Niby wszystko wiemy, wszystko pokazywali w telewizji, ale teraz przekonamy się jak funkcjonuje cały ten wielki logistyczny system obsługujący gigantyczną infrastrukturę jaka powstała na olimpiadzie.

Sochi woluntariuszki

skoki narciarskie Sochi 2014

 

 

 

 

 

 

 

 

Pierwszy ruch kibica, aby potem swobodnie poruszać się po całej Olimpiadzie, to obowiązkowe wyrobienie sobie tzw. paszportu kibica. Zajmuje to około godziny w specjalnym biurze za okazaniem paszportu i biletu na dowolne zawody. Na stacji kolejowej Olympic Village kontrola jak na lotnisku, ale dużo więcej stanowisk – ok. 30, co powoduje, że nie ma kolejki, a wszystko odbywa się sprawnie i uprzejmie. Elektroniczne tablice informacyjne przy wejściu na stacje i na peronach pokazują godziny i kierunki odjazdów pociągów w języku rosyjskim i angielskim. Co 10 minut odjeżdża nowoczesny pociąg do Parku Olimpijskiego i Soczi, co godzina bezpośredni do Krasnej Polany, czyli w góry gdzie znajdują się skocznie narciarskie i kompleks narciarsko-biathlonowy Laura. Na peronie kibice z różnych krajów, ale najwięcej jest Rosjan i nas Polaków. Mamy flagi, szaliki, czapeczki biało-czerwone, śpiewamy. Młodzi Rosjanie, także miłe i ładne woluntariuszki, robią sobie z nami zdjęcia, przyjacielska, radosna atmosfera wielkiego sportowego wydarzenia unosi się w powietrzu. Chwalimy się Rosjanom, że dzisiaj jedziemy po złoto. Rozdyskutowani i rozbawieni wsiadamy do pociągu. Nowoczesne stacje, tunele, wiadukty – widać gołym okiem, że wszystko pachnie nowością.

IMG 4230 (Large)

Sochi usmiechy2

 

 

 

 

 

 

 

 

Wysiadamy przystanek przed Krasną Polaną na stacji Sadok. Woluntariusze wskazują drogę do kolejki kabinowej, która prowadzi wprost na Russkije Gorki, gdzie znajdują się skocznie narciarskie. Wszystko jest tak skorelowane jak na lotnisku – skoro już przeszliśmy kontrolę na stacji to już jej nie powtarzamy – przy wejściu do kolejki kabinowej do elektronicznego czytnika musimy tylko przyłożyć paszport kibica i bilet. Po ok.10 minutach jazdy wjeżdżamy pod nowoczesną skocznię narciarską. Już nikt nas więcej nie kontroluje, a wszędobylscy woluntariusze pomagają znaleźć swój sektor. Wzdłuż wejścia na odpowiednie sektory rozłożyły się bufety. Z alkoholi podaje się tu grzane wino (250 rbl) i lokalne piwo z kija (200-300 rbl), z przekąsek kiełbaski i placuszki. Atmosfera prawdziwej fiesty, z obcokrajowców najwięcej jest kibiców z biało-czerwonymi flagami, widoczni są Niemcy, małe grupki Słoweńców, reszta nacji nieliczna. Co było dalej… wiecie doskonale z telewizji! Mamy złoto! Radość nie do opisania, wiwaty, śpiewy polskich kibiców, wspólne zdjęcia z rosyjskimi kibicami, którym podoba się wyraźnie polska spontaniczność. Pora jest późna – konkurs zaczął się o 21.30 czasu rosyjskiego, w Polsce to 18.30. Na swoim statku jesteśmy w okolicach drugiej w nocy i bynajmniej nie idziemy spać. Trzeba uczcić medal Kamila Stocha. Statek Louis Olimpia jest na to przygotowany!

Sochi maskotki olimpijskie

kibice na skoczni Sochi

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Następnego dnia wieczorem, tuż pod zniczem, w samym sercu Olimpijskiego Parku odbywa się uroczysta dekoracja medalistów. Po raz pierwszy w Soczi mocno wzruszeni patrzymy na Kamila Stocha ze złotym medalem na szyi, słuchamy Mazurka Dąbrowskiego a polska flaga idzie w górę. Po raz pierwszy i jak się okaże nie ostatni… niebawem zjawi się tu Królowa Justyna!

skoki narciarskie wręczenie zlotego medalu Kamil Stoch

Sochi 2014

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Każdy dzień na olimpiadzie jest inny, tak jak inne są konkurencje i areny olimpijskie, a zarazem tak samo sympatyczny i atrakcyjny. Okazuje się, że kontrole wcale nie są takie męczące, mając na szyi paszport kibica i bilet w kieszeni można swobodnie i bardzo łatwo przemieszczać się pociągami między Krasną Polaną a Parkiem Olimpijskim. Wszędzie rozbrzmiewa muzyka, grasują po deptaku w Parku Olimpijskim muzykanci, tancerze i żywe maskotki olimpiady. Wszystkim rządzi wszechobecny uśmiech!

Sochi usmiechy3

Sochi usmiechy1

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzięki dobrej logistyce olimpijskiej komunikacji można… spowolnić, zapomnieć o codziennym pośpiechu, sycić oczy górskimi krajobrazami dookoła Krasnej Polany, kontemplować pejzaże z kolejek linowych, znaleźć czas na pogwarki z kibicami innych nacji. To niesamowite, jak taki widok przyjaznego olimpijskiego świata dookoła działa fajnie na samopoczucie. Przypomina mi się Polska w czasie Euro.

Sochi Olympic Village

Sochi Apoloniusz Tajner i Jerzy Socała

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam wrażenie, że tak jak Polakom zależało, aby wszyscy u nas się dobrze czuli i bawili, tak samo zależy na tym Rosjanom, jako gospodarzom imprezy. Coś w tym jest, łączy nas słowiańska krew i prastary duch goszczenia się! Bo czym onegdaj był słowiański zwyczaj upijania się w gościnie czy to np. z okazji zaślubin czy też paktu? Oznaką zaufania! Tu w Soczi, nikt nikogo nie namawia do upijania się, ale widać, że Rosjanom, których spotykamy na widowni czy deptaku zależy na dobrej opinii o olimpiadzie. Pytają i cieszą się, gdy mówimy, że jest fajnie, że się dobrze bawimy, życzą sukcesów. No i znają naszą Królową Justynę!

Sochi biegi narciarskie

wioska olimpijska Sochi

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *