Neapol – nieprzemijająca energia i zgiełk

Podchodząc do lądowania zataczamy koło nad majestatycznym stożkiem wulkanu. Miękkie, zielone zbocza Wezuwiusza tylko z lekka odsłaniają groźny krater. Sięgam wzrokiem po Capri i Ischię dumnie sterczące w błękitnych wodach zatoki. Dalej wybrzeże Amalfi z malowniczą linią brzegową, zjawiskowym Positano i dumnym Sorrento. Pode mną Neapol – kryjący w swych ramionach tragedie Pompeji i Herkulanum – spokojnie rozlewa się wśród bujnej roślinności Kampanii. Lecz jego majestatyczny spokój to jedynie złudzenie uskrzydlonego szczęściem człowieka, że znowu tu wraca. Już za chwilę poczuję energię tego miasta, za chwilę zanurzę się w jego zgiełku, posmakuję jego specjałów. Za chwilę…

Nie można inaczej przywitać się z Neapolem, jak poprzez kawę „czarną jak noc i gorącą jak temperament południowca”. Szybki łyk gęstego naparu, zwyczajowa tu szklaneczka „zimnej wody dla ochłody” i jesteśmy gotowi na odkrywanie uroków tego zadziwiającego miasta. Dobrze jednak wiedzieć, że to właśnie tutaj narodził się zwyczaj cafe sospeso, czyli zawieszonej kawy. Pijemy filiżankę aromatycznego napoju, ale płacimy za dwie, podarowujemy w ten sposób jedną nieznajomemu, którego na nią nie stać. Neapolitańczycy w radosnych momentach swojego życia w ten sposób wyrażali solidarność z biednymi: „Włosi rozwinęli w sobie w sposób szczególny poczucie szacunku dla siebie samych, dla osoby” pisze Aleksander Hercen. A wszystko zaczęło się podobno ok. 100 lat temu w Caffe Rosati na Piazza Trieste e Trento. Zwyczaj ten w okresie powojennego dobrobytu podupadł, lecz od paru lat wraca na salony i to nie tylko w Neapolu. Nieopodal Caffe Rosati możemy jeszcze wpaść do słynnego Gambrinusa na uwodzicielską babę (nasączone rumem lub Limoncello ciastko biszkoptowe w charakterystycznym kształcie grzybka), ale lepiej to zrobić wieczorem, kiedy zielonkawo-złoty wystrój kawiarni rozświetlony kryształowymi żyrandolami przyciąga na relaksujące aperitivo.

Neapol 1

Tutaj historia, kultura, jedzenie i codzienność splatają się ze sobą nierozerwalnie

Trudno oddzielić jedno od drugiego. Kto się na to porwie i spróbuje wyłączyć choćby jeden z pięciu zmysłów i wyostrzyć np. wzrok lub smak, ten już na wstępie przegra zmaganie z tym królewskim miastem. Ci, którzy znają włoskie „klejnoty” takie, jak Florencja, Mediolan, Wenecja czy Rzym i odwiedzali je dla ich odnowionych zabytków, eleganckiej sztuki, mody czy antycznych wykopalisk, mogą boleśnie odebrać zderzenie z Napolis. Jeżeli jednak je przeżyją, jeżeli nie uwierzą jak w modlitwę w opowieści o niebezpiecznym i zaniedbanym mieście, odnajdą tu prawdziwy puls miasta śródziemnomorskiego, z całym bólem i bogactwem historii zapisywanymi tutaj, jak w księdze przez Greków, Rzymian, Bizantyjczyków, Saracenów, Normanów, Aragończyków, Bourbonów. Już Stendhal podróżując po Włoszech czuł, że Neapol „ma zgiełk i nastrój stolicy”. W 1816 roku napisał: Neapol jest jedyną stolicą Włoch; wszystkie inne wielkie miasta to tylko potężniejsze Lyony.

Neapol 2

Neapol to Kampania. Szczęśliwa kraina, choć poprzecinana tragediami nadchodzącymi zarówno od pobliskiego wulkanu, jak i napływającymi wraz z kolejnymi „panami” tej ziemi. Prawdziwa, bo któż doceni radość życia, nie zaznając w nim żadnego smutku? Okrutni najeźdźcy i dobrzy władcy nie tylko toczyli bitwy o ten pożądany skrawek ziemi dysponując życiem i śmiercią jej rdzennych mieszkańców, ale rozkoszowali się jej urokami (Tyberiusz spędził na Capri ostatnie 10 lat życia i wybudował 12 rezydencji, po jednej dla każdego z najważniejszych bogów rzymskiego panteonu). Czerpali pełnymi garściami z bogactw żyznej wulkanicznej gleby Kampanii oraz jej rybodajnych wód, ale również wzbogacali to miejsce swoją kulturą, kuchnią i zwyczajami.

Neapol 3

I dlatego mamy tu wszystko… co do szczęścia i nieszczęścia potrzebne. Przepiękną zatokę z szerokimi promenadami nadmorskimi, okazałe fasady pałaców, bogate kamienice oraz plątaninę zaniedbanych ulic i uliczek Spaccanapoli (starego miasta). Ludzi z gorącym charakterem, ale i narodziny mafii. Historię muzyki pisaną w ubogich zaułkach (kto nie zna pochodzącej stąd O sole mio) i w murach neapolitańskiej Opery San Carlo, największej sceny operowej we Włoszech słynącej z doskonałej akustyki (dzięki setkom glinianych dzbanów umieszczonych rzymskim sposobem w ścianach, głos niesie się bez przeszkód aż na wysokość sześciu lóż). Okazałe zamki stemplujące jak pieczęcie kolejne dynastie władające miastem oraz trzepoczące nad głowami przechodniów pranie w obdrapanej dzielnicy hiszpańskiej. Markowe sklepy w Galerii Umberto I oraz mnóstwo małych rodzinnych sklepików wypełniających wąskie vicoli. Bajkowe wybrzeże Amalfi i majestatyczny, groźny wulkan nad miastem. Wystrojonych wieczorową porą Włochów idących na la passeggiata oraz „rzezimieszków” potrafiących wyrwać przechodniowi aparat lub torebkę w ciemnym zaułku.

Neapol 4

Neapol jest jak cała Kampania – zróżnicowany i bogaty w kulturę materialną i duchową. Hałaśliwy i wyciszony, ruchliwy i spokojny, rozśpiewany, ale i rozkrzyczany. Znajdziemy tu wybitne muzea, jak Narodowe Muzeum Archeologiczne, jedno z najwspanialszych na świecie; nie można bez pokory nie przystanąć przed 4-metrową rzeźbą byka farneskiego i nie otworzyć ust w radosnym zadziwieniu przyglądając się przeniesionej tutaj z Pompejów „nieprzyzwoitej” kolekcji erotycznej w Gabinetto Segreto /Tajnym Pokoju/. Nie można też pominąć Palazzo Reale di Capodimonte, olśniewającego pałacu wybudowanego dla panującej dynastii burbońskiej, który kryje jedną z najważniejszych włoskich kolekcji obrazów, rzeźb i zdobnictwa – kolekcję farneską. Trzeba również odwiedzić gwarne targi rybne, warzywno-owocowe oraz zieleniącą się nad starówką cichą dzielnicę Vomero spoglądającą na białe skały Capri i naturalne gejzery Ischii. Nie można nie zagłębić się we wnętrze Neapolu, nie da się spojrzeć i odjechać, trzeba poczuć, posmakować i przeżyć. To jedyne takie miasto.

Neapol 5

Muzeum Archeologiczne_Neapol (2)

Niewiele jest już takich miast na ziemi, gdzie układ ulic centro storico nie zmienił się od… 2500 lat. Starówka skoncentrowała się wokół dwóch równoległych decumani (głównych ulic) – Spaccanapoli, czyli „dzielącej Neapol”, i Via dei Tribunali – które przecinały miasto jeszcze greckie, a potem rzymskie. Ciasno zabudowane kwartały pełne ludzi i wysokich czynszówek, skrywają w mrocznym świetle intrygujące zabytki (w tym wiele sakralnych, w Neapolu jest ponad 400 kościołów), często tak wkomponowane w ciąg kamienic, że z łatwością można je pominąć. Oddech możemy złapać na wyłaniających się ni stąd ni zowąd placykach oraz w zatrzęsieniu małych rodzinnych kawiarni, lokalików i w sklepikach kuszących starociami, instrumentami wszelkiego autoramentu, lokalnymi przysmakami, jak również… „mydłem i powidłem”. Dla tzw. wytrawnego turysty to jest właśnie największy urok Neapolu.

Neapol 6

To nie jest miasto „wypieszczone” i na pokaz. Tu życie rodzinne wkracza na ulice – nonna przechodzi z parującą misą domowego obiadu z jednych drzwi budynku do drugich pomiędzy przechodniami, dzieci odbijają piłkę od zabytkowych fasad kościołów, nad głowami turystów wisi pranie, sklepikarz stoi w drzwiach swojego przybytku gorąco dyskutując ze znajomymi. Tu presepi (żłóbki bożonarodzeniowe) sprzedaje się cały rok, a Święty January, patron miasta, dzieli swój kult ze św. Marią, której kapliczki mijamy na każdym rogu. Zapachy neapolitańskich przysmaków mieszają się z dobiegającą zewsząd muzyką. Neapol – wielka radość i prostota życia zarazem. I to jest właśnie tak kuszące w tym miejscu – trzeba dobrze przygotować zmysły na ten skondensowany atak!

Neapol 7

Kuchnia neapolitańska, jako uliczna historia…

Nie sposób doświadczać spuścizny historycznej i kulturalnej Neapolu bez raczenia się tutejszą spuścizną kulinarną. Ilość i różnorodność okazji do degustacji przyprawia o zawrót głowy. Nie musimy nawet wyostrzać zmysłu smaku, bo zmysł głodu już przypomina o sobie. Nawet nieprzygotowani na te doświadczenia, czyli kojarzący Neapol wyłącznie z narodzinami pizzy, nie unikną zderzenia z „ulicznym jedzeniem”, które wykreował Neapol. I tak – jak nie ulec il couppo fritto, przekąskom smażonym w głębokim tłuszczu i serwowanym przechodniom w papierowych rożkach? Owoce morza, karczochy, anchois, krokiety z dorsza lub ziemniaków, mozzarella w panierce (zwariować można!), aż proszą się o skosztowanie. Albo arancini – ryżowe kulki w panierce nadziewane ragu (sosem z pomidorów, mozzarelli i groszku). Chociaż region ich pochodzenia to Sycylia, wpasowują się w Neapol idealnie. Uwierzcie – lekkie i wygodne, w sam raz na zwiedzanie. Kochają tu zresztą wszelkiego rodzaju frittalle (smażone warzywa) i makaronowe mini zapiekanki wrzucone na głęboki tłuszcz i podawane jako przekąski lub przystawki. Jadłam również coś w rodzaju timballo di maccheroni (zapiekanki makaronowo-warzywnej), myśląc, że zamawiam… trójkąt ciasta do kawy!

Neapol 8

Innego rodzaju lokalnym ulicznym jedzeniem popularnym wśród Neapolitańczyków jest… oczywiście pizza. Nie poszukujcie restauracji chińskich czy greckich, zapomnijcie, że istnieją. Cieszcie się trójkątem pizzy zawiniętym w pergamin (jak prawdziwy mieszkaniec Napolis) i wędrujcie po mieście. Nie węszcie za McDonaldami (wyprowadziły się właśnie z miasta!). Jeżeli chodzi o jedzenie, w Neapolu kosmopolityzm nie istnieje. Tu jada się lokalnie, kocha się własną kulinarną tradycję i regionalne produkty. A jeżeli chodzi o prawdziwą pizzę, to szukajcie w niej prostoty i niewielu składników za to wyśmienitych. Tutaj wiedzą o co chodzi – w końcu to Neapolitańczycy wymyślili pizzę i makaron. A chodzi o podstawy, czyli wyborną mąkę, ciasto i sposób przygotowania. Reszta to dodatki podkręcające smak. Najbardziej podstawowa pizza to pizza bianka (zwilżona oliwą i przyprawiona czosnkiem), zupełnie jak liguryjska focaccia. I tu ciekawostka – nie znają w Neapolu pizzy napoletana, przynajmniej tak mówią, a ja jej nie znalazłam. Skosztować natomiast musicie tutejszej margerity z sosem z pomidorów San Marzano ze zboczy Wezuwiusza, mozzarellą di bufala i bazylią, jak również marinary (pomidory, czosnek, oliwa, oregano i bazylia). Jak widać ta ostatnia wbrew pozorom nie jest z owocami morza – nazwa wzięła się od żywiących się nią marynarzy przypływających do portu. A gdzie skosztować? Najlepiej w małej, rodzinnej pizzerii, a nie w jednej z polecanych w przewodnikach, gdyż nie tylko smak, ale i atmosfera otoczenia wpłynie na wasze zmysły. Pizza to kwintesencja biedy i sytości, która zawędrowała na stoły smakoszy, a pierwsi pizzaiola o takim sukcesie nawet nie marzyli. Tak jak makaron, kolejny symbol Neapolu, była pożywieniem ulicznym, sprzedawanym z miedzianych blach przez obnośnych sprzedawców i jedzona rękami. I tak smakuje najlepiej. Niech eleganckie wariacje na jej temat odejdą w niepamięć – viva Neapol i jego uliczne jedzenie!

Pizza Neapol

Zupełnie inaczej ma się sprawa z neapolitańskimi dolce, czyli słodkościami. Tu wyrazistość smaku miesza się wyrafinowaniem. Tace z oszałamiającą ilością smakołyków spoglądają na nas w tysiącach sklepików i kawiarni, a między nimi: słynne nadziewane migdałową lub czekoladową ricottą cannolli, miodowo-cynamonowe struffoli, ociekające rumem baby. Melanż propozycji to spuścizna po Francuzach, Austriakach i Hiszpanach. Nie wiadomo co wybrać, trzeba sięgnąć po pomocną dłoń lokalnego przewodnika. Zaprowadzi was z pewnością do Antica Pasticceria Pintauro na via Toledo założonej w 1785 roku i nadal prowadzonej przez tę samą rodzinę. Ta niewielka cukiernia ze zdjęciami nestorów rodziny skromnie ustawionymi w ramkach na półce za ladą, jest miejscem gdzie opracowano recepturę słynnej sfogliatelle i gdzie jest ona bez dyskusji najlepsza. Za 2 euro dostaniecie do ręki gorące ciastko w formie konkretnego pasztecika lub delikatnej muszelki wypełnione słodkim ricottowym nadzieniem. Pycha! Innym miejscem dla prawdziwych sybarytów na tej samej ulicy jest fabryka czekolady Gay-Odin założona w 1894 roku. Istne czekoladowe szaleństwo – nawet jeżeli nie dacie się zwariować na punkcie tortu w kształcie Wezuwiusza, to erupcja smaków i aromatów dosięgnie was w pucharze lodów nie do zapomnienia.

Neapol 10

Teraz już nikogo nie zdziwi, że w samym sercu centro storico znajduje się kościół poświęcony… patronowi kucharzy – San Lorenzo Maggiore. Pod nim, po zejściu długimi schodami, stajemy w samym sercu dawnego miasta, na ulicy sprzed 2000 lat. I co widzimy? Sklepy, piekarnie, jatki – prawie takie same, jak na powierzchni. W odkrytej agorze, targowisku i wąskich brukowanych uliczkach głęboko pod powierzchnią miasta, dzisiejszy Neapol może się przeglądać, jak w lustrze. Czy już nie pisałam, że tutaj historia toczy się nieprzerwanie od 2500 lat…?

Neapol 11

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *