Nad Stawy Milickie – cz. I

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Woda, lasy i ptaki

Nic mi świecie, piękności twej zmącić niezdolne!
Błogosławione, które wydało mnie, plemię.
Patrzę na gwiazdy górne i na kwiaty polne
I w oczach swych jednoczę i niebo i ziemię.

Słowa poety niech odwrócą naszą uwagę od wydarzeń dnia codziennego i skłonią do uważnego patrzenia na otaczającą przyrodę. Ona nas nie zdradzi, a urzeczeni jej pięknem będziemy spokojniej znosili wybryki i wyskoki tych, którzy mają na to siłę i ochotę. Pozostaniemy rozważnymi, sprawiedliwymi sędziami młodszych. Czy mądrzejszych od nas? To się kiedyś okaże.

***

Wyprawa nad Stawy Milickie

Reklamy w mediach nawołują nas do planowania letnich wypraw, wycieczek i pobytów w ciekawych miejscach. Postanowiłam więc opisać naszą wyprawę z ubiegłego roku do miejsc pełnych spokoju i uroku, gdzie i starsi i młodsi, a nawet najmłodsi, bez większego wysiłku fizycznego, będą mogli oglądać piękną przyrodę, podglądać ptaki i na rowerach pędzić po asfaltowych ścieżkach, w miejscach, gdzie kiedyś sapała kolejka wąskotorowa. Zapraszam na wyprawę nad Stawy Milickie!

Stawy Milickie_staw z szuwarami

Staw z szuwarami

W minionym roku – 2016 – na początku września spędziliśmy z mężem tydzień nad Stawami Milickimi – jednym z najbardziej urokliwych miejsc w naszym kraju, gdzie na niewielkim obszarze możemy podziwiać jeziora i ptaki żyjące nad wodami, koniki polskie, które tym razem poszły sobie w las, a nawet lamy – dostojne damy, chętnie pozujące do portretów.

Stawy Milickie_portret lamy

Portret lamy

Ale wróćmy do pomysłu. Chcieliśmy wyjechać na kilka dni z rowerami – bo ten środek lokomocji pozwala niespiesznie oglądać świat nie męcząc steranych życiem kolan. Zwłaszcza jeśli rower zaopatrzony jest w silniczek i wystarczy tylko użyć odpowiedniego pokrętła, aby bez wysiłku podjechać pod mniejszą czy większą górkę.

Drugim warunkiem była odległość. Żadne Bałkany czy inne Alpy, żaden Balaton. Ma być Polska i to blisko domu. Kilkadziesiąt lat temu stryjek mojego męża spędzał emeryckie lato pod namiotem nad Stawami Milickimi. Pamiętam nasze odwiedziny i jego opowieści: cisza, spokój, tylko krzyk mew uświadamia człowiekowi, że nie jest na łonie Abrahama, lecz w pięknej okolicy, niedaleko wielkiego miasta – Wrocławia. Poranna kąpiel pod wodospadem łączącym dwa stawy, wyprawy do lasu na maliny, jeżyny i grzyby, wieczory przy ognisku, którego dym odganiał komary.

Zapadła decyzja: jedziemy nad Stawy Milickie!

Odpoczynek w agroturystyce

Od kilku lat spędzamy w Polsce letni czas zatrzymując się w gospodarstwach agroturystycznych. Dotychczas nie zawiedliśmy się na miejscach i gospodarzach, więc teraz też siadam do komputera i rozpoczynam poszukiwania. W wioskach otaczających Milicz jest sporo gospodarstw przyjmujących turystów. Wybieramy to o nazwie „Lawendowa Ścieżka”. Lawendowe pola Prowansji wciąż mam w pamięci. Czyżby klimat w Polsce zmienił się już na tyle, że i u nas możliwe są uprawy tej rośliny? Czy i tu będę mogła zobaczyć obłe zagony w kolorze lekko liliowym ciągnące się niemal po horyzont? Mam krzewinki lawendy w swoim ogródku – co roku większe, obficiej kwitnące, ale wciąż nie tak piękne jak te z katalogu dla miłośników fioletowej barwy i zapachu, którego tak bardzo boją się mole!

Lawenda

Lawenda z katalogu dla właścicieli ogródków (Int.) – Lawenda kwitnąca w moim ogródku

W wybranym gospodarstwie są co prawda nie pokoje, lecz apartamenty, ale może na początku września, gdy czas urlopowy się skończył, dzieci wróciły do szkół, a rodzice do pracy, będzie można znaleźć miejsce dla dwojga emerytów jeżdżących na rowerach? Rozmowa telefoniczna kończy się obiecująco – zajmiemy we dwoje siedmioosobowy apartament za cenę bardzo, bardzo umiarkowaną. Świetnie! Ostatni przegląd rowerów, pakowanie walizki – i wyjazd.

Autostrada A4 zatłoczona – poniedziałek, tiry ruszyły ze wschodu na zachód! Czemu nie jadą kolejowymi platformami po torach? Czemu niszczą asfalt i zatruwają powietrze? Kiedy ludzie odpowiedzialni za los innych zaczną myśleć wyprzedzając czas o lat dwadzieścia czy trzydzieści? Brać pod uwagę wszelkie konsekwencje rozwoju cywilizacji, a nie tylko myśleć o zyskach tych, którzy już i tak mają więcej niż inni? „Tiry na tory” – takie hasło wymyśliłam na początku lat 90-tych XX wieku. Cóż, wielkim politykiem narzucającym swoje pomysły całemu społeczeństwu nie jestem, więc nikt nie usłyszał mojego wołania.

Wyjechaliśmy z domu przed godziną 10-tą. Autostradą A4 dojechaliśmy do węzła Wrocław Południowy, tu wjechaliśmy na północną obwodnicę miasta, po kilkunastu kilometrach skręciliśmy na Poznań, potem przez Trzebnicę na Milicz i przed wjazdem do tego miasta kolejny skręt do celu naszej podróży – wsi Kaszowo.

Agroturystyka_Kaszowo

W Kaszowie zajmowaliśmy apartament na parterze budynku

W otoczeniu sad, ogród, a za płotem las

„Nasze” gospodarstwo agroturystyczne leży na samym początku wsi. Brama otwarta, wjechaliśmy na mały podjazd. Gospodyni – pani Joanna Pasieczna – już na nas czekała. Wprowadziła nas do apartamentu na parterze: dwie sypialnie, salonik z telewizorem, kuchnia z wyposażeniem, ale jest możliwość korzystania z posiłków serwowanych przez właścicielkę: śniadanie i obiadokolacja zwykle zupełnie wystarczają turystom. My też wybraliśmy tę opcję. I nie żałowaliśmy!

Stawy Milickie to raj dla rowerzystów

Przygotowując się do wyprawy poszukiwałam informacji o terenie i jego historii w różnych źródłach.

Stawy Milickie_mapa okolicy

Dolina Baryczy_mapa

Mapki ścieżki rowerowej – od Sułowa do Grabownicy

Rowerowe trasy turystyczne łączą dziś miejscowości Sułów – Milicz – Grabownica, gdzie kiedyś jeździła kolejka wąskotorowa, łącząc wsie i miasteczka leżące w Dolinie Baryczy. Pierwsze pociągi wąskotorówki wyjechały na trasę w roku 1894 i pokonywały przestrzeń z szybkością 24 km/godzinę! I tak sobie jeździli mieszkańcy Sułowa, Milicza i innych wsi i miasteczek aż po Wrocław do roku 1991. Z czasem na szosach między miejscowościami pojawiły się autobusy i to one przejęły rolę wehikułu przewożącego ludzi. Tory kolejki rozebrano, a trasę przebudowano na szlak rowerowy. Ścieżka o szerokości 2 m i długości 20,3 km ma na niektórych odcinkach nawierzchnię bitumiczną, w innych miejscach zbudowano ją z kruszywa. Uroczyste i oficjalne otwarcie ścieżki nastąpiło 1 maja 2012 r. na miejscu postojowym MILICZ ZAMEK. Na poszczególnych przystankach turysta spotka tablice poglądowe informujące o ciekawostkach otaczającej przyrody, a w Sułowie Milickim, na dawnej stacji Milicz-Zamek i Milicz-Wąskotorowy ustawiono ekspozycje taboru kolejowego.

trasa rowerowa trasą dawnej kolejki wąskotorowej

Niebieską linią przerywaną zaznaczono ścieżkę rowerową: Sułów – Milicz – Grabownica

Znaliśmy takie trasy rowerowe z pobytu na Bornholmie w 2001 roku. Wyniesione nad teren nasypy kolejowe, doskonale utwardzone, zostały zamieniona na asfaltowe, szerokie ścieżki, po których jazda rowerem to przyjemność, a nie uciążliwość. Z góry cieszyliśmy się wiedząc co nas – zapalonych rowerzystów – czeka także tutaj.

Historia Stawów Milickich

Wieś Kaszowa leży na terenie Parku Krajobrazowego Dolina Baryczy, który powołany został 3 czerwca 1996 roku. Na terenie Parku są stawy rybne, podmokłe łąki i lasy. Istnieją dobre mapy tego regionu Polski, które kupiłam w sułowskiej księgarni, a można je także znaleźć w Internecie.

Zaskoczyły mnie nazwy miejscowe w tej okolicy: Ruda Milicka, Ruda Sułowska, Ruda Żmigrodzka. Nazwy miejscowości często mówią o historii okolicy, do której turysta przybywa. Tak jest i tym razem: przed wiekami na tym terenie wydobywano rudę darniową. To pierwsza wydobywana i przetwarzana przez człowieka ruda żelaza, którą przetapiano w piecach zwanych dymarkami. Dymarki stosowano jeszcze w XIX wieku mimo funkcjonowania hut z ich wielkimi piecami. Na tych terenach długo jeszcze w prawie każdym większym dworze przetwarzano w dymarkach, na własne potrzeby, rudy darniowe. Ruda była również stosowana w budownictwie oraz jako surowiec do wyrobu farb.

Nazwa geograficzna terenu, który chcemy poznać, brzmi „Stawy Milickie”, nawiązując do największego w Europie kompleksu stawów rybnych, w skład którego wchodzi m.in. prawie 300 stawów w rejonie Milicza i Żmigrodu. Ich założycielami byli cystersi, którzy przybyli do Polski w XII wieku. Byli to zakonnicy, którzy dużo czasu poświęcali na prace rolnicze.

Cystersi wykorzystali wyrobiska po wydobyciu rudy żelaza, powstające przez dziesięciolecia, tworząc największy w Europie system stawów hodowlanych. Doły z odkrywek zalewali wodą doprowadzaną kanałami z Baryczy i jej odnóg, a system śluz umożliwiał później jej ponowne spuszczanie do rzeki, no i, co najważniejsze, odławianie ryb. A że stawy były i nadal są płytkie – ich głębokość nie przekracza 1,5 metra – to łatwo się nagrzewają, dając idealne warunki do życia zwłaszcza cenionym, ciepłolubnym milickim karpiom.

Skąd pomysł hodowli karpia? W średniowieczu ludzie pościli wiele dni w roku. W każdym tygodniu były dwa dni obowiązkowego postu, tak zwane dni stacyjne: środy i piątki. Dodatkowo w prowincjach zachodniej Europy poszczono także w soboty. Post ten polegał na wstrzymywaniu się od pokarmów od rana do godziny dziewiątej, czyli mniej więcej naszej trzeciej po południu. Oczywiście jednostki gorliwsze pościły również w inne dni. Znalazłam informację, że post mógł obowiązywać nawet 192 dni w roku! A jeść coś trzeba, dlatego wyrzekając się mięsa jedzono ryby! To dzięki cystersom na naszych stołach wigilijnych króluje karp: smażony, po żydowsku, w galarecie i…w innej postaci, zależnie od fantazji gospodyni.

Groble stawów obsadzano drzewami, najczęściej dębami, dla wzmocnienia ich struktury, częściowego ocienienia lustra wody i osłonięcia go przed wpływem silnych wiatrów. Dziś groble stanowią naturalne ścieżki dla obserwatorów ptaków na tym terenie, a niektóre ich fragmenty zostały udostępnione rowerzystom.

Grodzisko nad Baryczą

Zaraz pierwszego dnia, po krótkim odpoczynku, wybraliśmy się na pierwszą wycieczkę. Tuż za bramą naszego gospodarstwa, po drugiej stronie szosy przebiegała asfaltowa ścieżka rowerowa – oddzielona od szosy drzewami, absolutnie bezpieczna nawet dla niezbyt wprawnych kolarzy.

Koszowo -ścieżka rowerowa

Asfaltowa szosa przecina ścieżkę rowerową zbudowaną na trasie dawnej kolejki wąskotorowej

Po przejechaniu kilku kilometrów opuściliśmy ścieżkę rowerową i wjechali na polną drogę biegnącą wśród pól i łąk, zamkniętą na horyzoncie ścianą lasu. Ogromny przestwór pozwalał oddychać pełną piersią. Chmury nie zapowiadały pogody przychylnej dla kolarzy w kolejnym dniu. Ale może w nocy zmieni się pogoda i rankiem powita nas wrześniowe słoneczko?

Stawy Milickie - zachód słońca

Słońce zachodzi za ciemne chmury. Jaka będzie jutro pogoda?

Z Kaszowa dojechaliśmy do skraju lasu, nad jakąś odnogę Baryczy. Przed nami niewielki pagórek i kamień:

Grodzisko Kaszowo

Grodzisko z  X-XI w.

Meandrujące koryto Baryczy mogło zniszczyć pagórek, dlatego w latach 60-tych XX w. przeprowadzono w tym miejscu badania ratunkowe – o czym piszą Ireneusz Kowalski i Włodzimierz Ranoszek w książce „Przez stawy i lasy Doliny Baryczy”. Grodzisko Kaszowo, zwane potocznie „Zamczyskiem”, kryje w sobie pozostałości grodu obronnego z 2. połowy X w. Podczas prac zabezpieczających dokonano w tym miejscu odkrycia brukowanego wjazdu i kamiennej podwaliny wieży obronnej z X w. Kto chce uzyskać więcej informacji na temat historii tego miejsca musi sięgnąć do wspomnianej wyżej książki. Ja nie żałowałam na to czasu.

Słońce świeciło już dość nisko – najlepszy czas na zrobienie dobrego zdjęcia. Woda porośnięta szuwarami, pochylone nad nią drzewa, cisza, spokój – i stąd zdjęcie jak z miejsca, którego jeszcze nie zdeptała stopa ludzka:

Nad Baryczą

Nad Baryczą

Atrakcje turystyczne w Rudzie Sułowskiej

Drugiego dnia wybraliśmy się w objazd samochodem całego Parku Krajobrazowego Doliny Baryczy. Jakieś materiały miałam już ze sobą, ale wstąpiliśmy jeszcze do księgarni oraz punktu Informacji Turystycznej w Sułowie i zaopatrzyliśmy się w folderki i ulotki. Z pobieżnego przejrzenia tych materiałów wynikało, że koniecznie trzeba udać się do Rudy Sułowskiej.

Ruda Sułowska to osada założona w XVI wieku przy hucie przetapiającej rudę darniową wydobywaną z miejsc, gdzie teraz są stawy rybne. Wędkarze znajdą tu łowisko, głodni „Gospodę 8 ryb”, ciekawi – liczne gniazda bociana białego, piechurzy – ścieżkę przyrodniczą miedzy stawami, a leniwi – jeśli dobrze trafią – odbędą wycieczkę z przewodnikiem, siedząc na wozie ciągniętym przez dwa siwki lub gniadosze.

Jest tu także Centrum Edukacyjno-Turystyczne Naturum z hotelem, muzeum rybactwa i wieloma innymi atrakcjami, odpowiadającymi potrzebom współczesnego mieszczucha, który w nowoczesnym budynku ma mieć wszystko, co do życia i rozrywki potrzebne.

Ruda Sułowska

Ruda Sułowska – obiekty przygotowane dla turystów

My znaleźliśmy stawy pełne mew i kaczek, ogromne krzewy kozłka lekarskiego, z którego korzeni i kłączy powstaje waleriana, ciszę i piękną pogodę.

Ruda Sulowska - mewy na stawach

Ruda Sułowska: na stawach mewy, łabędzie i kaczki

kozłek lekarski

Kozłek lekarski – nigdzie nie widziałam tak dużych okazów!

Wieża niebieskich ptaków

Kolejnego dnia wybraliśmy się rowerami z Kaszowa, przez Milicz, Rudę Milicką do Grabownicy, gdzie dziś kończy się elegancka ścieżka rowerowa. Na kamieniu wyryto słowa „Koniec kolejki” i „20 km”. Kiedyś kolejka jechała dalej na wschód, może więc ścieżka rowerowa zostanie także przedłużona ku radości wytrwałych turystów?

Nad stawem zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek – kocyk i drugie śniadanie mamy ze sobą – o tym zawsze powinni pamiętać przezorni rowerzyści. A potem – widoki, zabierane w pamięci i na karcie aparatu fotograficznego.

Staw Grabowica

Staw Grabowica: łabędzie z młodymi  –  Staw Grabownica: stado młodych gęsi

Z informacji znalezionych w broszurkach i folderach informacyjnych wiedzieliśmy, że w okolicy jest „Wieża niebieskich ptaków”, z której widzi się ogromną taflę wody i stada ptaków, które tutaj gniazdują i wychowują swoje młode.

Odpoczywając nad stawem słyszeliśmy głosy żurawi – znamy je od dawna, słyszeliśmy wielokrotnie podczas naszych rowerowych wypraw na Mazury. Charakterystyczny donośny głos zwany klangorem, przypomina głos trąbki i jest słyszalny w promieniu kilku kilometrów. Próbowałam wypatrzyć ptaki, ale bez lornetki efekt był żaden. Może uda się zobaczyć je z wieży? Wracamy znad stawu na szosę, mijamy wieś i zgodnie ze znakami informacyjnymi wąską groblą kierujemy się ku tafli wody. Wieżę widać z daleka.

wieża niebieskich ptaków

Wieża niebieskich ptaków nad stawem Grabownica

Rowery zostają na dolnym poziomie, my wchodzimy na platformę obserwacyjną. Ogromna tafla wody zadziwia turystę. I znów brak lornetki nie pozwala dojrzeć ptaków na drugim brzegu. Po chwili na wieżę wchodzi para turystów seniorów wyposażonych w ogromny „teleskop”. Patrzą i słyszę: „są”. Pytam, co widzą. W odpowiedzi słyszę – żurawie. Proszę więc o umożliwienie mi obejrzenia ptaków. Po chwili widzę: na tle lasu, na przeciwległym brzegu stawu ogromne stado – kilkadziesiąt ptaków. Dobiegają do nas głosy, które rozpozna się zawsze, gdy słyszało się je chociaż raz. Mój aparat fotograficzny to nie jest profesjonalne narzędzie pracy reportażysty, więc i zdjęcie żurawi nie pozwala dojrzeć pojedynczych ptaków.

żurawie

Żurawie

Bliskie spotkanie z żurawiami mieliśmy w innym miejscu – ptaki żerowały pod lasem w pobliżu wsi, nie interesował ich przejeżdżający samochód. Wysiadłam i stojąc za autem zrobiłam kilka zdjęć.

żurawie na łące

Żurawie na łące pod lasem, blisko wiejskich zabudowań

Dom “pod sójką”…

W drodze powrotnej znad stawu Grabownica, przejeżdżając przez Rudę Milicką, fotografuję numery domów, obok których namalowano ptaki. I tak sąsiad mieszka „pod sową uszatą”, a inny „pod sójką”, a nie pod numerem 7 czy 23. To bardzo oryginalny sposób oznaczania gospodarstw, nigdzie nie spotykany.

dom pod sową_Ruda Milicka

Numeracja domów w Rudzie Milickiej – tu numery nie są potrzebne

dom pod sójką_Ruda Milicka

Ruda Milicka – numeracja domów

Zamiast konika polskiego… lamy w Koruszce

Któregoś popołudnia wybraliśmy się do wsi Koruszka, gdzie jest ostoja konika polskiego – prymitywnej rasy koni, wywodzącej się bezpośrednio od dzikich koni wschodnio-europejskich, czyli tarpanów. Koniki polskie uznane są za rasę stanowiącą rezerwę genetyczną dla hodowli koni i jako swego rodzaju relikt hodowlany oraz zabytek kultury materialnej Polski powinny być zachowane dla przyszłych pokoleń.

Niestety, koników nie zobaczyliśmy – poszły sobie w las. Ale pamiętam spotkanie z konikami sprzed kilku lat w innym regionie naszego kraju – na leśnej drodze pasło się spokojnie stado z klaczami i źrebiętami. Nie bały się ludzi, ale gdy zsiedliśmy z rowerów, aby się im dokładniej przyjrzeć, niezadowolone ze spotkania z ludźmi, spokojnie odeszły w las.

Za to we wsi Koruszka spotkaliśmy lamy! Tak, tak – lamy w Polsce. W gospodarstwie agroturystycznym „Ceglany dom” hodowane są lamy – w tej chwili są cztery zwierzęta, w tym jedno młode. O ich zwyczajach opowiada nam dziesięcioletni syn gospodarzy – w ten sposób rodzice przygotowują swego następcę.

Koluszka -lamy w zagrodzie

Lamy w Polsce?

Młody gospodarz twierdzi, że lamy lubią kąpiel – stąd na zdjęciu widać strumień wody, którym zaczął polewać zwierzęta.

Zgoda buduje – Niezgoda gości!

Jeszcze jedna wycieczka. Tym razem wyruszamy samochodem do miejscowości Niezgoda, gdzie auto zostaje na parkingu, a my zwiedzanie terenu odbywamy na rowerach.

W miejscowości jest ciekawa tablica informacyjna z ładnymi zdjęciami i hasłem:

wieś Niezgoda

„Zgoda buduje – Niezgoda gości” mówią mieszkańcy tej wioski

Mieszkańcy mają świadomość, że turystyka może dać utrzymanie całej rodzinie i warto na nią postawić. Trzeba zachęcić przejeżdżających do zatrzymania się, zwrócenia uwagi na okolicę, sprawdzenia, czy hasło wypisane na tablicy mówi prawdę – czy warto tu zagościć.

Niezgoda_krokodyl na wjeździe

Krokodyl przyjazny ludziom!

Za wsią, na rozstaju dróg leży wyrzeźbiony w ogromnym klocu krokodyl! Rozłożył się na skwerku jakby wygrzewał się w słońcu, można na nim usiąść, można się przytulić. Rzeźba zwraca uwagę, gdy ktoś zbliża się do wsi. Widać ją z roweru, widać z samochodu. Warto brać przykład z mieszkańców Niezgody – rzut oka pasażera przejeżdżającego samochodu, chwila zastanowienia: może warto się tu zatrzymać? I takie zatrzymanie na dzień czy dwa, to zysk dla mieszkańca małej wioski.

Na rozstaju za wsią skręcamy w węższą drogę i dojeżdżamy do rezerwatu Olszyny Niezgodzkie z mangrowymi krajobrazami drzew rosnących w wodzie. Taki widok w Polsce jest rzadkością. Rezerwat „Olszyny Niezgodzkie”, który zajmuje 74,28 ha, utworzony został w 1987 roku w celu zachowania naturalnego obszaru bagiennego olszyn w zasięgu rzeki Ługi. Pnie drzew wyrastają z wody zielonej od rzęsy, ogromne trawy tworzą runo leśne. Słońce przedzierając się przez listowie rzuca błyszczące refleksy na wodę w miejscach gdzie nie ma rzęsy. W pewnym miejscu dojeżdżamy do mostku na odnodze Baryczy powoli toczącej swoje wody. Może czasem jakiś śmiałek zapuści się tutaj kajakiem? Teraz urzeka nas cisza.

Olszyny w Niezgodzie

Olszyny w Niezgodzie – tu drzewa rosną w wodzie

Jedziemy dalej, przed nami kompleks stawów Jamnik. Nad tym stawem podziwiamy kaczki i gęsi siedzące na sterczących nad wodą ogołoconych grubych gałęziach drzew. Grzeją się w promieniach słońca? Kilkadziesiąt metrów od nas, pod ścianą wciąż zielonych trzcin stoi biała czapla, wypatrując przepływających rybek. Nad taflą wody latają mewy. Jak zwykle głośno krzyczą.

Kaczki i gęsi na stawie Jamnik

Kaczki i gęsi na stawie Jamnik

Łabędzie podpływają do samego brzegu stawu, jakby w oczekiwaniu na rzucenie im skórki chleba, kawałka bułki? Czyżby były aż tak oswojone z ludźmi? Czyżby tak często bywali w tym miejscu turyści?

staw jamnik - łabędzie

Łabędzie na stawie Jamnik

Po krótkim odpoczynku  wracamy na szosę. W naszym kierunku zbliża się duża grupa młodzieży. To maturzyści z nauczycielem-przyrodnikiem pieszo poznają okolicę. Krótka rozmowa pozwala ocenić nauczyciela – przyjaciela świata ludzi i innych istot żywych, i młodzież – rozmowną, kompetentną, rozumiejącą, że idąc pieszo widzi się więcej i dokładniej.

Słoń ze Świętoszowa

A my z Niezgody samochodem wracamy do Kaszowa. Przejeżdżając przez Świętoszyn uwieczniam zza szyby samochodu – słonia. Skąd słoń w tym miejscu? Z odpadów! Fragmenty metalu, rur, jakichś plastikowych wycieraczek – i mamy dzieło sztuki, które niejednego zatrzyma, a może skusi do spędzenia w miejscowości kilku dni?

Słoń ze Świętoszowa

Słoń ze Świętoszowa

***

Kończąc tę opowieść o lasach, stawach i ptakach przytoczę drugą zwrotkę wiersza Leopolda Staffa:

Nic mi, świecie, piękności twej zmącić niezdolne!…
Choć danyś mi jest jeno na krótki ciąg godzin
Cień śmierci mojej duszy nie straszy weselnej.
Przez wieczność już nie było mnie przed dniem narodzin,
A mędrzec dawno uczył mnie, żem jest śmiertelny.

W zwrotce otwierającej ten tekst poeta wyraził zachwyt nad pięknem świata. W drugiej zwrotce poeta uczy nas zachowania spokoju w myśleniu o własnej skończoności. Dostrzegać piękno – w każdym miejscu i zachować pogodę ducha w każdej chwili – oto mądrość przekazana każdemu z nas przez poetę-mędrca.

Obserwując dziś życie społeczeństwa coraz częściej widzimy samotność jednostek. Człowiekowi potrzebne jest od czasu do czasu wyciszenie, ale samotne podziwianie świata nie przynosi zadowolenia. Są bowiem miejsca ładniejsze od innych, a wtedy, gdy chcemy zawołać: „Trwaj chwilo, chwilo jesteś piękna!” lepiej, aby w pobliżu był ktoś, do kogo można się zwrócić, kto również dostrzega otaczające piękno, kto również się nim zachwyca. Oby każdy z czytelników tego tekstu miał szczęście bycia z drugą osobą w chwilach dla niego ważnych, chociaż przecież ulotnych. Trwających krótko, ale zapamiętanych na zawsze.

Do zobaczenia gdzieś w Polsce, którą my będziemy zwiedzać na swoich wysłużonych rowerach, aby poznawać nasz kraj, ludzi i środowisko. Do zobaczenia na trasach lepszych i gorszych, węższych i szerszych, przygotowanych z myślą o pieszych, rowerzystach i automobilistach. A że warto podziwiać nie tylko przyrodę, w następnym odcinku o naszej wyprawie nad Stawy Milickie napiszę o zabytkach stworzonych ręką ludzką: o kościołach i pałacach, o muzeum w Żabim Rogu, o młodzieży przygotowującej się do pracy w terenie.

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

One thought on “Nad Stawy Milickie – cz. I

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *