My name is Bond… James Bond Island

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

W pierwszym tygodniu listopada następca tronu Królestwa Tajlandii, koronowany książę Maha Vajiralongkorn, uroczyście zmienił szaty zdobiące figurę Szmaragdowego Buddy na zimowe. Tym samym zaczął się w Tajlandii tzw. cool season – idealny dla „białasów”. Zostało ciepełko oscylujące przy 32ºC, za to zmniejszyła się wilgotność powietrza i ustały tropikalne deszcze. Nastał czas wypraw do egzotycznej, a zarazem gościnnej buddyjskiej krainy w pobliżu równika, gdzie jada się najlepsze owoce morza na świecie, a postrzępiona linia brzegowa wraz z wyspami liczy tysiące kilometrów. Nic dziwnego, że już dawno temu zjawił się na głębokim południu tego malowniczego kraju wraz z pierwszymi backpakersami James Bond 007. Był rok 1974…

Kraina tysiąca wysp

Kto dzisiaj nie słyszał o wyspie Phuket? Ta największa wyspa Tajlandii liczy sobie 800 km² i wtula się od strony zachodniej w Płw. Malajski. Z lądem łączy ją 600-metrowy most. Zachodnia część wyspy słynie z pięknych piaszczystych plaż i w tej części wyspy rozgościły się luksusowe hotele i masowa turystyka. Na wschód od wyspy Phuket Morze Andamańskie tworzy jedną z najpiękniejszych zatok tropikalnego świata. To zatoka Phang Nga, którą zamyka od wschodu kultowa onegdaj w kręgach plecakowców prowincja Krabi. Tu natura pofolgowała sobie z fantazją tworząc unikalną kompozycję z morza, wysp, skał, wapiennych gór pełnych jaskiń i tropikalnej roślinności. Ten krajobraz jest tak nieziemski, że przypomina miejscami pejzaże z filmów fantasy. Z morza wystają jakieś monumentalne wapienne wieże obrośnięte tropikalną roślinnością, fantazyjne maczugi mitycznych Gigantów, dookoła nich wdzięczą się do obiektywu malutkie wysepki wydrążone w środku przez morze w labirynty przesmyków i grot, otulają je zarośla mangrowe, namorzyny i Bóg jeden wie jakie fantazyjne twory roślinne. Wyobrażacie sobie jak tu było dziewiczo w czasach hippisów, Deep Purple, Pink Floyd’ów, Led Zeppelin i Black Sabath?

Phang Nga National Park to aż 42 malownicze wyspy

Wyspy w zatoce Phang Nga kryją w sobie wiele jaskiń i malowniczych zatoczek

 

 

 

 

 

 

 

 

I oto w tych plenerach, epokę temu, ekipa nieśmiertelnego agenta 007 – Jamesa Bonda pojawia się w rajskiej zatoce. Jamesem Bondem po raz drugi jest rozsławiony serialem Święty Roger Moore, następca Seana Connery i George’a Lazenby (Bonda jednokrotnego). W nieznanym kinomanom i turystom plenerze kręcą finałowe sekwencje Człowieka ze złotym pistoletem (The Man with the Golden Gun).

James Bond Island - żeby nie było żadnych wątpliwości

Słynna skalna maczuga przy plaży wyspy Jamesa Bonda

 

 

 

 

 

 

 

 

Nazywam się Moore… Roger Moore

W roku 2009 nakładem wydawnictwa Albatros A. Kuryłowicz ukazała się w Polsce arcyciekawa i dowcipnie napisana autobiografia aktora, który Jamesem Bondem był po siedmiokroć, czyli Rogera Moore’a. Fajnie czyta się po latach wspomnienia aktora z tajskich plenerów, gdy zamieszkał z ekipą na Phuket:

„(…) nasi scenografowie pojechali tam wcześniej, by zarezerwować dla nas jedyny w wiosce hotel. Było w nim tylko sześć bardzo prymitywnych pokoi, które zajęli Cubby, Christopher, Guy, obie panie i ja. Dostał mi się dość duży pokój z wentylatorem na suficie – o klimatyzacji nikt tam wtedy nie słyszał – i znajdującym się o schodek niżej pomieszczeniem, które żartobliwie nazywano łazienką. W maleńkiej komórce bez okna znajdował się piętnastocentymetrowy zlew z kranem i kwadratowy podest z dziurą w środku, pełniący rolę toalety. Nad podestem sterczała główka prysznica, obok stało wiadro do spłukiwania nieczystości. W rozmowie z Cubbym zażartowałem, że dzięki temu mogę równocześnie kucać nad dziurą, myć zęby i brać prysznic (…)”

Dodajmy, że Cubby to producent Albert Broccoli, a obie panie, czyli dziewczyny Bonda to w tym filmie Maud Adams i Britt Ekland, eks żona Petera Sellersa.

Tytułowego przeciwnika Bonda grał zaś Christopher Lee, skoligacony „w randze kuzyna” z Ianem Flemingiem, autorem książek o przygodach agenta 007. Ekipa codziennie wstawała bardzo rano, by około godzinę płynąć motorówką i przystąpić do charakteryzacji i przebierania się w garderobianej łodzi zacumowanej nieopodal malutkiej wysepki. Roger Moore nawet nie wspomina nazwy tego maleństwa. A nazywała się Khao Phing Kaan…

Khao Phing Kaan ma liczne jaskinie

Teraz to śliczniutkie maleństwo, to znana jako James Bond Island gwiazda pośród 42 wysp, które wchodzą w obszar Ao Phang Nga National Park. Sukces filmu rozsławił dziewicze i rajskie zarazem tajskie plenery. Wyspą Phuket zainteresowali się szybko inwestorzy hotelowi. Na szczęście dla wielbicieli natury w zatoce Phang Nga utworzono Morski Park Narodowy. I dzisiaj, niczym Roger Moore do swej roli Bonda, ruszamy z przystani w pobliżu wyspy Koh Panyee, aby po godzinie uroczego pływania staromodną tzw. longtail boat dotrzeć do słynnej wysepki.

Tylko tak można się desantować na wyspie Bonda

 

Czy wszyscy jesteśmy bondologami?

Wyspa Jamesa Bonda stała się modnym celem całodniowych wycieczek z wielu zakątków wyspy Phuket i prowincji Krabi. Co to znaczy dobra robota filmowa i znakomite zdjęcia! Roger Moore doczekał się kolejnych swoich następców, robi już za klasyka, a sama seria bondowskich filmów jest istnym fenomenem pop kultury, bo ciągle trwa. Jest najdłuższym serialem kinowym w dziejach, łączy kilka pokoleń facetów. Pisał o tym nawet Umberto Eco. Liczne podróże, piękne plenery, wnętrza luksusowych hoteli i kasyn gry, atrakcyjne dziewczyny, a także upodobania Bonda do określonych marek samochodów, zegarków, alkoholu czy papierosów są realne. Są w zasięgu ręki i… zasobnego portfela. Nie musimy być ścigani przez KGB czy terrorystów, ale możemy pójść do kasyna gry czy do lobby baru w luksusowym hotelu w egzotycznym kraju, zamówić Martini z wódką wstrząśnięte, nie mieszane, poznać piękną turystkę chociażby w łodzi płynąc bondowskim szlakiem. Bond w wersji Rogera Moore’a był bardziej playboyem niż killerem. Taki Bond wręcz promował w naszej podświadomości upodobanie do podróżowania.

Nieśmiertelny James Bond istny patron lokalnego biznesu

Okazuje się, że na wyspę Bonda codziennie przypływają całe stada bondologów

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak to fajnie zobaczyć, że świat się zmienił, a Wyspa Jamesa Bonda jest taka sama i namacalna, może zatłoczona, ale ciągle piękna. Trzeba pochwalić Tajów, że nie umasowili wypadów na wyspę w stylu amerykańskim. Morski Park Narodowy ma swoje prawa i swój rytm życia. Staromodne łodzie typu longtail – długi ogon, zabierają 10-12 pasażerów i samo pływanie nimi między fantazyjnymi wyspami jest już atrakcją samą w sobie. W pobliżu Wyspy Jamesa Bonda są zacumowane łodzie–bazy, gdzie ambitniejsi turyści mogą się przesiąść na kajak i wyruszyć na fascynującą penetrację licznych zakamarków i jaskiń na okolicznych wysepkach, wpłynąć w labirynty namorzynowego lasu. Na samej wyspie nie ma żadnej przystani – skrawek zatoki z plażą jest więc dostępny tylko dla „długich ogonów”. Co prawda co i raz podpływają nowe desanty turystów, ale rozmiary łodzi zapobiegają problemowi zatłoczenia wyspy. Między uroczą zatoką a jaskinią rozłożyły się kramy i kramiki small businessu pamiątkarskiego, ale nie ma tu typowego dla krajów arabskich wciskania czegokolwiek na siłę, jest raczej atmosfera buddyjskiego spokoju.

Stacja benzynowa na trasie Krabi - Phang Ngaobfituje w lokalne produkty

pogwarki z tajskim przewodnikiem po lunchu naKoh Panyee

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na pobliskiej wyspie Koh Panyee znajduje się osada rybacka, tam można zjeść lunch złożony z lokalnych produktów. Malutki meczet świadczy o tym, że mieszkają tu muzułmanie. Przypomina nam, że jesteśmy blisko granic Malezji, a to już kraj muzułmański. Po powrocie na ląd czeka nas w drodze powrotnej do Krabi jeszcze jedna atrakcja – buddyjska świątynia Suwankhuna w tzw. małpiej jaskini. Niepozorne wejście kryje gigantyczną grotę, w której widzimy figury Buddy. Grota ma drugie wyjście i liczne zakamarki, wszędzie biegają sobie żyjące tu na wolności małpy, a za nimi turyści z aparatami…

Osada rybacka na wyspie Koh Panyee

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nipozorne wejście do gigantycznej groty małp ze świątynią buddyjską w środku

Na trasie Phang Nga - Krabi słynna buddyjska świątynia Suwankhuna w jaskinii małp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Powoli kończy się dzień pełen atrakcji, przed nami tajska kolacja. Lecz tajska kuchnia to już temat na oddzielną opowieść!

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *