Misiek jedzie na wakacje. „Tara” – miejsce, gdzie żyją szczęśliwe konie. Opowieść trzecia

 W drugiej połowie maja rodzinę mojej córki Antoniny zelektryzowała informacja Schroniska Tara zamieszczona na Facebooku, a zatytułowana „Wielka przeprowadzka”. Przeczytali: „jeżeli zdążymy ze wszystkim na czas, to już w sobotę (19.05. b.r.) startujemy z przewożeniem koni na LETNI WYPAS na soczyście zielonych łąkach (…)”. W Piskorzynie przebywa adoptowany przez nich koń Misiek, jego nieodłączny przyjaciel Bolek, niesforny kucyk Jasiek, stareńka klacz Łagodna i inne konie. Czy to znaczy, że zobaczą swoich końskich przyjaciół dopiero jesienią? Bo przecież było jasne, że Misiek i pozostałe konie z Bandy Głównej* opuszczą Schronisko w Piskorzynie i pojadą na wakacje! Opiekunowie przewiozą je na oddalone o około 13 km łąki Natura 2000, gdzie pozostaną aż do września! Hektary zielonej, soczystej trawy, słońce i świeża woda z odwiertów specjalnie w tym celu wykonanych – oto koński raj na najbliższe miesiące.

Konie nie pozostaną tam same. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę będą pod czujnym okiem pracowników Tary i wolontariuszy.

Jest rzeczą oczywistą, że konie będące na letnim wypasie można odwiedzać. A nawet, jako adopcyjna rodzina Miśka, w czasie wakacji moi najbliżsi mogliby rozbić namiot i razem z wolontariuszami Tary spędzić na łąkach Natura 2000 dzień lub dwa ze swoimi pupilami, ale… wakacje są dopiero w lipcu, a oni chcą Miśka zobaczyć już dziś! Chcą wyprawić go na wakacje i  życzyć mu wspaniałych wrażeń i pięknej pogody!

Postanowili więc jednogłośnie: w sobotę, z samego rana ruszamy do Tary.

Jak zwykle w dniach wyjazdów do Piskorzyny trzeba rano wstać, ale słońce też wstaje coraz wcześniej, więc … poszli w jego ślady.

Trzeba się spieszyć, bo nie wiadomo, w jakiej kolejności konie będą wywożone na letni wypas. Jeżeli przyjadą do Piskorzyny zbyt późno, może się okazać, że Misiek opuścił Schronisko i hasa już po zielonych łąkach. Przed wyjazdem zaglądają jeszcze na Facebooka. Okazuje się, że pośpiech jest bardzo wskazany. W sobotę rano na facebookowym profilu Tary pojawiła się kolejna informacja o tym, że przewożenie koni na wypas rozpoczęto wcześniej, w piątek, że już ponad 20 koni  opuściło Schronisko i udało się na letni wypoczynek.

Niepokój moich bliskich wzrasta. Ale mają nadzieję, że Misiek jeszcze nie opuścił Tary. Jego boks znajduje się w głębi stajni, w trzecim rzędzie, więc jeżeli koniki wyjeżdżały na wakacje po kolei, to jest szansa, że Misiu i Boluś nadal są na miejscu.

Jeszcze tylko szybkie zakupy dla innych podopiecznych Schroniska. Ponieważ konie wszystko, czego potrzebują, będą miały na łąkach: zielona, świeża trawa to dla nich najlepszy pokarm i źródło witamin po zimowej diecie, decydują się na zakup kilkunastu kilogramów specjalnej, suchej karmy dla szczeniąt. W Tarze oprócz koni są przecież i inne zwierzęta, a ostatnio ktoś podrzucił do Schroniska trzy maleńkie suczki. Nie mogą ich adoptować, więc przynajmniej w ten sposób zadbają o to, żeby zdrowo i szczęśliwie rosły…

Zabierają także ze sobą używaną kuchenkę mikrofalową. Komuś już niepotrzebna, w Schronisku przyda się na pewno. Wprawdzie lato to okres, kiedy około 80 koni przebywa na letnim wypasie, więc jest nieco mniej pracy przy zwierzętach, ale jednocześnie to czas remontów i przygotowań do zimy. Do Schroniska przybywa więc więcej wolontariuszy.  Przyda im się kuchenka mikrofalowa, która wprawdzie mniej zdrowo i smacznie, ale za to szybciej pozwoli przygotować posiłek

W sobotę 19 maja b.r. około godziny 11.00 moja córka, zięć i wnuczki – Dominika i Antonina, czyli Mika i Tola – są w Schronisku. Już z daleka zobaczyli zaparkowane przy Stajni Głównej dwa samochody do przewozu koni. Za jednym razem mogą one przewieźć 6 zwierząt.

M1 Samochody do przewozu koni są  gotowe,M2 a  boksy puste…

 

 

Załadunek właśnie się kończył. Przyjezdni przyspieszają kroku, podchodzą i zaglądają do przyczepek. Które konie za chwilę opuszczą Schronisko? Czy jest wśród nich ich Misiek? Widoczne w przyczepkach zady są gniade (brązowe) i siwe, więc  to nie Misiek. On jest czarny. Czym prędzej kierują się do stajni. Przy wejściu witają ich puste, pootwierane boksy. Znikło też siano, którym zawsze grubo, szczodrze była wyścielona ich podłoga.

Na szczęście nie wszystkie boksy są puste. Na wprost wejścia widzą Bolusia, który niespokojnie drepcze po boksie. No, skoro jest Bolek, to znaczy, że i Misiek jeszcze nie wyjechał na wakacje. Przecież przyjaciół, zwłaszcza tutaj, w Tarze, się nie rozdziela! Rzeczywiście, w swoim boksie kręci się Misiek. Oba koniki wydają się niższe niż wtedy, kiedy widzieli je ostatnio. To dlatego, że ich boksy zostały już  posprzątanie i na podłodze nie ma półmetrowej warstwy siana.

Misiek, widząc ludzi, ciekawie wyciąga szyję i wychyla głowę. Jakby pamiętał, że kiedy go odwiedzają, a on wysuwa z boksu pysk, to trafia do niego słodka marchewka, jabłko albo inny przysmak. Tak jest i tym razem. Dziewczynki karmią Miśka słodkimi marchewkami, które pochłania w dwóch, trzech kęsach i natychmiast dopomina się o następne. Boluś także dostał swoją porcję przysmaku.

Samochody z załadowanymi konikami odjechały dopiero przed chwilą i nie wrócą wcześniej niż za 30-40 minut. Tola i Mika obiecują Miśkowi, że zanim wyjedzie na wakacje jeszcze tu wrócą, aby się z nim pożegnać, a teraz idą przywitać się z innymi zwierzętami mieszkającymi w Tarze. Zaglądają do będących jeszcze w stajni kolegów Miśka i Bolka, którzy także oczekują na transport na łąki, a potem idą do innych zagród.

   Najbardziej ciekawi są niespełna miesięcznego źrebaczka-kucyka – Wrzosa. W marcu wykupiono z transportu zwierząt przeznaczonych na rzeź niepozorną, zaniedbaną kucyczkę Wiosnę. Nikt nie podejrzewał, że jest ciężarna. Ale oto w kwietniu pojawił się w jej boksie maleńki konik.

M3 nowa miłośćNowa miłość moich wnuczek – źrebak-kucyk Wrzos

Dziś Wiosna jest szczęśliwą, dumną młodą mamą małego Wrzosa. Jej sierść, niedawno jeszcze brudna, skołtuniona i zawszona, nabrała blasku, a schorowane, ochwacone kopytka zostały „zrobione” przez kowala tak, że Wiosna powoli, bo powoli, ale nareszcie może poruszać się bez bólu.

 M4 Nazywam się Wrzos, moją mamą jest Wiosna

Nazywam się Wrzos, moją mamą jest Wiosna

 A Wrzos? Jest najsłodszym i jednocześnie najmniejszym źrebaczkiem, jakiego członkowie mojej rodziny wiedzieli w życiu. Jego grzywa to na razie delikatne, mięciutkie loczki, podobnie jak skręcony, siwo-biały ogonek. Goście mogą wejść do stajenki i na padok, na którym mieszka Wiosna i Wrzos. Powiedziano im, że jeżeli będą zachowywać się spokojnie i nie  będą wykonywać gwałtownych ruchów, Wrzos szybko przywyknie do obecności ludzi i pozwoli się pogłaskać. I tak było rzeczywiście. Źrebaczek nie miał nic przeciwko głaskaniu po grzywie i łebku, ciekawie obwąchiwał ręce moich wnuczek Miki i Toli. Niestety jest jeszcze za mały,  żeby poczęstować go marchewką. Marchewki dostaje więc Wiosna. Jest tak łagodna i ufna, że nie ma nic przeciwko temu, że  Mika i Tola zajmują się jej maluszkiem.

M6 Oj malutki ten Wrzos, malutki…2 M5 Oj malutki ten Wrzos, malutki…

 

 

 

 

 

A kiedy Tola przykucnęła, żeby spojrzeć Wrzosowi prosto w oczy – dopiero wtedy ich oczy znalazły się na tym samym poziomie – maleńki kucyk podszedł do niej od tyłu i zaczął skubać koszulkę na jej plecach. Kiedy po dobrym kwadransie ludzie opuszczali stajenkę Wrzosa i Wiosny, źrebaczek… zarżał cieniutkim, cichutkim głosem. Jakby sprzeciwiał się temu, że już go opuszczają i zapraszał Mikę i Tolę do dalszej zabawy.

Ale oni muszą już iść dalej. Chcą jeszcze odwiedzić  inne, starsze nieco niż Wrzos, „podrośnięte”, źrebaki. One też jako jedno- lub półtoraroczne młode koniki zostały wykupione, razem z mamami, z transportu na rzeź. Veto, Szlachcic, Szogun, Bazyl, Dakota, Norman, Muminek i Odyn – „źrebaki-słodziaki” albo „źrebaczki z jednej paczki”- jak je nazywają przyjaciele Tary – przebywają na osobnym padoku i tworzą odrębne stadko. One podobnie jak Wiosna, Wrzos, Łagodna, niewidomy Celnik, stareńka Biała Tara i inne konie za młode, zbyt stare lub zbyt chore, pozostaną na lato w Tarze. Źrebaki choć zdrowe, są zbyt młode, żeby dołączyć do takich urwisów z Bandy Głównej jak Misiek czy Bolek. Poza tym nie znają jeszcze „elektrycznego pastucha” i  zanim zostaną wypuszczone na łąki ogrodzone takim właśnie pastuchem muszą nauczyć się, jak zachowywać się w jego bliskości.

M8 Żrebaki-słodziaki w całej krasie 2 M7 Żrebaki-słodziaki w całej krasie

 

Krótka wizyta u podrostków to obowiązkowe częstowanie ich marchewkami. Źrebaki przebywają w Tarze już od ponad dwóch miesięcy i na tyle oswoiły się z ludźmi, że bez wahania podchodzą do odwiedzających, domagając się przysmaków. Kiedy moi bliscy chodzą po padoku, podążają za nimi krok w krok, jak psy. A kiedy Mika przysiadła na ogrodzeniu, Szlachcic bez pardonu zaczął obgryzać jeden z jej butów.

W pewnym momencie pod Stajnię Główną podjechały samochody. Szykuje się następny transport na łąki. Może już kolej na Miśka i Bolka? Adopcyjni „rodzice” Miśka szybko kierują się ku stajni. Pytają opiekunów zwierząt: kto jedzie teraz? Misiek? Może być Misiek – decyduje pan Piotr, mąż Scarlet – założycielki Fundacji, kierownik Tarowego gospodarstwa, a dziś głównodowodzący przewozem koni na wypas.

M10 Misiek i Bolek na przyczepceM9 Misiek opuszcza stajnię

Skoro jedzie Misiek, to oczywiście i Bolek.  Kiedy tylko drzwi boksu Miśka uchylają się, ten natychmiast wysuwa łeb i pcha się do wyjścia. Widocznie ma już dosyć oczekiwania w pustym, pozbawionym sianka boksie, które można było skubać do woli.  Koń grzecznie daje się prowadzić przez całą stajnię i spokojnie maszeruje za Bolkiem w stronę samochodów. Oba konie sprawnie i bez żadnego sprzeciwu wsiadają do przyczepki. Jakby wiedziały, że na końcu tej krótkiej podróży czeka na nie nagroda: bezkresne, zielone łąki pełne soczystej trawy!!!

Kiedy transport z Miśkiem i Bolkiem gotowy był do odjazdu, padła nieoczekiwana dla moich bliskich propozycja: możecie jechać razem z nimi na łąki Natury 2000 i dopiero tam pożegnać swoich pupili. Bez chwili wahania zajęli miejsca w samochodzie. W drodze rozmawiają z kierowcą i jego żoną. Okazuje się, że to rodzice adopcyjni innego Tarowego konika – pięknej klaczy o imieniu Melisa. Przyjechali do Schroniska w sobotę, aby swoim prywatnym samochodem i wypożyczoną przez siebie przyczepą do przewozu koni, przez cały dzień wozić podopiecznych Fundacji „na wakacje”. Piękny gest i wspaniali ludzie. To m.in. dzięki takim osobom Schronisko może funkcjonować.

Droga na łąki nie trwała długo. Po ok. 15 minutach byli na miejscu. Jeszcze tylko rozładunek koni – Miśka, Bolka i pozostałych 4 rumaków, które przyjechały drugim samochodem – potem około 200 metrów marszu polną drogą i witajcie zielone łąki!

Pojawiają się wolontariusze. To oni zajmują się rozładunkiem i przeprowadzeniem koni na wakacyjne pastwiska. Przyjaciele Tary, laicy, nie obyci na co dzień z końmi, mogliby sobie nie poradzić. Szczególnie z takimi urwisami i łakomczuchami, jak Bolek i Misiek. Bo Boluś, gdy tylko poczuł pod kopytami piaszczystą drogę, a w nozdrzach zapach soczystej trawy… czmychnął na łąkę, nie bacząc na to, że  to nie jest TA łąka, i że do terenów udostępnionych Fundacji trzeba jeszcze kawałek iść.

M12 Ostatni etap M11 Wolontariuszka ma już Miśka na uwiązie

 

Bolek je już trawę, a ja?! – pomyślał pewnie Misiek, bo … skoczył za Bolusiem. A że oba koniki są słusznych rozmiarów i wielkiej siły, pociągnęły za sobą prowadzące je na uwiązach wolontariuszki! Dziewczęta nie siłą – na tym polu byłyby bez szans – ale sposobem pokonały  Miśka i Bolka. Zamiast szarpać się ze zwierzętami, pozwoliły im na kilka słusznych kęsów soczystej trawki. Konie przeżuwając zdobytą trawę, w miarę potulnie, dały się wyprowadzić na drogę i pomaszerowały na letni wypas. A w nagrodę, już po kilku minutach, pasły się razem z innymi, przybyłymi wcześniej konikami z Tary na soczystych  łąkach Natura 2000.

 M13 Pasące się stado koników

Pasące się stado szczęśliwych koników 

A moje wnuczki i ich rodzice, w oczekiwaniu na powrotny transport do Schroniska, cieszyli się widokiem Misia, Bolusia i pozostałych 40 pięknych, szczęśliwych koni, pośród których brykał niesforny kucyk Jasiek. A gdyby nagle nad łąką pojawiła się tęcza, to uznaliby, że trafili do końskiego raju. Bo taki właśnie jest koński raj: soczyste, zielone łąki za tęczowym mostem…

Opowieść została, jak zwykle, stworzona siłami wspólnymi: zdjęcia wykonały wnuczka i córka – obie Antoniny, pierwszą wersję opowieści napisała córka Antonina, a całość literacko i technicznie opracowała mama-babcia, też Antonina.

 O przeczytanie naszej opowieści prosimy wszystkich miłośników koni – cieszmy się wspólnie ich szczęśliwym życiem na bujnych, zielonych łąkach, zamiast zjadać je jako końskie kabanosy!

 

 * Grupy zwierząt mają w Schronisku Tara swoje nazwy. I tak :

Banda Główna to grupa około 80 koni – młodych, zdrowych, mających różne pomysły na wyrwanie się spod opieki i poskubanie poza ogrodzeniem świeżej trawy. To one rozwalają ogrodzenia, wyrywają się opiekunom by pogalopować „w siną dal”. Na lato wywożone są na łąki, np. Natura 2000.

Staruszki – jak sama nazwa mówi są to konie stare, chore, wymagające więcej troski i stałej obecności przy nich pracowników Schroniska.

Okoliczni – to niektóre koniki oraz inne zwierzęta, których szopki i padoki otaczają pałac i są widoczne z jego okien. Podrzucone psy, uratowane kozy, świnki morskie, którymi nie chcą się już zajmować miejskie dzieci, także trafiają do Schroniska. To tutaj znajduje się szopka i padok Wiosny i malutkiego Wrzosa. Im wszystkim bardzo potrzebna jest codzienna opieka ludzi. Zebrało się już sporo tego towarzystwa i żeby zajmujący się nimi ludzie nie musieli biegać zbyt daleko, zgromadzono zwierzęta jak najbliżej domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *