Kuchnia+ Food Film Fest, czyli opowieści o Rycerzach Dobrego Stołu

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

To był piękny poranek…

Arkady Kubickiego, jak i cały Zamek Królewski omiatały radosne promienie październikowego słońca, a ja i moje otwarte na nowinki kubki smakowe wraz z wesołą damską kompaniją w osobach Doroty i Małgosi wkraczaliśmy do Piątej Ćwiartki na poranne misterium kulinarne, czyli Slowfoodowe Śniadanie. To niezwykle inspirujące wydarzenie gastronomiczne towarzyszyło Kuchnia+ Food Film Fest.

Była sobota, a ja jeszcze miałem w pamięci piątkowe festiwalowe pokazy, a szczególnie niezwykły film „ Jiro śni o sushi”.

Jiro Ono to najsłynniejszy mistrz sushi na świecie. Od opiniotwórczego przewodnika Michelina otrzymał trzy gwiazdki. Jiro ma…85 lat i nadal pracuje, co czyni go najstarszym kucharzem świata. Jego prestiżowa restauracja Sukiyabashi w Tokio posiada tylko dziesięć miejsc siedzących. Na te miejsca trzeba się zapisywać z rocznym wyprzedzeniem. Mistrz Ono bynajmniej nie ma „prymitywnych pomysłów”, aby zwiększyć ilość miejsc. Tak zapewne radziłby mu pospolity marketingowiec w USA czy Europie. Ale jesteśmy w Japonii. Jiro stawia na absolutną jakość sushi firmowanych jego osobą, czuje się odpowiedzialny za każdy talerzyk wypełniony smakowitą zawartością.

jiro_śni_o_sushi

To niezwykłe, że pełnometrażowy, ale dokumentalny przecież film o mistrzu sushi oglądałem z napięciem, jak pełne zwrotów akcji filmy samurajskie. Zdjęcia teoretycznie prostych gastronomicznych czynności jak krojenie ryby, od momentu jej wyboru na rybnym targu Tsukiji po przygotowanie już jej miniaturowego skrawka, pokazane są jak wyczyny mistrzów katany, czyli samurajskiego miecza. Tu nie chodzi o efekciarstwo twórców filmu, ale oddanie idei doskonałości lub raczej drogi nieustannego dążenia do doskonałości towarzyszącej mistrzowi przez całe życie. A jako wielbiciel sushi, a i bywalec Japonii, chłonąłem filozofię mistrza i towarzyszącą jej wiedzę , wręcz alchemię, prowadzącą do finału jakim jest doskonałe sushi na stole i zachwyt biesiadnika. Ten film był też świetnym przykładem, jak opowieść o kuchni staje się zarazem kluczem do poznania innej kultury. Co ciekawe – ten znakomity film o sushi zrobili Amerykanie i właśnie ze scenarzystą filmu Brandonem Driscoli-Luttringerem siadaliśmy do stołu tego ranka w Piątej Ćwiartce. Brandon, pasjonat sushi i dobrej kuchni, wreszcie mógł zakosztować polskich przysmaków.

– Brandon- zrobisz film o gęsinie?

Powiem szczerze, naprawdę chciałem to pytanie zadać Brandonowi, gdy pałaszowałem rewelacyjną okrasę gęsią podaną na naszym śniadaniu, ale na talerzu tuż obok gęsiny leżały takie pyszności, że moje kubki smakowe oszalały i wybiły mi z głowy wszelkie dziennikarskie zapędy. Nie zagadałem Brandona, bo zatraciłem się w smakowaniu sera, chleba, masła i wędzonego karpia, cały talerz wypełniony został produktami slowfoodowych polskich producentów – zapomniałem nawet o sushi. Dopiero przy cieście i konfiturach ogarnąłem się trochę dziennikarsko i zacząłem uwieczniać dla potomności znakomite towarzystwo, które zasiadło przy dwóch długich wspólnych stołach. Zadanie ułatwiła mi nasza urocza gospodyni i znana warszawska restauratorka Agnieszka Kręglicka, która przedstawiła biesiadnikom dobroczyńców wypełniających nasze talerze i puchary. Moja ukochana gęsina przyjechała z restauracji Ostromecka Piotra Lenarta z okolic Bydgoszczy. A czy wiecie, że Polska jest największym producentem gęsi w Europie? Co prawda dużo gęsiny eksportujemy, a mało jej jemy. Tak, tak, sprawdziłem ten fakt, gdyż jako stary Sarmata uwielbiam gęsi, kaczki i onegdaj popularne w staropolskiej kuchni kapłony. Ten ważny wątek polskiej kuchni jest mi bardzo bliski, może dzięki mojej kresowej babci, która rozkochała mnie już jako łakome dziecię w kaczce nadziewanej jabłkami. A gęś… hohoho, to jest dopiero uczta! Zbliża się listopad, a dzień św. Marcina to czas na tradycyjną gęsią ucztę – kultywujmy więc sztukę przyrządzania gęsi. Chyba zabiorę się niebawem do „gęś story” nie czekając na amerykańskich scenarzystów.

pierś z gęsi pieczona

Dowcipny i epatujący pozytywną energią Paweł Loroch wprowadzający widzów w każdy festiwalowy seans biesiadował także w Arkadach Kubickiego na Slowfoodowym Śniadaniu. Slow-biesiadnikom przedstawił wszystkich zaproszonych twórców, a zarazem gości festiwalu siedzących u boku Brandona. Jednym z nich była buddyjska mniszka Mujin… ze Szwajcarii – bohaterka filmu o sekretach kuchni w klasztorach buddyjskich w Korei Płd. Cóż, szkoda, że Mujin nie pozna nigdy uroków gęsiny… jest wegetarianką. Ale Food Film Fest to właśnie doskonała okazja, aby otworzyć zmysły na kuchnię innych kultur i innych kontynentów. To fantastyczna inspiracja do slow travel. Film o Mujin był bardzo frapujący, slow-kuchnia to także glony morskie, liście lotosu, ryż, soja, kapusta pekińska, grzyby, ziarna sezamu, warzywa z mnisich ogrodów, z tych składników można skomponować ciekawe wegetariańskie dania podawane zgodnie z rytmem pór roku. Zostawmy więc gęsinę i pysznego wędzonego karpia i przejdźmy do innej części naszego talerza, którą mogła kontemplować Mujin.

Oto przed nami mleczna droga!

Mleczna Droga sery

To Ania Łuczywek i Rafał Duszyński stworzyli swoją mleczną drogę w okolicach Kazimierza Dolnego. Opuścili miasto i założyli gospodarstwo, a ich krowy rasy Jersey pasą się na ekologicznych łąkach. Każda nosi imię kwiatu. Piękny pomysł, pyszne efekty! Degustujemy ich smakowity ser z zielonym pieprzem. Jemy też świetne sery z Leoncina z gospodarstwa Stefana Ziembińskiego. Pijemy rewelacyjne ekologiczne soki Joanny i Krzysztofa Mauerów z Zarzecza w gminie Łącko. Nie bójmy się wskazywać po imieniu twórców slow kuchni i slow produktów tak, jak wskazujemy na festiwalu nazwiska reżyserów, scenarzystów filmowych i ich bohaterów. Wiemy, że dobre sushi, wegetariańskie rarytasy mnisiej kuchni, ser czy gęsinę łączy autorska pasja rolników, kucharzy, producentów i restauratorów. Cieszy mnie ta więź widoczna przy stole, do kęsa każdej spożywanej tu potrawy staram się dołożyć w wyobraźni pejzaż miejsca, gdzie ten smak się rodzi, dojrzewa, przetwarza, czy chociażby fermentuje.

I tak biesiadujemy, gawędzimy, robimy zdjęcia… nie sposób pogadać ze wszystkimi gośćmi i producentami, nie sposób ich wszystkich opisać w krótkim reportażu, nasza relacja jest poniekąd subiektywna. Dlatego do wielu wątków jeszcze wrócimy…

Znowu chwila uwagi… właśnie szef Convivium warszawskiego Slow Foodu – Piotr Petryka — z wielkim chlebem w ręce oddaje mikrofon Michałowi Jerzemu Grnyo – szefowi Convivium Vigrensis z Suwalszczyzny. Michał przywiózł wielki bochen slowfoodowego chleba. Gospodarstwa współpracujące z Convivium pieką chleb z najlepszej mąki, którą miele dla nich wybrany młyn, oczywiście na zakwasie naturalnym. Co miesiąc inne gospodarstwo organizuje degustację swoich produktów. Mnie bardzo cieszy, że convivia slowfoodowe w całej Polsce poprzez degustacje, festiwale dobrego smaku, czy spotkania takie, jak nasze śniadanie towarzyszące kuchnia+ Food Film Fest budują więź, nazwijmy ją „więzią dobrego stołu”, miedzy często osamotnionymi producentami lokalnych pyszności a …pospolitymi mieszczuchami, którzy często są bezbronnymi ofiarami drapieżnego przemysłu spożywczego. Bo nadal jemy szybko, byle jak, byle co, byle tanio…

Festiwalowy film „Życzymy Państwu smacznego”, autorstwa obecnego na śniadaniu Waltera Grotenhuisa, wręcz rzuca na kolana i każe się mocno zastanowić nad naszą konsumencką współwiną w degradacji naturalnego środowiska. A można inaczej… o czym ugruntowały mnie kolejne festiwalowe pokazy, którym towarzyszyły miłe kulinarne niespodzianki przy wejściu na widownię przygotowane przez restauracje sponsorujące festiwal. Była nawet degustacja single malt whisky w czasie pokazu filmu „Whisky. Tradycja wyspy Islay”, czy piwa z browaru Konstancin w arcyciekawym niemieckim „Filmie o piwie”.

Najmłodsza slowfoodowa generacja miała też swoje dziecięce warsztaty kulinarne i obejrzała uroczy film o Elish-y, 13-letniej córce plantatora kakao z Belize i o… tajemnicach wytwarzania kakao i czekolady w jak najbardziej naturalny sposób. To cieszy, o kubki smakowe najmłodszych trzeba dbać szczególnie w naszym zglobalizowanym i zbombardowanym przez reklamy świecie. Kto w dzieciństwie – u mamy, babci czy cioci nie posmakował tego, co naprawdę dobre, świeże i zdrowe, rozlicznych domowych specjałów, zaczynając od pajdy dobrego chleba z masłem po domowe obiady, ogrodowych czy działkowych warzyw, owoców, soków, dżemów, przetworów – w dorosłym życiu łatwo może zostać kulinarnym kaleką i bezbronną ofiarą speców od reklam.

To była piękna smakoszowska sobota.

To był piękny inspirujący weekend.

Kuchnia+ Food Film Fest 2011

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *