Jeden dzień z Bodo

Jesienna Warszawa jeszcze mocno śpi, gdy w polskim Hollywood na Chełmskiej w jednym z pawilonów trwa już gorączkowa krzątanina. Zbliża się kolejny dzień zdjęciowy do serialu Bodo.

Do garderoby wchodzą współczesne warszawskie dziewczyny, ubrane w dżinsy, swetry, kurteczki, bo o szóstej rano dokucza chłód, a wychodzą… o mój Boże, co za szyk – nieziemskie istoty z innej epoki – te sukienki, płaszczyki, kapelusiki… miło popatrzeć. Teraz my faceci…

Wesoły, ciągle żartujący młody fachowiec od ubiorów zadaje podstawowe pytanie:
– Pan to kto?
– Dziennikarz!
– Dobra – ogląda moją posturę fachowym okiem. Na szczęście mam własne czarne spodnie od garnituru i eleganckie buty z własnego ślubu. Potrzebuję tylko koszuli, kamizelki, marynarki, krawata i kapelusza. Pan zagłębia się między wieszaki ze strojami, za chwilę otrzymuję koszulę, pasuje, gorzej z kamizelką – nie mogę się dopiąć, ale po kilku próbach znajduje mi wszystko w odpowiednim rozmiarze. Jeszcze kapelusz, rzut oka do lustra – jest super.

Obok już widzę kilku dobrze ubranych dżentelmenów z lat trzydziestych. Wychodzimy z garderoby, zostawiamy na wieszakach „cywilne” współczesne ciuchy. I kto przebrany to rusza do kolejnego pawilonu, gdzie robi się make-up. Jedna z Pań od tych spraw rzuca fachowym okiem na moje wąsy… i każe zasiąść w fotelu. Za chwilę z wąsów a la Lech Wałęsa mam wąsiki w stylu Rudolfa Valentino, no może trochę większe. Mogę już wsiadać do mojego wehikułu czasu, oko cieszy widok tylu szykownych damulek, a i panowie całkiem dobrze wskoczyli do innej epoki. I może was rozczaruję, że w tym wytwornym towarzystwie nie znajdziecie znanych nazwisk aktorek i aktorów… nie będzie tu ani ploteczek ani celebryckich ciekawostek. Tyle zachodu w dobrym filmie kostiumowym poświęca się po prostu nawet nam maluczkim – statystom i epizodystom. My robimy tło, koloryt epoki, wielu z nas być może nie zobaczycie na filmie, ale to nic. Tak samo jak zawodowi aktorzy ulegamy magii kina i magii innej epoki, do której powoli wkraczamy. Wsiadamy w autokar i jedziemy na plan. Przed nami długi dzień…

Na planie serialu Bodo

Bon vivant i slow vivant

Eugeniusz Bodo – prawdziwy amant polskiego kina, a wcześniej gwiazda kabaretów i rewii, prawdziwy bon vivant w dobrym stylu, to postać równie niezwykła jak jego epoka. Jak przystało na kinomana i historyka jestem dobrze przygotowany do mojej podróży filmowym wehikułem czasu w barwny świat artystycznej przedwojennej Polski. Tym bardziej zżera mnie ciekawość, jaki epizod z życia Bodo będzie mi dane przeżyć dzisiaj na planie. Po ubiorze wiem, że będą to lata trzydzieste. Oj, działo się, działo wtedy dużo w życiu słynnego bon vivant’a… A ja zamieniam się jako statysta w slow vivant… bo statystowanie, to nieustanne czekanie na swój moment wejścia w kadr i wielka satysfakcja z obserwowania jak powstaje film, jak się gra emocjami, jak powstaje na nowo świat, który znamy ze starych fotografii. I dlatego przed zdjęciami dokładnie przestudiowałem biografię Bodo pióra Ryszarda Wolańskiego pt. Eugeniusz Bodo – już taki jestem zimny drań. Fascynująca to opowieść, a ileż w niej przewija się pięknych kobiet …

Bodo Kawiarnia Ziemiańska na planie filmowym

Lata dwudzieste to słynny romans Bodo ze starszą o cztery lata szwedzką śpiewaczką Elnie Gistedt. On – gwiazda kabaretu Qui Pro Quo urzeczony jej urodą i pięknym głosem dał się wciągnąć po raz pierwszy do filmu i razem z Elnie zagrali w komedii Rywale, której premiera miała miejsce 16 lutego 1925. Mimo entuzjastycznych recenzji Bodo miał jeden szkopuł – Rywale był to film niemy, nasza kinematografia dopiero raczkowała, a Bodo był zbyt utalentowany, aby dać sobie odebrać głos jako gwiazda kina niemego. Jego niezwykłą osobowość artystyczną tworzyły zespolone w jedną całość talenty wokalne i taneczne. Po premierze filmu wrócił z zapałem na scenę. Potem pojawiła się w jego życiu Nora Ney. W roku 1926 połączył ich film Czerwony Błazen. I tak sobie kombinuję, co było dalej, kto zajął miejsce Nory, gdy nasz autokar dowozi nas na miejsce, wysiadamy gdzieś na Mokotowie i udajemy się do dawnej restauracji adoptowanej na lokal przedwojennej Warszawy.

Na planie serialu Bodo 2

Na planie pojawiają się też aktorzy. Najważniejsze, że jest sam Bodo, czyli pełen energii Tomasz Schuchardt. To niesamowite, jak ten młody aktor jest podobny do prawdziwego Eugeniusza Bodo ze znanych mi dawnych zdjęć i fotosów filmowych. Na planie pojawiają się kolejni młodzi aktorzy w eleganckich gangach z epoki i aktorki w powiewnych sukienkach. Usiłuję rozpoznać z kim dzisiaj będzie bawił się filmowy Bodo. Chyba w jednym z panów rozpoznaję Adolfa Dymszę, prywatnie kumpla Bodo, a zawodowo rywala w drodze do sławy i pięknych dam. Czy jego kolega obok to Aleksander Żabczyński? To było pokolenie młodych gwiazd! Wnętrza przygotowanej pieczołowicie przez choreografów restauracji przypominają znaną mi z opisów słynną Ziemiańską, gdzie bywał cały artystyczny kwiat Warszawy. Podziwiam doskonałą organizację na planie. Aktorzy swoje wiedzą, ale nas statystów trzeba podzielić i przypisać do poszczególnych scen. Ekipa asystentów reżysera sprawnie nas usadza przy stolikach, za barem, dzieli na pary i towarzyskie ekipy, wyjaśnia co mamy robić na hasło: akcja!

No i pojawia się piękna, ciemnoskóra Patricia Kazadi

Jestem w domu – to przecież wielka miłość Bodo Reri. To rzeczywiście lata trzydzieste. Ależ mi się trafił dzień zdjęciowy… wehikuł czasu przenosi mnie wprost w środek jednego z najsłynniejszych romansów w filmowym świecie przedwojennej Polski. W dodatku dostaję kawał porządnej roboty. Trzy pary w drugim planie będą tańczyć tango i jestem w tym gronie, dostaję przydziałową partnerkę i natychmiast zaczynamy przygotowania do sceny. Bodo, Dymsza, Reri i grupa ich przyjaciół zasiadają do jednego stolika, aktorzy doskonale wiedzą co mają robić. To samo musi wiedzieć kilkudziesięciu statystów, którzy tworzą knajpiany koloryt, ruch, życie.

Akcja! Wczuwam się w swoją rolę, przenoszę w czasie, przypominam dwa pobyty w Buenos Aires i kluby tanga i z fantazją doginam partnerkę do ziemi… a co tam, przedwojenne tango to muszą być emocje, energia, zmysły pracują. Trenujemy, powtarzamy, tańczymy, a gdy już robota statystów zadowala reżysera rusza scena z aktorami. I tu jest pierwszy mój problem… tango jest wyciszone, gdyż aktorzy prowadzą rozmowę, a my musimy w tle utrzymać tą samą dynamikę tańca, jak przy muzyce. Nucę swojej partnerce tango w wersji studenckiej: tango, azulan tango, ah czy zatańczy ze mną pan go… łatwiej, trzymamy rytm. I w tym momencie Bodo przedstawia Reri swoim przyjaciołom i namawia do tańca… Patrycja Kazadi, jako Reri wkracza do akcji! Piękna scena! Czekam niecierpliwie na film!

A już po akcji zamieniam się znowu w slow vivant’a i czekając na kolejne ujęcie opowiadam moim koleżankom statystkom fascynującą historię romansu Boda z Reri. I polecam kolejną książkę w tym temacie: Bodo i jego burzliwe romanse pióra Iwony Kienzler.

Reri i Bodo Czrarna Perła

Reri to odkrycie dwóch filmowców, Niemca Friedricha Wilhelma Murnaua i Amerykanina Roberta J. Flaherty’ego. Przyjechali na Polinezję kręcić film Tabu i na wyspie Bora Bora zafascynowała ich uroda 17-letniej Anne Chevalier, córki Tahitanki i potomka francuskich kolonistów. Film opowiada historię dwojga zakochanych Polinezyjczyków o imionach Matahi i Reri. Film był hollywoodzką produkcją, okazał się wielkim hitem. Reri stała się gwiazdą i zgodnie z życzeniami producentów wyruszyła promować film w Europie. I zajechała do Warszawy. Na jej show w Music Hall Kino Alhambra zjechała cała artystyczna Warszawa. Na Bodo zrobiła wtedy oszałamiające wrażenie, a on czasu nie marnował…! To dla niego przerwała swoje europejskie tournee. O ich romansie mówiła cała Warszawa. Miesięcznik Kino opisuje jak Bodo z Rieri bywa w Ziemiańskiej i snuje nowe artystyczne plany z jej udziałem. I tak narodził się pomysł na film Czarna Perła o romansie pięknej Tahitanki i polskiego marynarza Stefana. W Warszawie, w atelier na Trębackiej powstała prawdziwa dżungla. Bodo załatwił duży budżet i wcielił się w rolę Stefana. Reri szlifowała język polski i w filmie zakochana w Stefanie zaśpiewała mu piosenkę Dla Ciebie chcę być biała. Film był wielkim sukcesem, a Reri stała się w Polsce gwiazdą.

Jak fajnie być w środku takich wydarzeń…

I tak to jako slow vivant wróciłem jeszcze kilka razy na plan Bodo i zawsze było ciekawie. Nawet byłem z nim w Algierii jako dziennikarz… ale o tym następnym razem!

Bodo na planie filmu (2)

 
Bodo – reż. Michał Kwieciński i Michał Rosa
W postać Bodo wcielają się – Antoni Królikowski i Tomasz Schuchardt

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *