Haydamaky – wulkan kozackiej energii

Nie zapomnę pierwszego spotkania z ukraińską kapelą folkowo-punkrockową Haydamaky. Małanka, prawosławny sylwester w klubie CDQ na Burakowskiej, lodowaty styczniowy wieczór A.D. 2005. Za to atmosfera, rozpalona niedawną pomarańczową rewolucją, jakby przeniesiona z Majdanu Nezależnosti. I szturmujący tłum, zmrożony powtarzaną wieścią: brak biletów. A my w środku, zadowoleni i niepojmujący jęków zawodu. Oj, zrozumieliśmy wkrótce, przeszyci kozacką muzą do szpiku kości. Chłopaki dali takiego czadu, że fanami Haydamak zostaliśmy już na dobre.

            Grupa wystartowała w Kijowie w 1991 roku, u zarania odrodzonego ukraińskiego państwa, pod nazwą Aktus. Dwa lata potem do zespołu dołączył obecny lider Ołeksandr Jarmoła z Polesia, rodem z okrutnie doświadczonego Czarnobyla, doskonale wyedukowany w szkołach muzycznych i pochodzący z muzykującej familii. W latach 90. XX wieku skład grupy zmieniał się wielokrotnie, by w 2001 roku, pod nową nazwą Haydamaky – nawiązującą do miana buntowników przeciw polskim rządom z czasów konfederacji barskiej – na kilka lat się ustabilizować. Wówczas też rozpoczęła się współpraca z EMI Records. Kapela wydała dotychczas pięć płyt – Haydamaky (2001), Bohusław (2004), Perwerzija (2005; poza Ukrainą znana w wersji Ukraine calling, 2006), Kobzar (2008) oraz Voo Voo i Haydamaky (2009; wspólnie z formacją Wojciecha Waglewskiego). Od trzeciej płyty niekwestionowana już sława Haydamaków wykracza poza ojczyznę. Koncerty w Europie i za oceanem, współpraca z najlepszymi wykonawcami world music – jak Emir Kusturica, Gogol Bordello, Brother Culture czy Zion Train – i światowymi wytwórniami płyt stały się normą.

IMG 7654 (Large)

IMG 7644 (Large)










            Od przemiany Aktusa w Haydamaków kapela wzbogaciła ciężkie punkrockowe brzmienia o korzenne nuty etniczne, ukraińskie i bałkańskie, sięgając także po klimaty reggae, dub i ska. Po pierwszych dwóch płytach, trudnych do jednoznacznego zakwalifikowania, hajdamacką muzę ochrzczono zabawnie, choć dość umownie „hucuł punkiem”. W połowie pierwszej dekady, po premierze inspirowanej twórczością Jurija Andruchowycza Perwerziji, muzycy woleli mówić o kozak rocku.

         Sukces energetycznego, wyprodukowanego w Polsce Kobzara i piątej płyty, nagranej z Voo Voo, nie uchronił zespołu przed kryzysem, który w pełni objawił się w 2011 roku, paraliżując działania grupy i opóźniając powstanie nowego krążka. Popularność, koncerty w USA i Kanadzie, nie tylko artystyczne spory… Dawni undergroundowcy, jak lubili o sobie mówić, pokłócili się iście po celebrycku. Na szczęście to już przeszłość. Charyzmatyczny i niepokonany Saszko Jarmoła po dwudziestu latach zebrał zupełnie nową hajdamacką ekipę, a jego koledzy skrzyknęli się w osobnej kapeli Kozak System. Od 2012 roku nazwa Haydamaky pozostała przy liderze i jego całkowicie odmienionym składzie.

IMG 7624 (Large)

IMG 7656 (Large)


    

    Tegoroczny come back braci Ukraińców na polskie sceny klubowe, po dwuletniej spowodowanej rozłamem przerwie, zmaterializował się dla nas w piątek 19 października w Śnie Pszczoły na Inżynierskiej. Z nerwów, przyznam, cały aż drżałem. Tyle lat, tyle rewelacyjnych koncertów, zdobywanie płyt i koszulek, autografy i dyskusje, ale jak będzie dziś, po takich traumatycznych przejściach?… Z zacną ekipą, wyposażeni w szklanice zimnego piwa, wkroczyliśmy do klimatycznej salki w piwnicy, zajmując strategiczne pozycje pod sceną.

            I co?… Otóż po stokroć było warto! Okazało się bowiem od razu, że mimo dwu lat niepotrzebnych problemów hajdamacka muza brzmi świetnie, żywo i podobnie jak przed laty, choć oczywiście, i na całe szczęście, nie identycznie. Prócz kozackich evergreenów z ukraińskiego wulkanu eksplodowała lawa zupełnie świeżych, zdecydowanie bardziej rockowych brzmień. Umiejętnie wymieszane z obowiązkową nutą roots, za to rzadziej niż kiedyś podlewane sosem ska-dub-reggae (niestety, chwilowy brak akordeonu też robi swoje), porwały z jeszcze bardziej ognistą ekspresją i przytupem, od którego z dech sceny lecą skry i sypią się drzazgi. Pomarańczowe, jak niezapomniana rewolucja.

IMG 7660 (Large)

IMG 7645 (Large)        Nie będziemy wdawać się w szczegóły ani opisywać z gruntu pozytywnych emocji wywołanych przez kolejne utwory. Trzeba po prostu zapolować na szóstą płytę Haydamaków i uważnie śledzić ich trasę koncertową w necie, na stronie kapeli lub na facebooku. Sądząc po występie w Śnie Pszczoły, efekty będą znakomite. Nie przegapcie zatem nowej, szóstej już płyty odnowionych Haydamaków! Czekamy na nią niecierpliwie. Sława Ukrajini!  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *