Dziecko? To już człowiek!

Macierzyństwo

Dziecko – skarb wyczekiwany,

przynosi ze sobą

wiele radości, ale i troski,

dumę i niepokój,

szczęście i lęki.

 

Rodzice a dziecko:

Kiedyś, gdzieś znalazłam te oto cztery prawdy:

Wiek dziecka: 1-5 lat – rodzice są niewolnikami dziecka.

Wiek dziecka: 5-10 lat – dziecko jest niewolnikiem rodziców.

Wiek dziecka: 10-15 lat – rodzice i dziecko starają się zmierzać w jednym kierunku.

Wiek dziecka: ponad 15 lat – dziecko to strzała wypuszczona z łuku.

Gdzie i kiedy znalazłam te wskazówki, dokładnie przemyślane przez psychologa i obserwatora współczesnego społeczeństwa? Nie wiem. Ale były tak mądre, a jednocześnie dla mnie odkrywcze, że warto było zapisać je wśród ważnych notatek, a potem dzielić się z młodszymi ode mnie, bliskimi mi rodzicami małych dzieci. Dziś rozwijam znalezione kiedyś wskazówki, ułatwiając – może niepotrzebnie? – ich rozumienie. Ten, kto przemyśli te cztery prawdy wychowa mądrego, samodzielnego człowieka. Kto ich nie zna – może popełnić wiele błędów, wyrządzić wiele szkody zarówno dziecku jak i sobie.

Wiek dziecka: 1-5 lat – rodzice są niewolnikami dziecka.

Znam bicie twego serca. Nie znam świata. Bądź przy mnie!

 

Wiek dziecka: 5-10 lat – dziecko jest niewolnikiem rodziców.

Umiem mówić, umiem biegać, umiem patrzeć!

Ale nie umiesz dostrzegać niebezpieczeństwa.

Musisz mnie słuchać. Musisz być przy mnie.

 

Wiek dziecka: 10-15 lat – rodzice i dziecko starają się zmierzać w jednym kierunku.

Umiem myśleć, umiem wnioskować.

Naucz się jeszcze swoje zdanie konfrontować ze zdaniem innych.

O wszystkim możemy dyskutować.


Wiek dziecka: ponad 15 lat – dziecko to strzała wypuszczona z łuku.

Umiesz oceniać i dokonywać wyborów.

Masz świadomość odpowiedzialności za własne czyny.

Bądź szczęśliwa! Bądź szczęśliwy!

*

Najpiękniejszy, najmądrzejszy wyraz zrozumienia dziecka dała nam Wisława Szymborska. Oto on:

Wisława Szymborska: Mała dziewczynka ściąga obrus

Od ponad roku jest się na tym świecie,
a na tym świecie nie wszystko zbadane
i wzięte pod kontrolę.

Teraz w próbach są rzeczy,
które same nie mogą się ruszać.

Trzeba im w tym pomagać,
przesuwać, popychać,
brać z miejsca i przenosić.

Nie każde tego chcą, na przykład szafa,
kredens, nieustępliwe ściany, stół.

Ale już obrus na upartym stole
– jeżeli dobrze chwycony za brzegi –
objawia chęć do jazdy.

A na obrusie szklanki, talerzyki,
dzbanuszek z mlekiem, łyżeczki, miseczka
aż trzęsą się z ochoty.

Bardzo ciekawe, jaki ruch wybiorą,
kiedy się już zachwieją na krawędzi:
wędrówkę po suficie?
lot dokoła lampy?
skok na parapet okna, a stamtąd na drzewo?

Pan Newton nie ma jeszcze nic do tego.
Niech sobie patrzy z nieba i wymachuje rękami.

Ta próba dokonana być musi.
I będzie.

W Internecie znalazłam rozmowę Jacka Nizinkiewicza z sekretarzem Wisławy Szymborskiej – Michałem Rusinkiem, a w niej kilka zdań o przytoczonym wyżej wierszu:

Pamiętam też sytuację, gdy rozmawiałem z nią [Wisławą Szymborską] przez telefon, a w tym czasie moje mniej więcej roczne dziecko ściągnęło obrus z kawą i wszystkim, co na nim było. Odruchowo wrzasnąłem – również do słuchawki – na co ona zapytała mnie, co się stało. Gdy jej opowiedziałem, licząc na ludzki gest współczucia, odpowiedziała tylko: „A wie pan, to jest dobry temat na wiersz”. I odłożyła słuchawkę. Ale powstał wiersz: „Mała dziewczynka ściąga obrus”. Historia ta ma drugą puentę, bo gdy wiersz ten został wysłany do „Zeszytów Literackich” Barbara Toruńczyk napisała do mnie: „Szanowny Panie, jeśli kiedyś się zdarzy, że któreś z Pańskich dzieci coś zniszczy, a Pani Wisława napisze o tym wiersz i wiersz ten dostaną „Zeszyty Literackie”, to proszę przesłać rachunek, pokrywamy wszelkie straty”.

Dziś zastanawiam się, jak w tej sytuacji postąpiłoby wielu ojców. Ilu – rozumiejąc tak jak poetka psychikę dziecka – ze spokojem posprzątałoby rozbite dzbanuszki i miseczki, a ilu zaczęłoby krzyczeć na dziecko, bo coś uległo zniszczeniu. A dziecko przecież przeprowadzało ważny eksperyment! Chciało poznać zachowanie się rzeczy w tej nowej sytuacji. Małe dziecko – myśliciel, odkrywca, twórca – ono wszystko robi po raz pierwszy! A potem drugi, trzeci… dziesiąty, aż zrozumie, aż się nauczy. Samo! Nie poganiane, nie zmuszane!

Pamiętam, jak moja młodsza córka uczyła się wiązać sznurowadła. Siedziała na stołeczku i wiązała, wiązała, wiązała… I wreszcie błysk w oku, a nóżki wysunięte do przodu wołały: Popatrz, już umiem! Zawiązałam!!!

Matko, ojcze, zobacz to! Nie lekceważ wysiłku dziecka. Ciesz się razem z nim! Małe dziecko – wielki człowiek!

Czy można mieć pretensję do kogoś, kto jest ciekawy, kto bada rzeczywistość, kto zadaje sobie pytanie „jak to jest”, „co będzie jeśli”? Przecież obowiązkiem rodziców jest pomóc dziecku w poznawaniu świata, budzić w nim ciekawość, uczyć szukania odpowiedzi!

Nawołują socjolodzy: „Zachowaj w sobie dziecko”! Dlaczego? Bo dziecko jest ciekawe świata, nie wstydzi się zadawania pytań, które pozwalają mu ten świat poznawać. I zadaje je tak długo, aż znajdzie odpowiedź, aż – szczęśliwe – powie „Już wiem”!

Mam wydany w 2002 roku tomik wierszy Wisławy Szymborskiej zatytułowany „Chwila”, w którym znalazłam przytoczony wyżej utwór. Ten niezwykły wiersz zapadł mi w pamięć po pierwszym przeczytaniu. I „podarowałam” go jednej z wnuczek w dniu jej urodzin. Bo ona też zadawała pytania i próbowała na nie znaleźć odpowiedzi.

 *

 Jak zejść?

 Był pogodny jesienny dzień. Październik wszystkimi kolorami beżu i brązu malował liście drzew. Popołudniowe słońce już nie grzało, ale nie było wiatru, więc te kilkanaście stopni ciepła wystarczało, aby chęć pozostania na dworze była silniejsza, niż potrzeba szybkiego schronienia się w zacisznym cieple domu.

Wracałam niespiesznie z moimi wnuczkami z przedszkola. Starsza miała cztery i pól roku, młodsza – rok mniej. Dziewczynki kochały przebywanie na placach zabaw. Tyle tam różnych huśtawek, równoważni, wiszących mostków, drabinek… Lubiły wykorzystać wszystkie te urządzenia, sprawdzić ich dostępność dla swoich małych przecież jeszcze rączek i nóżek.

Starsza dziewczynka odznaczała się niezwykłą gibkością, dla niej żadne ćwiczenie fizyczne nie było za trudne. Zawsze miała ochotę pokonać „ścieżkę zdrowia” w pobliskim parku, zrobić wyścigi na rowerkach, kopnąć dużą piłkę prosto do bramki. Młodsza nie była obdarzona taką sprawnością fizyczną, ale we wszystkim naśladowała siostrę. Ambitna, bystra, wytrwała – próbowała być nawet lepsza. Nie poddawała się, powtarzała ćwiczenie tyle razy, aż zrobiła je prawie tak dobrze, jak jej „nauczycielka”.

Trasa naszego powrotu do domu wiodła obok placu zabaw. Piękna pogoda kazała zatrzymać się w miejscu przygotowanym do zabawy.

Najpierw dziewczynki pobiegły do ulubionych huśtawek. Która wyżej wzniesie się na swoim rumaku? Która dalej odchyli się do tyłu?

2 dziecko 1

3 dziecko 1

4 dziecko 1











A potem zjeżdżalnia. Wdrapują się po drabince na platformę, parę kroków do przodu – i już można zjeżdżać w dół. Raz, drugi… piąty – powtarzają zabawę.

5 dziecko 1

6 dziecko 1











Ale obok jest jeszcze coś ciekawszego. Wysoka drabinka, na którą wchodzi się jedną jej stroną, a schodzi drugą.

7 dziecko 18 dziecko 1      










Starsza dziewczynka już dobiegła do nowego przyrządu treningowego, już wspina się na najwyższy szczebel drabinki, przekłada nogę – i zaczyna schodzić w dół… Młodsza goni ją i naśladując, też wspina się po szczebelkach coraz wyżej. Wchodząc na drabinkę całą uwagę skupiła na bezpiecznym osiągnięciu celu: rączki próbowały objąć grube szczeble, nóżki trzeba było mocno zadzierać do góry, aby nie trafiły w próżnię. Skupiona na wchodzeniu nie widziała jak siostra osiągnęła szczyt, przełożyła nogę i znalazła się na drugiej drabince, po której już schodziła.

9 dziecko 1

10 dziecko 1











Wreszcie młodsza też osiągnęła ostatni szczebel drabinki! Uśmiecha się – dumna i szczęśliwa z osiągnięcia celu! Ale starsza siostra jest już na dole! Jak to zrobiła? Teraz przed młodszą dziewczynką staje zadanie trudniejsze niż to, które wykonała przed chwilą. Stoi zamyślona, z niezbyt pewną miną… Ale nie płacze, nie woła o pomoc. Myśli.

Robiłam zdjęcia bawiących się dziewczynek, ale dopiero podczas ich obróbki zauważyłam rozterkę młodszej w chwilę po osiągnięciu celu. Zapytałam wnuczkę, o czym wtedy myślała?

– Jak zejść? – odpowiedziało dziecko.

Wtedy znalazła sposób, zeszła, pokonała przeszkodę.

Iluż z nas, dorosłych, zada sobie w podobnej sytuacji pytanie jak rozwiązać problem, gdy trzeba się z nim zmierzyć. Fakt miał już miejsce, stało się, zdarzenia nie można odwrócić. Teraz trzeba znaleźć wyjście z sytuacji. A ilu zacznie rozmyślać: po co tam wszedłem, po co mi to było, a może nie trzeba było zaczynać? Wtedy, w trudnej dla niej sytuacji, wnuczka podświadomie wiedziała, że trzeba iść do przodu, rozwiązywać zadanie, zmierzyć się z problemem. Bez tego nie będzie zwycięstwa!

Dlaczego chcę to zrobić, jakie będą skutki podjętych działań – o tym trzeba myśleć przed rozpoczynaniem czegokolwiek. Starożytni Rzymianie radzili: cokolwiek czynisz, czyń roztropnie i patrzaj końca”. Myśl i przewiduj efekty swoich działań! Warto i dziś o tym pamiętać.

*

Przeżyłam już ładnych parę dziesiątków lat. W młodości, jako uczennica liceum pedagogicznego, dowiedziałam się wiele o psychice dzieci i młodzieży. Potem były całe lata zaczytywania się w pismach Janusza Korczaka, stosowania w praktyce jego rad i wskazówek. Zwłaszcza tej najważniejszej: Szanuj dziecko, to już człowiek! I wiara, że to Korczak ma rację domagając się praw dla dziecka, tłumacząc wszem wobec i każdemu z osobna, że:

Nie ma dzieci – są ludzie; ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia,

innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy.

Jakie zadanie staje więc przed młodymi rodzicami? Poznać własne dziecko!


Przeczytajmy uważnie i przemyślmy tych kilka fragmentów z pism Korczaka:

Powiadacie:
– Nuży nas obcowanie z dziećmi.

Macie słuszność.

Mówicie:
– Bo musimy się zniżać do ich pojęć. Zniżać, pochylać, naginać, kurczyć.
Mylicie się. Nie to nas męczy. Ale – że musimy się wspinać do ich uczuć. Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać. Żeby nie urazić.

Źródło: Kiedy znów będę mały

Czym jest dziecko […]? Czym jest ta połowa ludzkości, żyjąca razem i obok nas w tragicznym rozdwojeniu? Nakładamy na nią brzemię obowiązków jutrzejszego człowieka, nie dając żadnego z praw człowieka dzisiejszego.                                                                                     

„Jak kochać dziecko. Dziecko w rodzinie”, wyd. I 1919, wyd. II 1929                                                                                                          

Wiek dziecięcy i młodzieńczy jest trzecią częścią naszego życia. O tym trzeba koniecznie pamiętać, jeśli chcemy zrozumieć, co się należy dziecku; co mu się należy, a nie, co mu dajemy lub zamierzamy łaskawie kiedyś dać. Gdybyśmy naprawdę zrozumieli, że dzieci mają prawo do trzeciej części wszystkich dóbr, zgromadzonych dzięki ludzkiej pracy w ciągu setek i tysięcy lat, gdybyśmy rzeczywiście poważnie traktowali dzieci, jako naszą przyszłość, nie bylibyśmy tak oszczędni wobec nich, tak niebywale skąpi.                                                           

„Nie wróżę powodzenia!”, 1924                                                                                                                                                                         

Dziecko – już mieszkaniec, obywatel i już człowiek. Nie dopiero będzie, a już. […]. Lata dziecięce – to życie rzeczywiste, nie zapowiedź.      

Wstęp do książki Marii Rogowskiej-Falskiej „Zakład Wychowawczy „Nasz Dom”, 1928                                                                        

Na tablicy w przedszkolu, do którego chodziły moje wnuczki, wisiała kartka formatu A4, a na niej wiersz. Przeczytałam go kiedyś czekając na dziewczynki i doszłam do wniosku, że powinien być znany wszystkim rodzicom i osobom opiekującym się przedszkolakami, że może zawisnąć na każdej tablicy ogłoszeń w przedszkolu obok codziennie wywieszanego jadłospisu, który zwykle rodzice czytają:

Prawa dziecka

Nikt nie może mnie poniżać,

krzywdzić, bić, wyzywać,

I każdego mogę zawsze

na ratunek wzywać.

Jeśli mama, albo tata

Już nie mieszka z nami

Nikt nie może mi zabronić

Spotykać ich czasami.

Mogę uczyć się wszystkiego

Co mnie zaciekawi,

I mam prawo sam wybierać

Z kim się będę bawić.

Nikt nie może moich listów

Czytać bez pytania.

Mam też prawo do tajemnic

I własnego zdania.

Mogę żądać, aby każdy

Uznał moje prawa.

A gdy różnię się od innych

To jest moja sprawa.

Nikt mnie siłą nie ma prawa

Zmuszać do niczego,

A szczególnie do robienia

Czegoś niedobrego.

Świadomość, że dziecko trzeba codziennie nakarmić jest powszechna, ale wiedza zawarta w tym prostym wierszyku jest znana tylko wybranym.

Teraz sięgnęłam do pism Janusza Korczaka i znalazłam cały utwór poświęcony prawom dziecka:

 “PRAWA DZIECKA” – Janusz Korczak

Niech się wreszcie każdy dowie

I rozpowie w świecie całym,

Że dziecko to także człowiek,

Tyle, że jeszcze mały.

Dlatego ludzie uczeni,

Którym za to należą się brawa,

Chcąc wielu dzieci los odmienić,

Spisali dla was mądre prawa.

Więc je na co dzień i od święta

Spróbujcie dobrze zapamiętać:

Nikt mnie siłą nie ma prawa zmuszać do niczego,

A szczególnie do zrobienia czegoś niedobrego.

Mogę uczyć się wszystkiego, co mnie zaciekawi

I mam prawo sam wybierać, z kim się będę bawić.

Nikt nie może mnie poniżać, krzywdzić, bić, wyzywać,

I każdego mogę zawsze na ratunek wzywać.

Jeśli mama albo tata już nie mieszka z nami,

Nikt nie może mi zabronić spotkać ich czasami.

Nikt nie może moich listów czytać bez pytania,

Mam też prawo do tajemnic i własnego zdania.

Mogę żądać, żeby każdy uznał moje prawa,

A gdy różnię się od innych, to jest moja sprawa.

Tak się tu wierszem poukładały,

Prawa dla dzieci na całym świecie,

Byście w potrzebie z nich korzystały

Najlepiej, jak umiecie.


Świadomość dorosłych, że istnieją prawa dziecka, które powinny być przez wszystkich przestrzegane jest niezmiernie ważna. W miarę dorastanie dzieci, rodzice i społeczeństwo uczą je także obowiązków. Prawa i obowiązki to dwie szale wagi mądrego współżycia członków każdego społeczeństwa. Jeśli człowiekowi ma być dobrze wśród ludzi, a ludziom dobrze z danym człowiek – te dwie szale muszą się równoważyć.

Wciąż widzę, jak bardzo tej wiedzy brakuje młodym rodzicom. Dziecko jest ważne w łonie matki – dla przyszłych rodziców, kościoła, polityków. A gdy przyjdzie na świat – to już różnie bywa. Ileż to razy widzimy na ulicy matkę czy ojca, idących dużymi krokami i biegnące obok nich dziecko. Spieszą się, więc nie zwolnią kroku, nie podadzą ręki małemu człowiekowi, nie próbują z nim rozmawiać. Idą – najbliżsi sobie ludzie – tak, jakby byli sobie zupełnie obcy!

A jak często słyszymy i w domu, i na ulicy pełne złości wyrazy skierowane do dziecka, krzyki i upokarzające go słowa – zamiast spokojnego pouczenia, wyjaśnienia, uświadomienia jak się zachować, jak odezwać, co w danej sytuacji zrobić.

Na koniec sięgnijmy jeszcze raz do nauk Janusza Korczaka zawartych w książce „Jak kochać dziecko”, z której pochodzą te zdania:

“Traktuj dziecko poważnie. Nie traktuj je, jak istoty niższej, głupszej od ciebie dorosłego. Słuchaj tego, co ma Ci do powiedzenia. Szanuj jego uczucia.”

To jedna z książek, które pomagają żyć i współżyć – rodzicom z dzieckiem, wszystkim dorosłym z dziećmi. Warto, aby przeczytali ją i przemyśleli rodzice i dziadkowie, nauczyciele i lekarze, zwykli przechodnie spotykani na ulicy. Wszyscy dorośli. Bo przecież nie ma ludzi, którzy nigdy nie spotykają dzieci!

Artykuły, które mogą Cię zainteresować...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *