Dumka o zmysłowej Suwalszczyźnie

Suwalszczyzna jest jak piękna i tajemnicza kobieta… nie zdradzi ci wszystkich swoich sekretów na pierwszej randce, to ty najpierw uruchom wszystkie swoje zmysły i bądź cierpliwy, szukaj do niej swojego klucza, a ona … cóż… jak mawiały nasze babcie: niczym harfa – wyda dźwięk piękny i czysty, ale w rękach wytrawnego artysty. I wtedy będziesz tu wracał…  zawsze.

Kraina szczęśliwych bocianów. Im dłużej wędruje po świecie tym więcej odcieni odnajduję w suwalskim pejzażu… polskie kresy nadal zachowują niezwykłą aurę krainy sielankowej i magicznej, krainy, która jakimś cudem bardziej przypomina nam płótna impresjonistów i literackie opisy niż, coraz bardziej zglobalizowany na jedną sztancę, świat rzeczywisty. I wiem, że jest to poniekąd stwierdzenie egoisty, turysty – samoluba, wędrowca – slowingowca, który przyjeżdża tu w najpiękniejszym okresie roku kontemplować przyrodę, zanurzyć się w kryształowo czystym jeziorze, porobić zdjęcia bocianom, poszaleć na rowerze, porozkoszować się nieskażonym chemikaliami wspaniałym suwalskim żarciem  i …zniknąć po wakacjach, gdy przychodzą jesienne deszcze, a niektóre dukty robią się nieprzejezdne. Wiem też, że w tej sielankowej rzeczywistości polodowcowych jezior, lasów i łąk, wypełnionej obrazem tysięcy szczęśliwych bocianich par i kumkaniem żab żyją ludzie, którzy muszą przetrwać cały rok i mogą mieć mniej romantyczny punkt widzenia niż zachwycony krajobrazem turysta. Przyjeżdżam tu od lat i znam zarówno ciężko pracujących rolników, dla których agroturystyka stała się dodatkową szansą i umieli ją wykorzystać, jak też wielu bezrobotnych postpegeerowców szukających każdej pracy, aby przetrwać. I zawsze gdy tu jestem zastanawiam się jak ocalić tą magiczną krainę przed drapieżnością komercyjnej turystyki, ziemię i krystalicznie czyste wody gruntowe przed pestycydami i tzw. postępem cywilizacyjnym, który już z wielu rozkosznych krain w Europie zrobił zglobalizowane hałaśliwe enklawy masowej czarterowej turystyki. Ktoś się uśmieje – Suwalszczyzna i czartery ? A mi nie jest do śmiechu, a i włos się jeży ze zgrozy na hasło budowy międzynarodowego lotniska dla Białegostoku w Tykocinie – na obrzeżach polskiej Amazonii czyli Biebrzańskiego Parku Narodowego. Póki co bociany są tu szczęśliwe, przylatują, zakładają rodzinki i znakomicie się odżywiają czerpiąc z suwalskiej ziemi ulubione smakołyki niczym z suto zastawionego ekologicznego stołu…

bociany

Ale czy to możliwe, aby obok szczęśliwych bocianów żyli szczęśliwi ludzie?

Tutaj też, jak to w Polsce ludzie lubią ponarzekać, cóż, zawsze mogłoby być lepiej. Slowingując po ziemi suwalskiej  znajduję jednak tu szczęśliwe rodzinne gniazda, gdzie wielopokoleniowe rodziny uprawiają ziemię, hodują świnki, bydło, konie, goszczą letników i mimo takiej czy innej koniunktury w rolnictwie, nie biedują, zachowują typową dla kresów pogodę ducha, w sobotę z letnikami napiją się gorzałeczki, pożartują, w niedzielę pójdą do kościoła a potem zasiądą do suto zastawionego własnymi produktami stołu. I co najważniejsze, mimo codziennych obowiązków i prozy życia mają świadomość, że ich kraina jest krainą niezwykłą …pytanie jak długo? Slowingowiec i ojciec Bocian – szef bocianiej rodzinki – marzy , aby przy Suwalszczyźnie nie majstrowano, niech kwitnie ekologiczne rolnictwo, agroturystyka, strefy ciszy na jeziorach przyjazne wędkarzom i …żeglarzom. Wielkomiejscy prominenci i inwestorzy z Suwałk czy Białegostoku mają jednak chrapkę , aby  łapać wielkoświatowy rozmach, nie pomni, że to co nazywamy zacofanym jest …postępowe, ekologiczne i modne …w swej niepowtarzalności.

Koło historii wzięło wielki zamach i wraca, a my pamiętamy,że w imię postępu wycięto w Europie puszcze, osuszono bagna, wybito zwierzynę, rzeki puszczono betonowymi korytami , uzdatniono karmę dla zwierząt, nafaszerowano gleby chemią, „wynaleziono ”BSE, zapędzono miliony ludzi do miast  i zapewniono im tanią „paszę” w supermarketach i Fast fordy, określono wymiar pomidora do znormalizowanych skrzynek, zabito smak w wędlinach i szynkach …

Pod Jelonkiem

– Boże chroń przed takim postępem – pomyślałem sobie smakując kufel zimnego piwa suwalskiego w restauracji „Pod Jelonkiem” w Jeleniewie u wrót czarownego Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Znowu wróciłem do raju , mogę nie tylko rozkoszować się pejzażami, ale też śmiało otworzyć swoje kubełki smakowe , tu nie czai się na moim talerzu  chemia  i sałatka ze znormalizowanego pomidora bez smaku.

Otwieram gazetę i oto przygnębiająca informacja: spichlerz Francji Bretania ,zatruta do cna chemią z nawozów sztucznych  i tzw „ intensywnymi , postępowymi i wydajnymi metodami gospodarowania” chce przeznaczyć wielkie pieniądze na odtruwanie gleby i wód gruntowych… szok – nawet kochająca dobry stół Francja ofiarą urzędniczych dyrektyw nakazujących produkować dużo i tanio, w dodatku z dopłatami z unijnych funduszy na niezbędne środki chemiczne… fu, kto właściwie wymyślił, że żarcie ma być ładne, ale wstrętne , znormalizowane i robione według jednej technologii,  po co Europie nadprodukcja… no wiecie co mam na myśli, koneserzy dobrego stołu…

W imię postępu wszystko jest możliwe, tyle dziwactw już w świecie widziałem , że zaczynam się bać się o moją idylliczną krainę szczęśliwych bocianów i  pomysły ulepszaczy tego świata zza biurka… W Belgii i Holandii bocian na polach budzi sensację niczym latający spodek więc  nic w tym dziwnego, że żaden cudzoziemiec nie chce mi uwierzyć, że jeszcze w Europie czyli właśnie tutaj na jednej rowerowej przejażdżce widzę setki bocianich gniazd. A bocian to najlepszy ekologiczny researcher – nie osiedli się tam, gdzie środowisko jest zatrute – po prostu nie miałby szans przeżyć bez swoich ukochanych ekologicznych żabek i innych małych mieszkańców nieskażonej łąki.

Carpe diem, pogoda sprzyja, po dobrym posiłku zostawmy zmartwienia o przyszłość naszego raju, póki co rozkoszujmy się tym, że mamy tu jeszcze czystą krainę, zdrową żywność, a na jej obrzeżach jedyne w Europie prawdziwe puszcze i największe na starym kontynencie siedlisko ptaków – Biebrzański Park Narodowy. W tej krainie szczęśliwych bocianów, póki istnieje, slowingujmy jak wolne ptaki i odnajdujmy swój indywidualny trop, tarzajmy się po łąkach tak czystych jak w czasach Jaćwingów, niech nas zmysły prowadzą… jak najdalej od biurokratów i ich zabijającego wszelką spontaniczność opisu świata.

Biebrzański Park Narodowy

Wolno chodzące krowy, wieś sielska, wieś anielska i agroturystyka na topie. Cisza, spokój, natura, za to teraz płaci się w Europie większe pieniądze niż za zglobalizowany zatłoczony kawałek plaży i pokój w wielkim hotelowisku. Ufam, że  Suwalszczyzna sama sobie wybierze taką drogę, aby zachowując swoją tożsamość i… magię spokojnie zarabiać na dostatni żywot swoich mieszkańców. Taką drogę wybrali mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, której pagórkowaty zielony pejzaż przypominał mi… okolice Smolnik. Ta wyspa na Pacyfiku rozsławiona tajemniczymi posągami i relacjami zafascynowanych nią podróżników kusiła bardzo inwestorów hotelowych dużych z obu Ameryk. Wybrano elitarność – żadnych dużych hoteli, mało połączeń lotniczych, turystów w sam raz  tyle, żeby dostali to czego oczekują: wyciszenia od zgiełku cywilizacji , życzliwości i trochę tajemnic przeszłości… To dobry trop, bądźmy elitarni, nie dajmy zrobić się w …Balaton.  Na Suwalszczyźnie mądrych ludzi nie brakuje, niech myślą o swojej własnej drodze… Gminy wykazują coraz większą pomysłowość i inicjatywę, aby turyści z kraju i za granicy  podziwiali nie tylko krajobrazy, ale też to autentyczne, swojskie, regionalne. Coraz więcej gospodarzy udostępnia swoje wiejskie domy zgłaszając je do agroturystycznych katalogów. To lepszy pomysł niż budowanie hoteli, które zakłóciłyby harmonię z naturą, a to jest przecież największy atut Suwalszczyzny. To dobrze, że podpatruje się  ciekawe rozwiązania i inicjatywy lokalne samorządów wiejskich i organizacji agroturystycznych w innych krajach. Tworzą się tzw. izby rolniczo – turystyczne, które zachęcają rolników do uatrakcyjniania pobytu w wiejskiej zagrodzie np. przygotowując konia pod wierzch, sprawną łódź do wędkowania, wiejską sunę zwaną banią etc.  W wiejskich, prywatnych i najczęściej rodzinnych  gospodach, można tanio, zdrowo i dobrze zjeść, a nawet zdegustować zapomniane w wielkomiejskich restauracjach doskonałe dania według przepisów babci czy prababci. Organizuje się pokazy pieczenia wiejskiego chleba czy wybierania miodu w pasiece. Izba „Dawna Wieś” w Zelwie koło Sejn organizuje liczne atrakcje dla turystów oparte na starych zwyczajach. Wielką rolę animacyjną w łączeniu tradycji zamieszkujących tu i za miedzą narodowości odgrywa ośrodek „Pogranicze – Sztuk, kultur, narodów” działający w Sejnach inspirujący ważne wydarzenia artystyczne i kulturowe. W trosce o wędrowców wytycza się lub poprawia znakowane szlaki piesze, a ostatnio także rowerowe o randze międzynarodowej. Takim szlakiem jest szlak Sztynort – Pozedrze – Giżycko – Gołdap – Stańczyki – Suwalski Park Krajobrazowy – Suwałki – Wigierski Park Narodowy – Sejny – Berżniki przecinający Mazury i Pojezierze Suwalskie i prowadzący dalej na Litwę. W Nadleśnictwie Białobrzegi wspólnymi siłami leśników, wójta gminy Augustów i mieszkańców wsi Białobrzegi, Ponizie, Czarnucha, Kolnica, Netto i Żarnowo wytyczono atrakcyjny puszczański szlak konny. Przyjemność wędrowania po Suwalszczyźnie staje się dużo większa gdy do niej się dobrze przygotujemy lub trafimy w ręce dobrego przewodnika. Inaczej umkną nam  rzeczy niezwykłe, położone czasem zaledwie kilometr czy dwa od wstęgi szosy. Moja najlepsza turystyczna decyzja to zamiana samochodu na rower i prawdziwa penetracja Suwalszczyzny szutrówkami, dutkami polnymi i leśnymi.  Owszem, samochód jest przydatny, przede wszystkim dla nowicjuszy, aby zaliczyć tzw. wielką pętlę suwalską czyli wyrobić sobie jako takie, wstępne  pojęcie o Suwalszczyźnie. To taka ogólna karta dań, punkt wyjścia do koneserstwa.

Suwalszczyzna

Plan minimum to przejazd przez  Suwalski Park Krajobrazowy z postojem na punkcie widokowym w Smolnikach, wizyta w słynnym klasztorze Kamedułów nad jeziorem Wigry, przejazd przez  Puszczę Augustowską zaliczając śluzy na Kanale Augustowskim, potem spacer po zabytkowych dominikańskich Sejnach  i spojrzenie na stolicę polskich Litwinów Puńsk połączone z degustacją  blinów w śmietanie w restauracji Sodas.  Na deser –  samochodowy wypad  możemy zaplanować do wiaduktów w Stańczykach na skraju Puszczy Rominckiej.  Po drodze, we wsi Żerdziny na szosie Wiżajny – Żytkiejmy spotkamy tzw. trójstyk suwalski czyli zbieg trzech granic: Polski, Rosji i Litwy. Zaskakuje skąd w najbliższej okolicy wzięły się  dwa największe w Polsce stare wiadukty kolejowe przecinające puszczański wąwóż rzeki Błędzianki na wysokości 31, 5 metra i prowadzące donikąd ? Jesteśmy we wsi Stańczyki, na skraju Puszczy Rominckiej . Biegła tędy przed wojną linia kolejowa z Gołdapi, a w samej Puszczy uwielbiał polować sam… cesarz  niemiecki Wilhelm II. Obecnie ten nadgraniczny kompleks lasów świerkowo – sosnowych  / pow. 35,5 tyś ha z czego w Polsce 12 tyś ha /  określa się mianem „polskiej tajgi”. Gruby dywan mchów i wilgotny bór z bogatą florą przypominają lasy “Dalekiej Północy”, spotkamy tu łosie, wilki, jelenie , rysie, oczywiście bobry, wydry i… myśliwych z Europy zach.  Po pętli suwalskiej czas na kolejne przybliżenia, najlepiej bez samochodu, pieszo, rowerem, kajakiem, łodzią, a nawet konno. W oparciu o gospodarstwa agroturystyczne czy prywatne pola namiotowe można sobie wybrać zaciszne miejsce na bazę wypadową w okolicy, która najbardziej nas interesuje.

Jaćwing na rowerze

Suwalski Park Krajobrazowy nie przypadkowo został wybrany przez Andrzeja Wajdę do plenerowych scen “Pana Tadeusza”. Wcześniej tu znajdowała się także filmowa „Dolina Issy”.

Smolniki widok na jez. Jaczno

Tuż za wsią Smolniki, po prawej stronie  przy szosie prowadzącej do Suwałk znajduje się duża drewniana wiata na palach z najpiękniejszym punktem widokowym Parku. Z wysokości 120 metrów /różnica między wiatą a taflą wody/ patrzymy na panoramę jeziora Jaczno i wąwóz Wilczy Jar. Wraz z kilkoma przyległymi jeziorami Jaczno tworzy grupę jezior zwanych Jeziora Kleszczowieckie uważaną za najpiękniejszą w Polsce grupę jezior nizinnych. Widokowi dodają uroku świerkowe bory porastające liczne wzgórza, w tym także stożek Cisowej Góry /256 m.n.p.m/, zwanej suwalską Fudżijamą. Ze Smolnik rozchodzi się kilka szlaków pieszych i rowerowych, a samochód staje się już tylko zawadą w dotarciu do miejsc najbardziej niezwykłych. A jest ich tu bez liku. Dlatego tutaj, w sercu dawnej Jaćwieży najlepiej zamienić się w jaćwieskiego wojownika przemierzającego przestrzeń na dobrym rumaku czyli na górskim rowerze. Jadąc ze Smolnik niebieskim szlakiem dotrzemy do malowniczych  zakątków najgłębszego jeziora w Polsce i w środkowej części Niżu Europejskiego. Jest to jezioro Hańcza o głębokości 108, 5 metra. Jezioro Hańcza jest rezerwatem wodno – krajobrazowym. Zadziwią nas tu kamieniste plaże i przybrzeżny szelf typowy dla… wybrzeży morskich.

Jezioro Hancza

Nad jeziorem wznosi się lesista Leszczynowa Góra /272 m./, która wystaje na 45 metrów nad lustro czystej wody. Tuż przy Hańczy możemy natknąć się na dwa gigantyczne głazy o obwodach 9 i 10 metrów. Jeden z nich jest naznaczony trzema pionowymi liniami z XVI wieku. To dawny znak podziału puszczy między książęce dwory, tu przebiegała granica między Puszczą Przełomską i Marecką. Te głazy to tylko przedsmak pobliskiego rezerwatu geologicznego zwanego Głazowisko Łopuchowskie – największego na Niżu Europejskim. Te krainy zamieszkiwały onegdaj plemiona Jaćwingów. Zaledwie 6 kilometrów dzieli nas od Góry Zamkowej i pozostałości wielkiego jaćwieskiego grodziska. Aby tam dotrzeć czekają nas ostre podjazdy i karkołomne zjazdy.

Zamkowa_Gora

Góra Zamkowa otoczona jest trzema jeziorami, co w upalny dzień pozwala utrudzonemu rowerzyście na kąpielowe przerywniki. Tak też musieli robić wojownicy słynnych jaćwieskich wodzów Komata i Skomanda idących z wielkiego grodziska na Zamkowej Górze na wyprawy przeciwko Krzyżakom w XIII wieku. Idealnym miejscem na punkt wypadowy na Górę Zamkową dla rowerzystów zakwaterowanych daleko od Suwalskiego Parku Narodowego np. w Puszczy Augustowskiej czy nad Wigrami jest Jeleniewo. Tu możemy bezpiecznie, najlepiej na parkingu „Pod Jelonkiem” zostawić samochód z rowerowym bagażnikiem i ruszyć czarnym lub niebieskim szlakiem wprost na jezioro Szurpiły. Przyjemność sztabowego rozpracowania szlaku na Górę Zamkową, Kościelną i Cmentarną zostawiam już czytelnikom przy kufelku piwa w Jelonku  w Jeleniewie. A tam można pogrążyć się w lekturze najgrubszej w dziejach Suwalszczyzny powieści łotrzykowskiej  – Rękopisu zagubionego w Jeleniewie – powieści przenoszącej nas na Suwalszczyznę w czasach trylogii. A i tutaj były to wtedy ciekawe czasy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *