Czym Terra Madre bogata, tym się z nami dzieli…

Od powrotu z Krakowa, gdzie Jacek Szklarek, prezes Slow Food Polska zorganizował pierwszą polską edycję Terra Madre Slow Food Festival, minął już ponad tydzień, a ja wciąż żyję wspomnieniami z tej niezwykłej imprezy. I choć na mapie Polski przybywa miejsc, gdzie odbywają się regionalne jarmarki czy festiwale kulinarne, to ten był wyjątkowy. I to nie tylko za sprawą producentów, którzy prezentowali przyrządzone przez siebie przysmaki, ale przede wszystkim dzięki warsztatom, pokazom i spotkaniom z ludźmi, którzy o polskiej kuchni wiedzą niemal wszystko i potrafią się tą wiedzą i pasją dzielić.

W nowym obiekcie Targów w Krakowie wystawiło się kilkudziesięciu producentów żywności, cydrów, win i innych alkoholi. Można było spróbować różnego rodzaju mięs i wędlin, świeżej gęsiny, serów zagrodowych, chrupiącego pieczywa, prawdziwych soków, miodów, wafli, słodyczy, a nawet wypalanej w Krakowie kawy czy owocowej herbaty. Pojawiły się też niektóre convivia Slow Food, prezentujące specjały ze swoich regionów. Były też coraz popularniejsze w Polsce cydry, w tym świeży cydr świętomarciński do wypicia w ciągu kilku dni. Dużym zainteresowaniem cieszyły się piwa rzemieślnicze, miody pitne z pasieki Macieja Jarosa, a także mocniejsze alkohole – choćby śliwowica i inne destylaty z Manufaktury Maurera oraz nalewki od Karola Majewskiego. Aż żal, że tym razem nie mogłam ich skosztować.

Terra Madre 02Terra Madre 03Terra Madre 04Terra Madre 05Terra Madre 12Terra Madre 13

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie odmówiłam sobie natomiast pasztetu z gęsi, którym częstowali kucharze z restauracji w Dworze Sieraków. Tego smaku długo nie zapomnę. Niestety nie można go było kupić, więc do domu zabrałam jedynie jego wspomnienie. Ale goście festiwalu nie wychodzili z pustymi rękami. Dużym powodzeniem cieszyły się swojskie wędliny, sery, miody, a nawet żur. Tłoczno było m.in. przy stoisku firmy „Smakosz”, które oferowało wątrobiankę, kiełbasę w słoiku oraz wiejski smalczyk, a także wokół stołu, na którym Rodzinne Gospodarstwo Ekologiczne „Figa” prezentowało swoje sery kozie. Imponująco wyglądały także ogromne sery Comte, które zdominowały stoisko Slow Food Polska. A jako że jestem łasuchem, od razu zwróciłam uwagę na ciasta pochodzące z renomowanej i rekomendowanej przez Slow Food Polska Cukierni Consonni. I oczywiście wspaniałe miody Sądeckiego Bartnika. Tak naprawdę każdy prezentowany na Terra Madre produkt chętnie zabrałabym do domu.

Terra Madre 06Terra Madre 07Terra Madre 10Terra Madre 11

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To jednak nie wszystko. Samym targom towarzyszyły laboratoria poświęcone trzem różnym zagadnieniom: „Pić!” – były degustacjami win i piw rzemieślniczych, „Jeść” – dotyczyły m.in. serów, polskich zbóż i kawy, a „Gotuje się!” poświęcono pokazom kulinarnym w wykonaniu szefów kuchni i blogerów kulinarnych. W tej części można było posłuchać i podglądać takich mistrzów jak Adam Chrząstowski – szef kuchni restauracji Ed Red (pokaz „Polska wołowina kulinarna”) czy Bartosz Budnik z Restauracji Romantyczna („Polskie ryby słodkowodne w szybkim przygotowaniu”). Było też sporo o śledziach, makaronach, gęsinie oraz dziczyźnie, czyli przegląd tego, co najcenniejsze i najsmaczniejsze w polskiej kuchni.

Terra Madre Robert Maklowicz

A o bogactwie kuchni środkowoeuropejskiej opowiadał gość honorowy festiwalu Robert Makłowicz – człowiek barwny jak jego kulinarne opowieści. I choć nie jest on zawodowym kucharzem (studiował historię), to dla wielu pozostaje wyrocznią w tematach kulinarnych właśnie. A że na dodatek jest pasjonatem tego co robi, to z ogromną łatwością i od wielu już lat zaraża tym innych.

Terra Madre Wina swietomarcinskieSwoje pięć minut na Terra Madre miały też wina Świętomarcińskie. Co roku ich przybywa, nie dziwi więc, że doczekały się konkursu, właśnie podczas Terra Madre Slow Food Festival. W szranki stanęły winnice z Polski i Czech. Nagrodzono w sumie 12 win, w tym aż 8 pochodzących z południa naszego kraju, m.in. z Winnicy Srebrna Góra oraz Winnicy Nad Jarem.

Organizatorzy festiwalu przygotowali też coś specjalnie dla najmłodszych gości. Dzieci miały gdzie się wyszaleć, mogły także wziąć udział w specjalnych warsztatach piekarskich „Od ziarenka do bochenka”. Może u któregoś zakiełkuje miłość do kuchni, do pieczenia i gotowania. Kto wie…

Program był tak bogaty, że nie sposób było zajrzeć na każdy pokaz, uczestniczyć w każdym laboratorium smaku czy kolacji, przygotowywanych przez szefów kuchni restauracji z rekomendacją Slow Food Polska. A skoro już musiałam wybierać, to postanowiłam posłuchać rozmowy Jacka Szklarka z Wojciechem Modestem Amaro, postacią znaną nie tylko w kręgach Slow Food, ale też szerszej publiczności, choćby z dwóch kulinarnych show emitowanych właśnie w telewizji.

Terra Madre Amaro

Miałam okazję spotkać osobę z kulinarnego świecznika, pełną pasji, determinacji , ale też… pokory. I przy okazji poznać kilka faktów o kuchni staropolskiej, o których wcześniej nie miałam pojęcia, jak choćby ten, że prawdziwy staropolski bigos był daniem z bażanta skrapianego sokiem z limonki. Dziś, patrząc na współczesną jego wersję, trudno się tego domyślić. Pozostaje jedynie się cieszyć, że są ludzie, którzy odkrywają polskie produkty i polską kuchnię na nowo i chcą ją promować. A słysząc, jak Wojciech Amaro cytuje René Redzepiego, który po polskiej edycji COOK IT ROW powiedział w wywiadzie dla ABC, że kolejną wielką kuchnią będzie właśnie polska, nie uważam tego za niemożliwe. Zwłaszcza po wizycie w Krakowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *