Czeski Krumlov – bajkowe miasteczko w Południowej Bohemii

Kiedy patrzy się na Czeski Krumlov z góry zamkowej wydaje się, że rzeka nie mogła z tej ślicznej krainy odpłynąć. Wełtawa wije się, zatacza pętle, rzeźbi łezki mikroskopijnych półwyspów dające schronienie malowniczym domkom – powykrzywianym, powciskanym w każdą dostępną szczelinę. Zielone wzgórza miękko otulają krajobraz w oddali i dają poczucie spokoju i przytulności. Kiedy natomiast patrzy się na Czeski Krumlov z tarasu widokowego z półwyspu, na którym zagnieździło się średniowieczne centrum miasteczka, wpada się w objęcia wyrastającego z wielkiej skały rozległego zamku. Czujemy jego moc i wielkość. Mimo wieków historii, bogactwa zamku, gmatwaniny uliczek i mostków czujemy się jednak lekko, dusza się śmieje. Taki jest Czeski Krumlov – potężny i przytulny, wielki i malutki, poważny i po czesku radosny.

DSC06085DSC06237

Nie dziwi więc, że to 14-tyś. miasteczko, wpisane w 1992 roku na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i plasujące się na drugim po Pradze miejscu w Czechach pod względem liczby odwiedzających go turystów, zostało w 2008 roku uznane przez magazyn National Geographic jako szesnaste wśród najpiękniejszych historycznych miejsc na świecie. Już wjeżdżając do Krumlova czuje się oddech turystów na zderzakach – samochody ciągną się w powolnej kolejce, autokary szukają parkingów przed starówką. Po jednej stronie drogi masywna skała z zawieszoną willową dzielnicą mieszkalną, po drugiej otwiera się widok na dominujący zamek i mostek prowadzący do głównej średniowiecznej bramy wjazdowej do miasta.

DSC06267Zamek, największy w Czechach po praskim na Hradczanach, ma historię tak długą i bogatą, jak jego kształt i style architektoniczne. Siedem wieków panowania pięciu rodów od Witigonenów do Schwarzenbergów (najbogatszego rodu w Czechach), pięć stylów (od gotyku po klasycyzm) ciągnących się przez pięć dziedzińców rozrastającego się zamku. DSC06359Rozciągnięty na wąskiej skale, połączony z następną (na której znajduje się jeden z najlepiej zachowanych na świecie teatrów barokowych oraz park zamkowy) mostem przypominającym zadaszony akwedukt, stanowi potężną warownię, ale równocześnie wtapia się w samo centrum miasta. Dawne przedzamcze to teraz placyk pełen sklepików i knajpeczek. Lecz jednych i drugich jest tutaj wiele, aż za wiele, przyzna polski turysta myślami krążąc po naszych architektonicznych cackach takich, jak Sandomierz czy Kazimierz nad Wisłą. Nasze jakieś takie smutne w zestawieniu z Krumlovem, w którym brzegi Wełtawy pulsują kawiarnianym gwarem, każda uliczka zaprasza ciekawymi witrynami galeryjek, sklepików, restauracji, piwiarni, cukierni, muzeów, kwiaciarni, hotelowych ogródków i czym jeszcze dusza zapragnie (patrz: album „Czechy od frontu” w zakładce Galeria na Slow Poland). DSC06056Placyków zresztą tu wiele i każdy ciekawy, zaułków, skwerów widokowych, podwórców, mostków z grajkami i japońskimi fotografami próbujących uwiecznić każdy kawałek muru, wieżę, skałę zamkową, zakole rzeki w każdym możliwym świetle.

Można chodzić bez końca, przysiadać na piwo w wielkim kuflu, uraczyć się przepysznymi trdelnikami – to takie „ciasto drożdżowe z paleniska”, słowacki specjał; zasiąść w jednej z niezliczonych typowo czeskich restauracji – dużych, kilkusalowych, z solidnymi drewnianymi stołami i paleniskami, na których grillują się okazałe kotlety wieprzowe czy jagnięce. DSC06008To fascynujące swoją drogą, że Czesi tak cenią i promują swoją kuchnię – wszędzie w oczy rzucają się przede wszystkim tradycyjne czeskie menu w restauracjach, zupełnie odwrotnie niż w Polsce. A jak sobie już podjemy możemy zafundować sobie strawę duchową i wstąpić do galerii, takiej czy innej, bo jest ich w Czeskim Krumlovie wiele i co jedna to ciekawsza. Pominąć jednak nie możemy:

Egon Schiele Art Centrum i wystawy Humor w Sztuce, gdzie oprócz obrazów imiennika galerii, czeskiego Klimta związanego z Krumlovem, w tym sezonie zobaczycie świetne prace Jiri Slivy – rysownika i karykaturzysty; Vladimira Jiranka – ilustratora, komentatora i karykaturzysty, ikony paru pokoleń oraz czeską premierę ponad 100 prac brytyjskiego karykaturzysty Gerarda Skarfe’a (tak tego od The Wall Pink Floyd – wystawa do 28 października ’12). Zapewniam, że wyjdziecie stamtąd ubawieni, a może nie będziecie chcieli wychodzić, bo również wnętrza tej galerii stanowią ciekawe estetyczne przeżycie;

– wystawy fotografii i obrazów Jana Saudka w Domu Fotografii na Satlavskiej 141 („czeskiego fotografa”, jak sam siebie nazywa, wyklętego ze wstydem przez komunistyczne Czechy i kochanego na Zachodzie „malarza obiektywu” i obnażonych pulchnych kobiet, który wszystkie swoje zdjęcia-obrazy robił na tle jednej, obdrapanej, pozaciekanej ściany, ale jakie zdjęcia i jakich kobiet!);

DSC06313Atelier Fotograficznego i Muzeum Josefa Seidla, który uwiecznił na starej fotografii magię Czeskiego Krumlova.

Możemy wpaść do Muzeum Figur Woskowych czy Muzeum Marionetek, albo do Muzeum Regionalnego w Krumlovie, zwiedzić Zamek (są 2 trasy do wyboru, ale pierwsza obejmuje Salę Masek i bibliotekę zamkową i zapewniam, że nie chcielibyście tych dwóch wnętrz pominąć) oraz unikatowy Teatr Barokowy (uwaga – bilet kosztuje 350 koron) i połazikować po ogrodach zamkowych. Potem znowu wypada zjeść coś konkretnego (np. pivni utopenec czy veprova panenka na pomerancich) i wpaść do Księgarni Szekspirowskiej poszperać w dobrych książkach lub do sklepu z płytami, gdzie znajdziecie perełki wydań analogowych, popatrzeć na wędrujących po miasteczku ubranych w stroje z epoki turystów lub samemu zapisać się na taki spacer po mieście dla „przebierańców”. I jeszcze wiele, wiele innych rzeczy możecie robić, bo Czeski Krumlov wydaje się w swych atrakcjach niewyczerpany.

Tak więc wybrać się trzeba do Krumlova na więcej niż dzień, bo wielki niedosyt w was pozostanie, a zgodnie z filozofią Slow – miejsce trzeba poczuć a nie tylko dotknąć, powąchać, pozaglądać w jego „wnętrza”, posmakować i poznać z wolna i przy kuflu piwa. DSC05969A zamieszkać najlepiej w jakimś pensjonacie, prowadzonym przez przesympatyczne Czeszki – córkę i mamę – w kamienicy blisko zamku, gdzie każdy apartament ma swoją niepowtarzalną duszę a hol wita podróżnych przysadzistymi fotelami i antyczną kamienną umywalką w ścianie, na zapleczu jest ogródek dla nienasyconych widokiem Zamku, śniadania są podawane właściwie do łóżka a na półpiętrze na wszelki wypadek jest dostępna dla gości kuchnia – czyli w Pension Ametyst, w którym my zamieszkaliśmy.

I pamiętajcie, wieczorem koniecznie trzeba zejść nad brzeg Wełtawy i spojrzeć na podświetlony Zamek – zapewniam, że tego widoku długo nie zapomnicie. Wcześniej tylko raz, będąc w Perugii i spoglądając wieczorem na zewnętrzne mury miasta zrastające się ze ścianami monumentalnych średniowiecznych „wieżowców” (ok. 7-piętrowych budynków mieszkalnych) oświetlonych miękkim, zamglonym światłem przemówiły do mnie duchy średniowiecza. Zamek w Czeskim Krumlovie również ma swojego ducha – Białą Damę, nieszczęsną Perchtę von Rosenberg, ale jest to duch w czeskim stylu, przedstawiany poważnie, ale z przymrużeniem oka, bo podobno „włóczy się” również po innych zamkach w okolicy. DSC06167

W każdym razie, skały wzgórza zamkowego płynnie przechodzące w ściany zabudowań zamkowych wyglądają zjawiskowo. Poczujecie się jak mrówki, do których przemawiają wieki. Potęga, piękno, siła, magia. Nie dziwi więc, że na ławeczkach siedzą zakochani i nic nie mówią, bo cóż tu słowa piękniej wyrazić mogą – przecież „Nie do opisania są uroki i dziwy świata.”, jak pisze filozoficznie Karel Ćapek.

 

Artykuły, które mogą Cię zainteresować...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *