Oberża pod Czerwonym Wieprzem

Oberża pod Czerwonym Wieprzem to jedyne miejsce w Warszawie, gdzie na talerzu znajdujemy kawał …dobrze wypieczonej historii. I coś jeszcze…

Pomysł był znakomity, bynajmniej nie łatwy do realizacji, szczególnie wtedy gdy odstrzał  „czerwonych wieprzy” był w modzie jako rozrywka lekka, łatwa i… bezpieczna, a wszelakie opowieści i legendy PRL-u pikowały w stronę jednoznacznie „black stories”.

Na szczęście młodym warszawskim restauratorom dopisywało poczucie humoru i klarowna wizja jedynej, niepowtarzalnej w swoim stylu pastiszowej oberży.

Co najważniejsze – byli przekonani, że takowe poczucie humoru mają także warszawscy biesiadnicy i bibosze i… wbrew pozorom – nie trzeba być skoligaconym z dawna oligarchią PRL-u aby z lubością rozprawić się z wielka porcją golonki Ericha, pysznymi kołdunami Breżniewa czy smakowitą porcją kaczki po polsku a’la Cyrankiewicz.

Czas pokazał, że mieli rację!

Nie wierzycie to… zapytajcie samego Bruca Willisa! Czerwony Wieprz znalazł się nawet na oficjalnych stronach Hollywood, a potem zainspirowany ucztą Bruce nakręcił film RED. A może to aluzja do Czerwonych Wieprzy – bo RED to inaczej Retired Extremly Dangerous.

Bruce Willis Oberża pod Czerwonym Wieprzem

Ale powoli… slow, slow – chyba zbyt szybko zdradzamy menu i przechodzimy do listy sławnych bywalców oberży. Menu, mimo, że stanowi kwintesencję każdej dobrej oberży to  jednak nie wszystko. Dobra biesiada wymaga gry wstępnej, dobrej oprawy, czasu, anegdoty, facecji.

I to wszystko znajdziemy w Oberży pod Czerwonym Wieprzem.

Na rogu ulicy Żelaznej i Chłodnej, kilkaset kroków od zawsze rojnej i otoczonej słynnym bazarkiem Hali Mirowskiej z drewnianej tablicy spogląda na nas wesoły czerwony prosiaczek, no – niech będzie, że to jednak wieprz. Musi mieć już swoje lata, skoro towarzyszy mu data 1909. Tuż obok, na chodniku stoi stara czarna Wołga. W porównaniu z wiekiem prosiaczka rocznik 1909, ta Wołga, ulubiony samochód prominentów, to istna małolata. A i prosiaczek okaże się małolatem, jak cofniemy się w historii oberży jeszcze w czasy króla Sasa, tego od przysłowia „za króla Sasa jedz i popuszczaj pasa”, a więc do czasów… saskich wieprzy.

Restauracja pod Czerwonym Wieprzem

Bo wtedy właśnie  przy dukcie prowadzącym ze wsi Wielka Wola do Warszawy powstała oberża, która przyjezdnych nie tylko karmiła, ale też dbała o ich środek lokomocji, a nie były to jeszcze wehikuły typu Wołgi tylko konie. Oberża zasłynęła z obfitego jadła i usług  dobrego kowala. Nazwano ją Żelazną Oberżą a i dukt zyskał miano ulicy Żelaznej.

Prawdziwy wiek żelaza, już tego nie od podków, dopadł Warszawę w XIX wieku. I właśnie w tej dzielnicy gdzie mknie ul. Żelazna powstały słynne zakłady metalowe Gerlacha i Lilpopa, a po sąsiedzku na ul. Grzybowskiej browar Błażeja Haberbusha i Konstantego Schiele. Ich doskonały produkt – piwo ważone według nowej receptury ze znakiem sfinksa można było degustować w Żelaznej Oberży. A potem historia przyśpieszyła. Wraz z drapieżnym kapitalizmem rósł w siłę radykalny proletariat, a wraz z warszawskim bogactwem i nędzą  pojawili się socjaliści, komuniści, spiski i krwawa rewolucja w roku 1905. Oberża dużo widziała… kto tu nie biesiadował, kto tu nie konspirował? Z listów  Róży Luksemburg wynika, że bywał tu nawet młody Lenin, wszak Warszawa była w zaborze rosyjskim.

Ale o tym zacni bibosze i biesiadnicy dowiecie się więcej z jedynego w swoim rodzaju, niepowtarzalnego menu w formie starej  gazety. W pełnej zwrotów akcji – niczym w klasycznym kryminale – z wypiekami na twarzy dojdziecie aż do czasów Edwarda Gierka „Rozrzutnego” i niezwykłego, tajnego spotkania „monarchów” komunistycznego świata. To wydarzenie przypomina wielki obraz w głównej sali oberży.

menu Oberża pod Czerwonym Wieprzem

Kogo my tu widzimy przy biesiadnym stole? Czyżby to była ostatnia wieczerza apostołów komunizmu? Nie zdradzimy niczego. Bawcie się sami w rozszyfrowanie Kodu Leo… Nida!  Da da da …da towariszczi nada podumać!

Dla New Generation to niezła zabawa, aby przy kufelku piwa rozszyfrowywać face after facewho is who. Oczywiście wszyscy poznają Fidela z wielkim cygarem tańczącego z kobietą, czy też wypasionego Leonida, ale już odróżnić Kadara od Husaka… ho, ho, wyższa szkoła jazdy, trzeba pytać weteranów! A o nich nie jest wcale łatwo! Jak zajrzycie tu wieczorkiem to usłyszycie wielojęzyczny gwar. Czerwonego Wieprza uwielbiają cudzoziemcy.

Wiele ciekawych historii opowiada nam Piotr Popiński jeden z twórców i współwłaściciel tej niezwykłej oberży. Wieprz stał się modny np. w Azji. Piszą o nim w japońskich przewodnikach, film o wieprzu kręciła chińska telewizja z Tajwanu. Spotkamy tu często Hiszpanów, Włochów i Francuzów, a więc nacje rozmiłowane w biesiadowaniu w dobrych restauracjach. Pałaszują ze smakiem potężne porcje dań dla dygnitarzy, burżujów i proletariatu. Tak, to ważny podział w dowcipnie zredagowanym menu oberży. Inaczej jadał, a bywało i niedojadał lud prosty, a zupełnie inaczej nie tyle jadał co i żarł czerwony wieprz lub… spekulant. Jeden i drugi z uwielbieniem kultywowali saskie czasy obżarstwa i pijaństwa. Zajrzyjmy w kartę!

Dla proletariatu:

Lorneta z meduzą czyli seta i galareta, pyzy z Różyka i pierwszomajowy barszcz czerwony czysty bez kołdunów!

A dla dygnitarzy i czerwonych burżujów :

na zakąskę befsztyk tatarski „spod lady” albo pasztet z dziczyzny upolowany przez Gajowego Maruchę z marynowanymi grzybami i leśną żurawiną , z zup Gierkowa Truflowa z płatkami parmezanu według receptury żony Generała de Goulla i z dań głównych kaczka po polsku a’la Cyrankiewicz w sosie wiśniowym z pieczonym jabłkiem.

Oczywiście to tylko jeden z wielu wariantów – jakże tu nie spróbować  Golonki Ericha  czy kurczaka Mao w chrupkim cieście, kuszą zrazy z dzika marynowanego w jałowcu a ‘la Tito.

Tak drodzy bibosze! Nie ma lekko – za jednym podejściem nie ogarniemy sutego stołu wielkich dygnitarzy. Biesiada tutaj wymaga dzikiego apetytu z elementami wrodzonego łakomstwa i pazerności na wielkie porcje, wymaga też czasu i dobrego towarzystwa. To nas prowadzi do prostej konkluzji – tutaj zapomnijmy o pośpiechu, slowingujmy wypełniając przerwy między potrawami krwistą anegdotą i ciekawym  toastem

Nad finezją i jakością potraw czuwa słynny kucharz pan Wojciech Pasikowski. To wielce znana postać chociażby w elitarnym Stowarzyszeniu Szefów Kuchni.To on osobiście przygotował czekoladowy tort będący zarazem portretem Bruce’a Willisa. Bruce był zachwycony…A wiecie co by było gdyby pan Wojciech zrobił z czekoladowego Bruce’a bohomaza albo faceta szpatnego? Zaiste Warszawa miałaby swoją Szklaną Pułapkę V…sorki Szklanego Wieprza I.

Nie zdradzę Wam, drodzy smakosze co jadłem, bo bywam tu częściej i mam swoje ulubione dania, daję wam czas na odkrycia i empirię i czekam na wasze impresje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *