Calcio Storico Fiorentino i królewicz Władysław Waza

Want create site? With Free visual composer you can do it easy.

Czy pierwszym polskim kibicem piłkarskim był… królewicz Władysław Waza? Wiemy jedno! W lutym Roku Pańskiego 1625, goszczony przez dom Medyceuszy we Florencji, z wielkim zainteresowaniem obserwował mecze caccia, czyli ówczesnej piłki nożnej odbywające się na placu przed kościołem Santa Croce.

 

Toskania wita polskiego następcę Tronu

Zapiski we wszystkich diariuszach towarzyszących mu w podróży osób są identyczne. Królewicz, wraz z towarzyszącymi mu młodymi polskimi magnatami, dotarł do Florencji 26 stycznia. Dzień wcześniej, tuż po wjeździe na teren toskańskiego księstwa, witany był z wielkimi honorami w miejscowości San Casciano. Wyjechał mu naprzeciw sam młodziutki Medyceusz, arcyksiążę Ferdynand II. Wczasy florenckie następcy polskiego tronu – jak pisze znawca epoki i Włoch, historyk Alojzy Sajkowski – trwały blisko miesiąc. Pobyt w mieście przerwała jedynie pełna atrakcji wyprawa po Toskanii z odwiedzinami Pisy, Livorno i Pontederry. W toskańskim porcie na cześć polskiego królewicza oddała honorową salwę flota 30 okrętów. Wśród wypełniających pobyt młodego Wazy spektakli teatralnych, maskarad, przyjęć, karnawałowych przebieranek, polowań, pokazów szermierki, tańca i ujeżdżania koni, znalazła się też jedna niepowtarzalna tutejsza atrakcja będąca zarazem dumą Florencji – calcio. Jak pisał słynny florentczyk Nicolo Machiavelli w roku 1502:

„… Calcio (nazywa się też tę grę caccia i to z tego samego powodu – obu tych słów używa się w Italii na określenie uderzenia nogą, uderzenia gwałtownego, a czasem delikatnego) jest sportem florenckim z dzielnicy Santa Croce… Polega na wprowadzeniu piłki do siatki przeciwnika za wszelką cenę… Mecz trwa krócej niż jedna msza, to znaczy pięćdziesiąt minut i odrobinę dłużej…”

Calcio Storico - Florencja

Trzy mecze w sześć dni

Następca polskiego tronu pierwszy mecz obserwował incognito w dniu 6 lutego z okien pałacu Barberini. Trzy dni później – 9 lutego, w towarzystwie markiza del Monte i wesoło przebranych przyjaciół, kibicował już graczom bezpośrednio na placu Santa Croce. Wreszcie 11 lutego, w tym samym miejscu był świadkiem zmagań drużyny Aqua Mare (potem przyjęli nazwę Squadra Azzurra, czyli Błękitni) ze Squadra Bianca, czyli Białymi.

Trzy mecze w 6 dni to niezła dawka emocji. Królewicz Władysław powinien mieć szacun u wszystkich polskich kibiców. Tyle wrażeń w tydzień może zapewnić i dzisiaj Seria A – najwyższy we Włoszech szczebel rozgrywek piłkarskich – ale tylko wtedy, gdy mecze ligowe dopełnia walka o Puchar Włoch lub Liga Europy. I tak haruje ku radości swoich tifossi w lutym A.D. 2017 słynna Fiorentina: np. 11 lutego grała mecz z Udinese, 16 lutego wyprawiła się do Niemiec na mecz w Lidze Europy i zaraz po powrocie 19 lutego grała w Mediolanie. Trzy mecze w kilka dni, z czego tylko jeden w domu. Zwariowany na punkcie piłki historyk, jak  autor tej pogwarki, lubi takie porównania, bowiem we Włoszech, a już szczególnie w Toskanii, tradycje są wieczne i ku radości turystów pięknie kultywowane. Otóż, gdy 28 maja Fiorentina i drużyny Serii A Calcio zakończą piłkarski sezon, to wróci dawna historyczna piłka.

Calcio strorico fiorentino

Calcio Storico Fiorentino – tradycja i żywy spektakl

W czerwcu na Plac Santa Croce wkroczą z wielką paradą zawodnicy Calcio Storico ubrani identycznie jak ci, których podziwiał blisko 400 lat temu nasz królewicz będący wtedy w wieku… Roberta Lewandowskiego. Oczywiście inna to była gra, bardziej przypominała dzisiejsze rugby i właśnie taką kultywują w czerwcu florentczycy.

Stefan Pac – towarzyszący królewiczowi kronikarz wyprawy i obserwator meczów podkreśla brutalność calcio. Zauważa, że do przerzucania piłki używano rąk i nóg, każdy chwyt był dozwolony, było też wiele kontuzji. Zespoły liczyły po 27 osób. Miały swoje proporce – dzisiaj powiedzielibyśmy barwy klubowe w różnych kolorach. I tak obserwowana przez późniejszego króla Władysława IV Squadra Azzurra (Błękitna), wówczas zwana Aqua Mare (Woda Morska), reprezentowała dzielnicę Santa Croce, a jej rywale Squadra Bianca (Biała) dzielnicę Santo Spirito. Kwartet calcio storico uzupełniają dzisiaj Squadra Rossa (Czerwona) z Santa Maria Novella i Squadra Verdi (Zielona) z San Giovanni.

Calcio storico fiorentino

Dla zaprawionego w prawdziwych bitwach, chociażby pod Smoleńskiem czy Chocimiem, polskiego królewicza, a zarazem wielkiego miłośnika teatru włoskiego, taka ujęta w reguły męska bitwa o piłkę była fascynującym spektaklem. Co ciekawe, niczym współczesny VIP przed meczem prestiżowej Ligi Mistrzów, królewicz otrzymał dedykowaną mu specjalną broszurę z opisem zasad gry.

W swoim diariuszu Jan Hagenau pisze:

„…Origo, modus et regulae (Genezę, sposób i zasady gry), którą oni sami nazywają calce od nóg (calcibus), którymi piłka jest zazwyczaj popychana, można znaleźć w książeczce wydanej w łaskawości Najjaśniejszego Księcia i jemu dedykowanej…”

Pac wspomina, że zazdrośni o swoją unikalną specjalność sportową Florentczycy prosili nawet królewicza, aby gry nie rozpowszechniać w Polsce. Młody Waza słowa dotrzymał, a szkoda… Jego ojciec król Zygmunt III przeniósł stolicę z Krakowa do Warszawy, to Władysław mógłby przejść także do historii jako fundator pierwszej polskiej drużyny calcio. Królewska Legia Warszawa obchodziłaby niebawem 400 lecie…

Calcio storico fiorentino 1902

Mecz o wolność

Po lekturze powieści Calcio kolumbijskiego pisarza Juana Estebana Constantina mam nawet wizję drużyny królewskiej caccio, złożonej z największych husarskich zakapiorów, gotowej przyjąć każde wyzwanie. I tu znowu wielka frajda dla kibiców–historyków lub odwrotnie. Otóż głównym wątkiem powieści Juana Estebana Constantina jest mecz calcio, który w lutym roku 1530 w oblężonej przez wojska cesarza Karola V Florencji stoczyli na placu Santa Croce Florentczycy z Hiszpanami. Stawką była… wolność!

Ta niezwykła a zarazem prześmieszna powieść historyka i wykładowcy z Universidad del Rosario w Bogocie wyróżniona została nagrodą Spartakusa za najlepszą powieść historyczną opublikowaną w języku hiszpańskim. Ośmielony akademickim autorytetem autora pozwolę sobie na pewien smakowity i dosadny kibicowski cytat z powieści. A czasy wtedy były bardzo burzliwe, skomplikowane politycznie, przepełnione wojnami i krwawą rywalizacją papieża Klemensa VII, cesarza Karola V, królów i książąt wszelakiej maści o trony, tytuły i zasobną, przebogatą Italię.

I znowu wkraczamy na nieśmiertelny plac Santa Croce.

„…Ludzie przyszli na plac Santa Croce z czterech dzielnic Florencji, a każdy niósł swe barwy i swoją flagę: ludzie z Santa Maria Novella wielki czerwony proporzec, ci z Santa Croce błękitny, z Santo Spirito biały, a z san Giovanniego zielony – pod tymi proporcami, pod tymi barwami te dzielnice przez wieki ścierały się w calcio, a teraz jednoczyły się, żeby rzucić wyzwanie cesarstwu, które z nimi walczyło i zabijało ich głodem. Tym razem kobiety uszyły formidalibis kapę w tych czterech barwach, a była tak wielka, że przykrywała cały plac od krańca po kraniec. A jaka panowała wrzawa! Jakże krzyczeli florentczycy tego dnia! Odśpiewali zwyczajowe przyśpiewki, mające wspierać miłe im drużyny, ale teraz kierowali je przeciwko pieprzonej Hiszpanii i przeciw papieżowi, i księciu orańskiemu i Karolowi V, i Joannie Szalonej, i tak krzyczały florenckie dzieci, tysiącami gromadzące się na trybunach okalających pole gry, i wygrażały rękoma w stronę San Miniato:

Karol, gwelfie, skurwysynu, trzeba jebać gibelinów. Siła, walka, wola, zajebiemy Karola. Klemens papieżyku mój, w całych Włoszech nazywają ciebie chuj. I: tak się bawi, tak się bawi Flo-ren-cja! A w tym czasie muzycy paradowali po placu z trąbkami i bębnami, w pasiastych getrach, w aksamitnych beretach. I w takiej atmosferze wyszli gracze na plac…”

(Juan Esteban Constantin – Calcio. Dom Wydawniczy Rebis. Przekład Wojciech Charchalis)

I drodzy Czytelnicy – proszę mi się tu nie gorszyć epitetami i nie przykładać reguł dzisiejszej poprawności politycznej do epoki Renesansu.

Florencja_Bazylika

54 zawodników i 50 minut emocji

Wracając do historycznego meczu – cóż, remis 3-3 nikogo nie zadowolił, a rujnujące miasto oblężenie trwało jeszcze kilka miesięcy. Najważniejsze, że mecze rozgrywane według zasad, jakie otrzymał spisane w specjalnej broszurze blisko 400 lat temu królewicz Władysław i jakie oglądał na żywo na placu przed kościołem Santa Croce, możemy obejrzeć i my. Oczywiście we Florencji, oczywiście w tym samym miejscu na placu Santa Croce w miesiącu czerwcu. Wielki finał odbywa się zawsze w dniu patrona Florencji – św. Jana Chrzciciela, czyli 24 czerwca.

Mecze według pieczołowicie kultywowanej tradycji noszą nazwę calcio storico fiorentino.

Doskonały opis zasad gry, wraz z rozmową z jednym z najsłynniejszych graczy Emmanuele Nannuccim, znajdziemy w artykule Agaty Knapik pt. Calcio storico fiorentino w czasopiśmie polsko-włoskim Gazzetta Italia. Nannucci, obecnie trener boksu i crossfitu, opowiada zajmująco o zasadach gry, treningu calcio storico i kryteriach doboru zawodników. W każdej drużynie może być trzech zawodników spoza Florencji. W drużynie Zielonych jest dwóch Polaków, zawodników MMA z Gdańska: Michał Wlazło i Adam Kulik. Ktoś zapyta, czy warto jechać do Florencji na trwający 50 minut spektakl? Odpowiedź jest prosta i tylko jedna! Warto! Dla wielbicieli Toskanii wielką atrakcją jest już jest sama parada graczy i postaci historycznych. Barwny orszak liczy 500 osób i przemierza Florencję idąc jej ulicami od placu Santa Maria Novella do placu Santa Croce. Tam czeka specjalnie wybudowana i pokryta piaskiem arena. Pięćdziesięciu czterech mężczyzn staje do morderczej walki, która trwa 50 minut. Zwycięska drużyna otrzymuje w nagrodę cielę. A potem wszyscy się doskonale bawią… pełnia renesansu w XXI wieku!

Florencja_calcio storico

I sięgnijcie czasem przy tej okazji do klasyków. Uwielbiam doskonale ujęte przez Nicolo Machiavellego obowiązki obrońców w caccio:

„…Obrońcy muszą być jak pies Cerber… i nie pozwolić na przejście atakującym z przeciwnej drużyny. Niech ich obejmują, podcinają, prześladują, niech sprawią, żeby zatęsknili za domowym ciepłem. A kiedy piłka znajdzie się w ich rękach, przekazują ją biegnącym, aby mogła wydarzyć się poezja…”

Brzmi znajomo? Mourinho, Guardiola, Klopp , Ancelotti? A może prawdziwy historyk w gronie trenerów Jacek Magiera?

Niechaj więc wydarzy się poezja! Do zobaczenia w czerwcu we Florencji!

Rzeźby na Piazza della Signoria_Florencja

 

Autor korzystał m.in. z następujących książek i publikacji:

Juan Esteban Constantin – Calcio; wyd. Rebis Poznań
Alojzy Sajkowski – Włoskie przygody Polaków; PIW Warszawa
Paul Stratham – Medyceusze; Bellona Warszawa
Agata Knapik – Calcio storico fiorentino; Gazetta Italia, grudzień 2016-styczeń 2017

 

Zdjęcia:
Jerzy Socała, Calcio Storico Fiorentino, Wikipedia
Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

One thought on “Calcio Storico Fiorentino i królewicz Władysław Waza

  1. W meczach piłki nożnej najbardziej interesują mnie Robert, Kuba i inni nasi piłkarze, ale artykuł Jurka jak zawsze interesujący.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *