Budapeszt, czyli kilka dygresji wielbiciela Tokaju i papryki

Dziś do rana Tokaj piłem… moja ty, miła ty dzieweczko ma! I choć w głowie tęgo zaszumiało…

Oj te pozytywne energie zaczarowane w dobrym winie… Śpiewało się tę piosenkę na studenckich trampingach po Węgrzech, śpiewało na rajdach przy ognisku. Któryś z bardów mi zaraz podpowie, że pomyliłem słowa, gdyż inna wersja tej pieśni biesiadnej ponoć zaczyna się: „…co wieczora Tokaj piłem…”. Co wieczora Tokaj? To już nie na studenckich wyprawach! Śpiewało się więc o Tokaju, dookoła były naprawdę piękne dziewczyny, ale pijało się z animuszem… swojskie i tańsze jabole z fantazyjnymi nazwami, jak Cycula czy Dziewica Dziedzica. Bo dobry Tokaj musi kosztować i jest trudno dostępny na globtroterskich gościńcach poza Węgrami, szczególnie gdy nazywa się Tokaj Aszu.

Nasi przodkowie bardzo sobie cenili węgrzyna, jak zwano w Rzeczypospolitej Obojga Narodów tokajskie wina. Dodajmy zasobni przodkowie, co tłumaczy dlaczego rodzina Fukierów miała na Starówce największą kolekcję win Tokajskich na świecie.

Te miłe dygresje dopadły mnie w Budapeszcie, gdy wchodziłem do słynnej, pełnej najlepszych węgierskich specjałów Wielkiej Hali Targowej, położonej nad Dunajem tuż przy moście Wolności. Zwana była Pierwszą Halą Targową, gdyż jej otwarcie nastąpiło w roku 1897. Halę zaprojektował słynny architekt doby historyzmu Samu Pecz. Chyląc czoło przed cudownym starym Budapesztem dodam, że rok wcześniej, czyli w 1896, ruszyło tu pierwsze metro na kontynencie, rok przed otwarciem hali, ale za to 4 lata przed otwarciem metra w Paryżu i 8 lat przed metrem w Nowym Jorku!

IMG 1017 (Large)

IMG 0977 (Large)










Aby jeszcze dołożyć jakąś węgrofilską ciekawostkę na tokajowym feelingu dodam, że profesor Albert Szent-Gyorgy dostał w roku 1937 Nobla z medycyny za… paprykę!!!

Tak naprawdę chodziło o wyodrębnienie kwasu askorbinowego, czyli witaminy C z papryki. Zacny profesor żył sobie 93 lata i wymyślił jeszcze pastę paprykową. I właśnie tutaj w Hali zwanej po węgiersku Nagy Vasarcsnok mam zamiar nabyć różne pasty paprykowe, salami, wino i palinkę do domowej spiżarni i piwniczki.

I dlatego zgłębiam kulinarny język węgierski, co by dobrze rozszyfrować etykiety na tysiącach pyszności zgromadzonych w kramach hali. Podstawowe słowa przy zakupach papryki to: ostra, czyli eros lub csipos, słodka – edernemes i csemege – delikatesowa oraz kulonleges – mocno czerwona, drobno mielona, słodka. Warto też wiedzieć, że pomysł na sproszkowaną suszoną paprykę narodził się z biedy w czasach wojen napoleońskich. Gdy zabrakło pieprzu wymyślono paprykę pikantną w proszku. I to był genialny pomysł. Z dobrej papryki i paprykowej tradycji słyną miasta Szeged i Kalocsa.

IMG 0989 (Large)

IMG 0990 (Large)










Papryka jest tu, w budapeszteńskiej słynnej hali, wszechobecna w każdej postaci. Najbardziej malowniczo wygląda papryka w suszonych wieńcach. Możemy też tu nabyć różne kiszonki, czyli savanyusag, w tym paprykę nadziewaną kapustą. Panie profesorze Albercie Szent-Gyorgy – kupując te delicje pełne witaminy C wypiję pana zdrowie pucharem Tokaju Aszu i poprawię kieliszeczkiem morelowej palinki.

A przed moimi oczyma otwierają się uliczki pełne salami i suszonych kiełbas paprykowych zwanych parasztkolbasz. Zrobię sobie jednak małą przerwę i wejdę na piętro na pajdę tzw. tłustego chleba – zsiroskenyer, czyli chleba ze smalcem posolonego i posypanego… oczywiście pyszną papryką.

IMG 0982 (Large)

IMG 0985 (Large)










Muszę ogarnąć swój zakupowy zapał, bo człowiek głodny kupuje czasem za szybko i pochopnie… slow, slow paprika!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *