Ballada o Marysi, Jelonku i rękopisie zagubionym w Jeleniewie

Chciałoby się wziąć gitarę i wyśpiewać przy ognisku tę gawędę ludzi gościńca o zaczarowanych suwalskich szlakach i kultowym miejscu zwanym Jelonkiem. Po prostu – Jelonkiem – niezależnie od tego, czy towarzyszy mu nazwa „bar”, jak onegdaj bywało, czy też restauracja, jak to jest teraz Anno Domini 2012. Opowieść o Jelonku nie byłaby warta funta kłaków, gdyby nie towarzyszyło jej pewne miłe damskie imię znane ze słynnej bajki, czyli Marysia. I mimo, że Marysia z Jelonka ma już dwie śliczne wnuczki, to nadal jest dla wszelkiej maści wędrowców, rowerzystów, obieżyświatów i oberży… światów tą samą wesołą Marysią, uwiecznioną nawet w dwóch powieściach.

IMG 3588 (Large)Dawno dawno temu w ostępach Puszczy Przełomskiej, przy prowadzącej ku Litwie drodze szelmenckiej, powstała osada dająca schronienie podróżnym zwana Jeleniewem (z racji bogactwa tej zwierzyny grasującej po pobliskich kniejach). Początkowo mieszkali tu tylko osocznicy i bartnicy, jednak Jeleniewo w XVIII wieku stało się dużą wsią, a w roku 1773 miastem. Jeleniewską parafię, słynną dzisiaj z pięknego drewnianego kościoła, uposażył sam król Stanisław August Poniatowski. Zanim wejdziecie do Jelonka zwróćcie uwagę na miejski układ przestrzenny Jeleniewa z dużym rynkiem i czterema rogatkami, który został zamieniony na skwer. Przyszły zabory, Prusacy zabrali prawa miejskie i tak już zostało. Ale nic to wobec faktu, że Jeleniewo – czy jako miasto, czy jako wieś – nic nie straciło ze swojej rewelacyjnej lokalizacji u wejścia do najpiękniejszej (według opinii wielu pokoleń wędrowców) części Suwalszczyzny, którą tworzy dzisiaj obszar Suwalskiego Parku Krajobrazowego od północnego zachodu oraz okolice jezior Szelmentu Wielkiego i Małego od wschodu.

IMG 5636 (Large)Wszystko fajnie – cudowne pejzaże, niezwykłe uroczyska, malownicze jeziora – ale przychodzi czas, gdy zauroczony Suwalszczyzną wędrowiec musi gdzieś usiąść, wychylić kufel zimnego piwa, przekąsić po ludzku (obficie i zdrowo) i jeszcze raz „ułożyć z przyjacioły” swoje wrażenia, a czasem też wyśpiewać, wykrzyczeć swoją radość życia. I takim miejscem radosnym, a zarazem jedynym w okolicy był onegdaj, już nie za króla Stasia, ale w czasach jeszcze PRL-u Bar pod Jelonkiem. Czasy były trudne… szczególnie dla piwoszy. Piwa i dobrej strawy był deficyt, a gdy już było, to w wielu przybytkach gastronomicznych rodził się konflikt między tymi „obcymi” z plecakami, co to dużo wypiją (i zabraknie), a „lokalsami”, szczególnie tymi, co czasu mieli dostatek, zwanymi aligatorami. Tak było wszędzie, ale nie w Barze pod Jelonkiem, gdy pojawiła się tam Marysia…

Telepką Północy, czyli nocnym osobowym z Warszawy do Suwałk zjeżdżali licznie plecakowcy na studenckie rajdy, wakacyjne obozy wędrowne po Suwalszczyźnie, na bazy namiotowe Uniwersyteckiego Klubu Turystycznego UNIKAT i Almaturu. I skoro świt, gdy różanopalca jutrzenka muskała soczystą zieleń wzgórz, lądowali w Jeleniewie na tarasie Baru Pod Jelonkiem. Rozkładali karimaty i śpiwory i dosypiali dwie, trzy godziny do otwarcia Jelonka przez Marysię. A ona niczym dobra wróżka zjawiała się uśmiechnięta i wesoła, nie goniła wagabundów, nie straszyła MO za koczowniczy bałagan dookoła Jelonka tylko otwierała podwoje i prawie zawsze miała boskie zimne suwalskie piwo z nalewaka. Było piwo, jedno, drugie, bywała często i gitara i ku zachęcie Marysi zaczynało się nie raz i nie dwa muzykowanie …

IMG 5687 (Large)

IMG 0298 (Large)








Łezka się w oku kręci, gdy wspomnimy ilu to bardów towarzyszyło plecakowym włóczęgom, ile inspiracji przelewali na tych młodych wędrowców, którym nie dane było nauczyć się grać na gitarze… Muzyczne nieuki więc pisały, robiły zdjęcia i artykuły, snuły opowieści na uczelni i w klubach o magicznej Suwalszczyźnie, gdzie duch znowu buja sobie beztrosko w obłokach. I tak, rok po roku, dzięki zawsze miłej i wesołej szefowej, Jelonek stawał się miejscem, gdzie zaczynało się i kończyło suwalskie wędrówki, gdzie wpadało się z pobliskiej studenckiej bazy namiotowej nad Szelmentem na piwo i słynne jeleniewskie kartacze. Co rok przybywało nowych opowieści, kolejne generacje studentów wkraczały w magię suwalskiego świata, z opowieści i dysput Pod Jelonkiem rodziły się pomysły, powstawały książki autorstwa bywalców Jelonka…

IMG 5556 (Large)Nie wierzycie – spojrzyjcie na półkę obok baru… Co prawda słynny już Rękopis zagubiony w Jeleniewie, którego akcja zaczyna się Pod Jelonkiem i przenosi się na Suwalszczyznę w czasach Jana III Sobieskiego jest już wyczerpany, ale są i następne …W Alkomatorze nasza jeleniewska Marysia odgrywa istotna rolę w skomplikowanej intrydze…

I mam dobrą nowinę… to nie nostalgiczne wspomnienia, czy ballada dinozaura. Bar pod Jelonkiem stał się Restauracją pod Jelonkiem – trochę się rozrósł i okrzepł w czasach kapitalistycznych, przybyło potraw, wiele gatunków piwa czy napitków, ale codziennie spotkacie tu pełną młodzieńczej werwy Marysię, jej męża i synów. To już rodzinny interes i bardzo dobrze. Działa też stara namiotowa baza, nadal wpadamy w wielopokoleniowym składzie do Jelonka na piwo z nalewaka i na „małe co nieco” jeszcze… na słynne kultowe kartacze lub ewentualnie półmisek dań regionalnych, gdzie obok kartaczy znajdziemy babkę i kiszkę ziemniaczaną, degustujemy również pyszne naleśniki… No i ta ogórkowa lub szczawiowa – kojące organizmy hulaków day after…

IMG 5678 (Large)

IMG 5628 (Large)








A bywać i hulać na Suwalszczyźnie będziemy zawsze, secula seculorum…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *