Andaluzja – architektura zmysłów. Część I

Czy ślepa miłość sułtana Granady Abu Al Hasana Ali do przecudnej urody chrześcijańskiej branki Isabel de Solis zwanej Sorają musiała zakończyć się ostatecznym upadkiem arabskiej Andaluzji? A może dziarski pięćdziesięciolatek, dwudziesty pierwszy władca z linii Nasrydów zapomniał o słowach słynnego Ibn Hazma, klasyka arabskiej literatury w Hiszpanii: „Miłość, niech Bóg cię umocni, na początku bywa żartem, lecz kończy się poważnie…” Cóż, może wszystkiemu zawinili… architekci. Pałac w Alhambrze, kwintensencja architektury zmysłów i dla zmysłów, ze swoimi upojnymi ogrodami wytwarzał atmosferę, w której łatwo było zapomnieć nie tylko o przestrogach poetów, ale i wersetach Koranu.  

Alea iacta est

Gdy wiosną 1478 po straszliwych burzach wylała spokojna rzeka Darro powodując katastrofalną powódź cała Granada pomstowała na starego sułtana, że sprowadza gniew Allaha na głowy poddanych. Zauroczony miłością do Sorai Abu Al Hasan nie tylko zaniedbał sprawy królestwa i surowo karał za słowa krytyki, ale porzucił żonę i uwięził swych synów Boabdila i Jusufa. I może tylko na pokaz, aby zmienić nastroje rozplotkowanego i złośliwego wobec siebie pospólstwa sułtan złamał rozejm z Kastylią i brawurowym, niespodziewanym atakiem zajął na początku 1482 roku zamek Zahra. Na kilka dni zdobył poklask, ale reakcja Kastylii była zdecydowana. Hiszpanie zdobyli najpotężniejszą arabską fortecę al-Hamrę i rozpętała się dziesięcioletnia wojna. Mało tego, w lipcu tego roku, syn sułtana Boabdil zbiegł z więzienia i został okrzyczany nowym władcą islamskiej Andaluzji. Oprócz wojny z Kastylią na głowy poddanych sułtana spadła jeszcze plaga wojny domowej, ojca z synem…

Ah, te kobiety… jedna piękna niewolnica i blisko osiemset lat trwająca bujna historia „al Andaluz”, czyli kraju zachodniego, nieuchronnie dobiegała końca. W tym niezwykłym teatrze dziejów jakim jest historia rola arabskiej Andaluzji w końcu XV wieku została już jednak rozpisana, niezależnie od namiętności starego sułtana, przez innych dramaturgów. Byli nimi Ferdynand i Izabela, władcy jednoczącej się pod ich berłem Hiszpanii. W tym samym czasie, w którym chrześcijańskie wojska oblegały Grenadę, w pobliskim Santa Fe, gdzie stacjonował dwór królewski, ucieleśniała się idea pewnego żeglarza, która miała zmienić dzieje świata. Na długo oczekiwanej audiencji Krzysztof Kolumb uzyskał wreszcie poparcie Izabeli dla swej, karkołomnej według wielu innych żeglarzy, idei dotarcia do Indii płynąc ciągle na zachód. Alea iacta est – kości zostały rzucone – i gdy w roku 1492 poddanie Granady, ostatniego mauretańskiego królestwa na płw. Iberyjskim, kończyło rekonkwistę, Krzysztof Kolumb odkrywał Amerykę. Szczęśliwie panująca para Ferdynand i Izabela, mając już w swej koronie kolejny andaluzyjski klejnot, Granadę ze wspaniałościami Alhambry, mogła zapał swoich rycerzy skierować ku zdobywaniu Nowego Świata.

Hiszpania wkraczała w Złoty Wiek. Ale nowe zdobycze Hiszpanii i dzieła renesansowych architektów, nie przekreśliły tego, co pozostawili po sobie Maurowie. W mocnym andaluzyjskim słońcu, nie opodal słynnej Costa del Sol, nadal Granada, Sevilla i Kordoba czarują turystów swą niezwykłą kulturą i unikalnym niepowtarzalnym stylem architektury.

zdj 002

Alhambra Generalife fountainszdj 007

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Alhambra – przestrzeń i światło

Al-Hamra znaczy po arabsku czerwony, tak też od dawna nazywano w Granadzie wzgórze, zabarwione na czerwono przez występującą tu glinę, na którym w XI wieku zbudowano twierdzę. W XIV wieku władcy Granady stworzyli Alhambrę zwaną „chwałą chwał, cudem cudów ” – wspaniały, warowny kompleks architektoniczny składający się z Pałacu Królewskiego, czyli Casas Reales, niezwykłej urody ogrodów pałacowych otaczających letnią rezydencję zwaną Generalife oraz tzw. Alcazaby – fortecy. Po rekonkwiście cesarz Karol V wyburzył jedno skrzydło pałacu i przeznaczył na swoją renesansową rezydencję. Na szczęście na tym poprzestał, gdyż radosna architektura renesansu wydaje się właśnie tutaj, w bezpośrednim sąsiedztwie Patia Lwów czy Patia Mirtów, wyjatkowo ciężka i bez polotu.   Główna brama Alhambry – Puerta de la Justicia jest jednak nadal mauretańska, o czym przypomina wyryta dłoń i pięć skierowanych w niebo palców symbolizujących pięć obowiązków muzułmanina: wyznanie wiary, modlitwę, post, jałmużnę oraz pielgrzymkę do Mekki. Pałac, to zgodnie z sułtańskimi zwyczajami, trzy odrębne części, każda z własnym dziedzińcem i o innym przeznaczeniu: mexuar – oficjalna, serallo – dla gości wyjątkowych, haremowa – absolutnie prywatna i niedostępna. W serallo znajduje się właśnie urzekający swą urodą Dziedziniec Mirtów. Tutaj sułtan Abu al Hasan kazał swojej ukochanej Sorai w obecności dostojników zażywać kąpieli po czym goście musieli pić po niej wodę opiewając prozą i wierszem jej niezwykły, uszlachetniony ciałem pięknej niewolnicy, smak. Pewien śmiały wezyr, odmówił tej przyjemności, a jego dowcipna replika skwapliwie została zapisana przez kronikarzy: „Wasza wysokość, lękam się, iż skoro zasmakuję sosu, nabiorę nagle ochoty na kuropatewkę”. Architektura Alhambry, to dla znawców, typowe dla Andaluzji mauretańskiej doskonałe operowanie przestrzenią i światłem dające unikalne efekty wizualne i oddziaływujące mocno na nasze zmysły. Pamiętajmy, że „andaluzyjskie słońce” operuje swoją mocą ponad trzysta dni w roku, wciska się w każdy zakamarek naszego jestestwa i od wieków kształtuje specyficzny tryb życia mieszkańców, tych biednych i tych bogatych. Dlatego przywilejem bogatych był tu zawsze… cień i dostęp do wody. I te elementy zawsze rozgrywali arabscy architekci – liczne zakamarki, krużganki, patia, lekkie kolumny, ażurowe dekoracje – światło słoneczne prowadzi tu swoją grę, ale nie dręczy mieszkańca pałacu skrytego w cieniu. A woda, prowadzona skomplikowanym systemem akweduktów z Gór Sierra Nevada, jest w Alhambrze wszechobecna – szemrzenie wyrafinowanych artystycznie fontann, jak ta z dwunastoma marmurowymi lwami na Dziedzińcu Lwów, to kojący duszę dźwięk miły uchu każdego arabskiego władcy. Pałac i ogrody królewskie są tak zaplanowane, aby oddawać nastrój raju z Koranu, a raj to właśnie ocieniona zieleń, ochłoda z przepływającej wody, rześkie powietrze. I taka jest istota przylegającej do Alhambry letniej rezydencji Nasrydów – Generalife, czyli Dżannat al-Arif co oznacza „ogród podniosłego raju”.

sewilla2

sewilla3

 

 

 

 

 

 

 

Sewilla – styl dwóch światów

Z kolei Sewilla chlubi się Alkazarem, czyli Reales Alcazares. Jako mauretańskie miasto przeżywała okres świetności w XI wieku, ówczesny dwór kalifów pod względem bogactwa i przepychu przyćmił całą „al-Andaluz”. Alcazar, czyli ufortyfikowany pałac z haremem na 800 kobiet, po rekonkwiście był kilkakrotnie przebudowywany przez chrześcijańskich monarchów. Na polecenie króla Piotra I Okrutnego już w XIV wieku rzemieślnicy i artyści z Granady i Toledo stworzyli tu nowe rezydencjalne cacko w stylu mudejar. W XVII wieku Filip IV kazał wykonać prace restauratorskie z dużym rozmachem. Mimo architektonicznej kosmetyki Alkazar, a szczegolnie jego część zwana Palacio Pedro I, uchodzi za jeden z najlepiej zachowanych zabytków specyficznej dla Andaluzji architektury mudejar. Styl ten wytworzył się już pod rządami chrześcijan, którzy nadal angażowali mających świetną reputację budowniczych mauretańskich. Jego cechy już atakowały nasze zmysły w Alhambrze, przede wszystkim obfite dekoracje, rozegranie przestrzeni i światła, które daje wrażenie niezwykłości, wyrafinowany smak. Mudejar też na stałe wprowadził w krajobraz miasta swój ulubiony akcent – azulejos, czyli małe ceramiczne płytki, z których układano misterne mozaiki. Sztuka islamu zabraniała przedstawiania ludzi i zwierząt, nic więc dziwnego, że wyobraźnia artystów operujących takim tworzywem jak az-zulayi, czyli z arabskiego „mały kamień” poszła w stronę fantastycznych, kolorowych, geometrycznych wzorów układanych pieczołowicie z tysięcy elementów. Także wczesny hiszpański renesans zwany w architekturze stylem plateresco (platero – złotnik), umiłowanie w bogactwie detali, czerpie dużo z tradycji rękodzieła arabskiej Andaluzji. Na przeciw Alkazaru góruje nad Sewillą słynna Giralda – 100 metrowy minaret meczetu Almohadów, który stał się dzwonnicą największej gotyckiej katedry na świecie.To dla turysty centralny punkt miasta – z wieży doskonale widać labirynt wąskich, malowniczych uliczek dzielnicy Santa Cruz. Wielką frajdę sprawia wałęsanie się nimi bez pośpiechu typowego dla japońskich wycieczek i kontemplacja najróżniejszych detali przeplatana drinkiem i typowymi przekąskami, tzw. tapas w niezliczonych uroczych knajpkach. Sewilla, która wkrótce po odkryciu Ameryki stała się najważniejszym ośrodkiem handlu z Nowym Światem, pełna jest też zabytków z innych epok – na każdym kroku aż wylewa się z niej barok – ale Giralda i Alkazar nadal przypominają ten niezwykły styk dwóch światów, jakim przez wieki była Andaluzja.

Cdn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *