Andaluzja – architektura zmysłów. Część II

Kordoba, czyli druga Mekka

Aby w pełni zrozumieć niezwykły rozkwit Andaluzji Maurów trzeba odpuścić dzień leniuchowania na Costa del Sol czy też Costa de la Luz i odwiedzić równie słynną, co Granada i Sewilla, Kordobę – od 756 roku stolicę Kalifatu Zachodniego. Było to przez trzysta lat najważniejsze miasto mauretańskiej Hiszpanii. Tu zbudowano najsłynniejszy w al-Andaluz Wielki Meczet zwany La Mezquita, w którym przechowywano kość z ręki Mahometa i oryginalny fragment Koranu. Emirowie chcieli stworzyć tu drugą Mekkę, sława meczetu była tak wielka, że Kordoba stała sie celem pielgrzymek. Wielki Meczet stał się trzecim miejscem islamu po Mekkce i meczecie Al Aksa w Jerozolimie. Gdy Abd ar- Rahman III przybrał tytuł kalifa w X wieku, Kordoba była jednym z najwspanialszych miast Europy. Zdobyta w roku 1236 przez Ferdynanda III mocno podupadła. Monumentalny meczet został w XVI wieku przebudowany przez Karola V na katedrę. Dzisiaj miasto nad Gwaldakiwirem emanuje spokojem mędrca, które swoje przeżył i ceni sobie… wspomnienia. Kwintesencją dawnej Kordoby jest praktycznie cała urocza Starówka z wąskimi uliczkami i cudownymi, najpiękniejszymi w całej Hiszpanii patiami. Wymuskane, zadbane w każdym calu, spotkamy je w najstarszych dzielnicach przylegających do dawnego meczetu, a więc w Juderii – dawnej dzielnicy żydowskiej oraz w San Lorenzo i w Barrio San Basilio. W maju odbywa się tu Festival de los Patios, a mieszkańcy z dumą prezentują swoje patia specjalnemu jury. Ale sława Kordoby opiera się na Wielkim Meczecie przebudowanym na katedrę w wieku XVI. Wnętrze Mezquity jest jednym z najniezwyklejszych w Andaluzji. Tu bowiem zachował się po Maurach, mimo przebudowy na chrześcijąńską światynię tzw. las kolumn. Jest ich ponad 850, wykonanych z granitu, marmuru, jaspisu i porfiru i tworzą 19 naw. Wrażenie jest niesamowite. Śmiem twierdzić, że jest to najbardziej islamska, a przez to najbardziej niezwykła katedra na świecie. Tu nadal sąsiaduje ze sobą np. bogato zdobiony arabski mihrab z chrześcijańską Capilla de Villaviciosa z 1371 roku zdobioną w niezwykłe w architekturze sakralnej zachodu wielolistne łuki. Takich pyszności dla koneserów znajdziemy tu dużo więcej, tak jak i w całej Andaluzji. Trójkąt Sewilla – Kordoba – Granada stanowi niewątpliwie klucz do poznania niezwykłej kultury Andaluzji. Znawcy twierdzą jednak, że jest to dopiero… gra wstępna, po niej na dobre zakochujemy się w Andaluzji, a przed nami jeszcze do odkrycia tysiące miejsc ero… przepraszam, architekturogennych, smakowitych kąsków artystycznych, kulturowych czy obyczajowych.

Kordoba 1 (1) (Medium)

Medina Azahara, Kordoba, Andaluzja (Medium)

 

 

 

 

 

 

 

 

Rytuał krwi  

Z pewnością spośród wielu zjawisk kulturowych Andaluzji należy wymienić corridę i flamenco. Corrida jest czymś więcej niż walką z bykami, flamencco to dużo więcej niż taniec, to krew i wino Andaluzji. Trzeba je zobaczyć, przeżyć i… przynajmniej spróbować zrozumieć. Corrida, z racji tej, że leje się na niej prawdziwa bycza krew budzi sprzeczne emocje cudzoziemców. Ale tak naprawdę tradycję corridy nie podtrzymuje się ze względu na turystów. Corrida była, jest i będzie rytuałem zakodowanym w hiszpańskiej obyczajowości. Sięgając głębiej pamiętajmy, że w kulturze śródziemnomorskiej byk jest od czasów kultury minojskiej na Krecie symbolem siły i płodności, a pierwszym matadorem był… Tezeusz – pogromca Minotaura. Herkules wyprawia się do dzisiejszego Maroka i Hiszpanii po byki giganta Gerionesa, po drodze ustawia nad cieśniną dwie skały zwane Słupami Herkulesa, czyli Gibraltar i Ceutę. W uznaniu gościnności, której doświadczył zwraca część bydła królowi Chryzaorowi. Ten ustanawia wtedy w Hiszpanii doroczny obrzęd poświęcenia byka ku czci Herkulesa. Wątek byczy w kulturze europejskiej jest długi… prastary w Iberii, spotykamy go w jaskiniach Altamiry, celtyckich wizerunkach byków – strażników z Guisando. Mity, symbole… czyż nie docieramy do najstarszej ceremonii jaką zna ludzkość – rytualnej śmierci świętego, podziwianego, czczonego zwierzęcia? Ktoś się uśmieje – czyżby Hiszpanie wyznawali jeszcze pogański kult? My Słowianie też mieliśmy swoje pogańskie rytuały przed przyjęciem chrześcijaństwa… no i mamy… noc Kupały, a katoliccy Hiszpanie nadal walczą z bykami, zawsze w niedzielę wieczorem. Corrida to nieodłączny element każdego święta – fiesty. Corrida w obecnej formie ukształtowała się w XVIII wieku, stała się dopiero wtedy uciechą dla ludu. Carlos Fuentes stwierdza, że to „pogański schyłek chrześcijańskiej mszy”, bo corrida i msza to dwie ceremonie, które łączy znaczenie, czyli ofiara. A gdy idąc tropem wywodów Fuentesa zgadzamy się z nim, że matador staje się tragicznym bohaterem związku człowieka z przyrodą „aktorem ceremonii, która przypomina, że nasze przetrwanie odbywa się kosztem przyrody, za cenę gwałtu ” akceptujemy może kontrowersyjną tezę, że „Hiszpania odziera nas z maski purytańskiej hipokryzji w stosunku do natury. Przetrwanie kosztem przyrody staje się celebracją odwagi, sztuką, którą podziwiamy.” I może to jest sedno sprawy, istota corridy i wytłumaczenie jej fenomenu. Może właśnie dlatego na długo przed sezonem turystycznym, bez cudzoziemskiej gawiedzi w Niedzielę Wielkanocną największa arena walk byków w Andaluzji – La Maestranza w Sewilli zapełnia się do ostatniego miejsca tysiącami odświętnie ubranych hiszpańskich rodzin. Bo corrida, ze swoim rytuałem i celebrą, oglądana na żywo, tu w Hiszpanii, z miejscową widownią wciąga, szczególnie widza oswojonego z kulturowymi kontekstami. Byk do corridy, tzw.toro bravo, jest też odpowiednio ćwiczony na hodowlanym ranczo, musi być odważny i agresywny. Dlatego corrida przypomina czasem balet w trzech odsłonach, bo byka należy zabić z gracją, w odsłonie trzeciej zwanej tercio de muleta ocierając się wręcz o jego rogi. Czasem ten balet jest prawdziwą konfrontacją sławy i śmierci, czasem baletem „spoconej odwagi” i mówcie co chcecie – jest sztuką, która ma swoje żelazne zasady. I dla nich co roku giną na arenie także ludzie, jak w życiu, wtedy gdy odwaga nie idzie w parze z umiejętnościami, czy po prostu brakuje trochę szczęścia i byk jest szybszy. Ostatnio do tego męskiego „rytuału krwi” wkraczają kobiety. W andaluzyjskim Mijas śledziłem walkę z bykiem pięknej dziewczyny, była zabójczo odważna, dumna, a jej kończący walkę śmiertelny sztych – estocada – wzbudził aplauz widowni, pewnie dlatego, że zrobiła to lepiej niż walczący wcześniej mężczyzna . Dlaczego wybrała corridę? Mogła przecież, jak wiele innych pięknych andaluzyjskich seniorit wybrać flamenco, wymagające niezwykłej energii i temperamentu? Równouprawnienie wkracza i tu? Były zagraniczne próby potraktowania corridy jako show. Jestem przeciwnikiem eksportu corridy, ona na trwałe jest wtopiona w pejzaż kulturowy płw. Iberyjskiego, tam jest jej miejsce, specjalne areny, tło, oprawa, publiczność. Z drugiej strony, śmieszą mnie dywagacje takich czy innych działaczy różnej maści spoza Hiszpanii, żeby odgórną dyrektywą jakiegoś międzynarodowego forum zabronić corridy Hiszpanom. To byłby kulturowy gwałt.

zdj 011

zdj 010

 

 

 

 

 

 

 

Ogień w obcasach

Gdy twą duszę i ciało rozrywają prawdziwe namiętności, uczucia, lęki i fobie to krzycz, ludzki język jest za ubogi, aby oddać, opisać, wymówić to, co w nas tkwi, co czasem wybucha bez najmniejszej kontroli umysłu . Nie wierzysz? Ubrane w czerwone suknie z czarnymi falbanami dziewczyny siedzą na drewnianych krzesłach, klaskaniem i tupaniem wybijają rytm, zaczynaja pokrzykiwać do siebie, tempo narasta, nagle włączają się gitary, czas na radość, zabawę, frywolne pokrzykiwania, taniec i spektakl, który rozgrzewa widownię. Euforia i… znowu zapada cisza… po niej gitarzyści szarpią struny ze smutkiem i nostalgią, na scenie w ramionach ukochanej umiera młodzian, pożegnanie przeradza się w taniec, teraz trzeba zaśpiewać, ale brakuje słów, trzeba wykrzyczeć rozpacz, miłość , śmierć! Tancerki i gitary pogrążąją się znowu w szalonym rytmie, znowu gitary milkną, są niepotrzebne, ciszę przerywa stuk obcasów, powoli, potem szybciej i szybciej, dziewczyna w czerwonej sukni jest w transie, tysiące uderzeń, z jej twarzy spływa pot, ktoś z widowni wykrzykuje jej imię, dziewczyna zamienia się w pulsującą czerwoną plamę, śmigają falbany jej sukni i czarne pantofle! To żywioł, to namiętność w czystej postaci, to absolut tańca… Ole! Owacje widowni, łzy w oczach tancerki! Jesteśmy w samej stolicy flamenco, bo Granada to coś więcej niż Alhambra. Tu przyjeżdżają koneserzy flamenco nie tylko z innych krajów, ale z Hiszpanii i innych miast Andaluzji po swoiste muzyczne catharsis. No i te prawdziwe bailaores – tancerki o długich, zaczesanych do tyłu włosach, tonące w falbanach, jedwabiach, wymyślnych gorsetach i koronkach. Czyż z tym swoim ogniem w oczach i obcasach nie są kwintesencją andaluzyjskiej kultury?

Flamenco narodziło się w cygańskiej dzielnicy Sacramonte, dzielnicy widocznej z dziedzińca Alhambry. Sacramonte to góra z licznymi jaskiniami, po zdobyciu Granady królowa Izabela przyzwoliła, aby właśnie tu osiedlali się Cyganie. Znawcy twierdzą, że flamenco to cante jondo – rzeka głosów i odnajdują w nim aż 500 brzmień i rodzajów muzyki, genialnie połączonych przez wieki przez cygańskich wirtuozów. Dlatego flamenco to wejrzenie do hiszpańskiej duszy, duszy namiętnej, sprzecznej, nieokiełznanej, dumnej…

imm004 4

zdj 004

zdj 005

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *